Instagram/Kobe Bryant

Kobe Bryant był katolikiem. „Przyjmował Komunię świętą jak każdy z nas”

2 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Wczoraj świat obiegła wiadomość o śmierci najsławniejszego po Michaelu Jordanie koszykarzu – Kobe Bryanta. Niewiele osób wie jednak, że koszykarz ten był… gorliwym katolikiem. 

W katastrofie śmigłowca zginęło siedem innych osób, w tym córka Kobe, 13-letnia Gianna. Wezwane na pomoc służby nie zdołały uratować żadnego z poszkodowanych w katastrofie. Świat pogrążył się w żałobie. Sportowiec miał zaledwie 41 lat. 

Przyszedł na świat w katolickiej rodzinie w Filadelfii. W „Los Angeles Lakers” był rzucającym obrońcą. W sezonach w 2005 i 2007 roku był królem strzelców ligi. W 2006, w meczu przeciwko Toronto Raptors, zdobył 81 punktów, co jest drugim najwyższym osiągnięciem w historii ligi. Na 90. ceremonii wręczenia Oscarów Bryant wraz z Glenem Keanem otrzymał statuetkę w kategorii najlepszy krótkometrażowy film animowany za film „Dear Basketball”. 

Sportowiec był gorliwym katolikiem. W głośnym procesie, w którym pewna kobieta oskarżyła go o gwałt, w pokoju hotelowym w Kolorado, gdzie przebywał w 2003 roku, Kobe przyznał się do współżycia z nią, lecz nie do gwałtu. Gdy jego żona się o tym dowiedziała, chciała się z nim natychmiast rozwieść. Podczas procesu zdarzyło się jednak coś nieoczekiwanego. Sam Kobe wspominał:

Jedyną rzeczą, która naprawdę pomogła mi podczas procesu, była rozmowa z księdzem. To było nawet zabawne. Ksiądz zapytał mnie: „Zrobiłeś to?” Odpowiedziałem: „Oczywiście, że nie”. Następnie zapytał: „Masz dobrego prawnika?” Moja odpowiedź była twierdząca. Wtedy ksiądz powiedział: „Puść to. Pójdź dalej. Bóg nie postawi cię przed niczym, z czym nie mógłbyś sobie poradzić. Teraz ta sprawa jest już w Jego rękach. Jeśli nie możesz czegoś kontrolować, puść to”. To był dla mnie punkt zwrotny.

Kobe i jego żona się potem zeszli i pozostali małżeństwem. Jak wspomina jedna z użytkowniczek Instagrama:

Chcę opowiedzieć historię o tym, jak poznałam Kobe Bryant. Siedziałam na tyłach Katedry Świętej Rodziny w Orange w Kalifornii na zwykłej mszy w dzień powszedni. W tym czasie bardzo lubiłam nosić welon na głowie, a tego dnia miałam szalik, którego użyłam jako welon. Na początku Mszy ujrzałam Kobe, jak wchodził do Kościoła, jak gdyby nigdy nic. Po prostu zaczął się modlić i śpiewać razem z innymi (…). 

Gdy był moment przyjęcia Komunii świętej, Kobe przepuszczał kobiety, w tym mnie (…). To było fajne doświadczenie, aby przyjąć Jezusa tuż przed nim. Fajnie było też widzieć go na zwykłej, powszedniej mszy świętej (…). 

Kobe Bryant był nie tylko wielkim sportowcem, ale przede wszystkim człowiekiem, w życiu którego wiara w Boga ogrywała fundamentalne znaczenie. Właśnie takim będą wspominać go wszyscy fani. 

Zobacz także
Wasze komentarze