fot. youtube.com/DobaTV

Kolęda na zaproszenie – czy to na pewno najlepsza metoda?

Kolęda na zaproszenie? To coraz częstsza metoda wizyt duszpasterskich w okresie Bożego Narodzenia. Pytanie, czy to metoda najlepsza z możliwych? W ostatnich latach, dla coraz większej grupy proboszczów, wydała się ona najbardziej optymalna. Polega na tym, że to parafianie sami muszą zgłosić chęć przyjęcia księdza u siebie w domu. Robią to przez formularz parafialny, e-mail, telefon lub składając kartkę w kościele. Księża odwiedzają wtedy tylko te domy mieszkania, które się zgłosiły.

Ta nowa forma parafialnej kolędy zyskała popularność w okresie pandemii COVID-19. W 2020 roku – z uwagi na obostrzenia sanitarne – część parafii w ogóle zrezygnowała z organizowania wizyt duszpasterskich, część je przesunęła, część zorganizowała w zmienionej formule.

Wcześniej, przez lata, w Polsce przyjął się zwyczaj odwiedzania przez księży mieszkań i domów parafian. Kolęda, zazwyczaj, rozpoczyna się tuż po świętach Bożego Narodzenia i kończy się 2 lutego, czyli w święto Ofiarowania Pańskiego. W dużych parafiach wizyty duszpasterskie odbywają się również po tym terminie.

Czas koronowirusa sprawił, że parafie wypracowały inny model duszpasterskich wizyt. Niektórzy proboszczowie organizowali spotkania w kościele; kolejne grupy parafian były zapraszane na msze święte w konkretne dni stycznia i lutego. Inni organizowali przejazd ulicami parafii i święcili domy z zewnątrz, tak by nie wchodzić do środka i nie narażać domowników na transmisję wirusa. Niektórzy organizowali modlitwy na podwórkach. W kolejnych latach, gdy obostrzenia pandemiczne były już nieco lżejsze, dominowały dwa sposoby kolędowania: tradycyjny (od drzwi do drzwi) i na zaproszenie.

Bp Waldemar Musioł podczas Opolskiego Kolędowania w parafii św. Józefa w Opolu-Szczepanowicach, fot. PAP/Krzysztof Świderski

Po kilku latach od pandemii widać, że ten drugi sposób kolędowania przyjął się i stał popularny. Parafie tłumaczą, że dzięki temu unika się stresujących sytuacji; zarówno dla duchownych, jak i dla rodzin, które nie chcą przyjmować kolędy. Ten trend dotyczy zarówno dużych, jak i małych miast.

Według Katechizmu Kościoła Katolickiego i prawa kanonicznego (kan. 529 § 1), wizyta duszpasterska to obowiązek proboszcza, przez wypełnienie którego może poznać wiernych, wniknąć w ich życie, uczestniczyć w ich troskach (szczególnie w smutku), umacniać ich w wierze poprzez wspólną modlitwę i Słowo Boże, roztropnie korygować, wspierać chorych i potrzebujących. Powstaje więc pytanie, czy wizyta tylko u tych rodzin, które wystosowały zaproszenie, jest wypełnieniem tego obowiązku.

Kolęda to jeden ze sposobów ewangelizacji. Stwarza okazję, do rozmowy o wierze, o Bogu, okazję do wspólnej modlitwy. Oczywiście, zdarzają się sytuacje nieprzyjemne: ktoś trzaśnie drzwiami, ktoś zwyzywa duchownego, ktoś po prostu nie otworzy. Ale dlaczego tylko z takich powodów zrezygnować z okazji do rozmowy, spotkania i wspólnej modlitwy? Przecież każdy dzwonek do drzwi to szansa na dobrą rozmowę i na głoszenie Dobrej Nowiny.

fot. PAP/Magdalena Gronek

Wśród odwiedzanych po kolędzie są przecież i ci, którzy co prawda nie chodzą do kościoła, ale jednocześnie nie są źle nastawiani do wspólnoty Kościoła i reprezentujących ją księży. Wizyta duszpasterska może więc być okazją do pierwszego od dłuższego czasu spotkania z księdzem, do rozpalenia na nowo ognia wiary u „letnich katolików”.

Kolęda „na zaproszenie” na pewno jest komfortowym sposobem wizyt duszpasterskich, ale czy na pewno o komfort powinno tu chodzić? Czy szansa, jaką stwarza każdy dzwonek do drzwi, nie powinna być na pierwszym miejscu?

Google News
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!

Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.

Czytałeś? Wesprzyj nas!

Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!

Zobacz także
Wasze komentarze