fot. kristijan arsov/unsplash
Kościół, wspaniałe dziedzictwo Zbawiciela, został okrutnie spustoszony
Święty Eugeniusz widział, że Kościół jego czasów jest w potężnym kryzysie. Wiedział, że lekarstwem może być tylko radykalne pójście za Jezusem. I to nie w pojedynkę, ale ramię w ramię ze współbraćmi.
Diagnozowanie sytuacji Kościoła jest przedsięwzięciem, którego trudno się podjąć. Wielu z tych, którzy wieszczyli jego wielokrotny ostateczny upadek musiało w kolejnych latach mierzyć się ze zdziwieniem wynikającym z jego paradoksalnego wzrostu. Bo Kościół należy oceniać w innych kategoriach niż te, do których jesteśmy przyzwyczajeni. Ponad dwieście lat temu powstało Zgromadzenie Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej. Jego założyciel, św. Eugeniusz de Mazenod, widział Kościół jako dom, który został opuszczony przez wiernych. Jako dziedzictwo, które jest niedoceniane.
„Kościół, wspaniałe dziedzictwo Zbawiciela, nabyte przez Niego za cenę Krwi, za dni naszych został okrutnie spustoszony. Ta umiłowana Oblubienica Syna Bożego doznaje ucisku, opłakując sromotne odstępstwo dzieci, którym dała życie. Chrześcijanie, którzy odstąpili od wiary i całkowicie zapomnieli o Bożych dobrodziejstwach, rozgniewali Bożą sprawiedliwość swoimi występkami. Gdybyśmy nie wiedzieli, że święty depozyt wiary pozostanie nienaruszony aż do końca wieków, ledwie byśmy mogli rozpoznać religię Chrystusową z pozostałych śladów tego, czym była” – pisał w przedmowie do Konstytucji i Reguł założyciel zgromadzenia.
>>> Paweł Zając OMI: charyzmaty nie są ludzkim wymysłem, tylko są darem Ducha Świętego
Własna przemiana i nawrócenie innych
Odpowiedzią na ten stan miało być konkretne ewangelizacyjne działanie wśród najbardziej ubogich. W każdym wymiarze. Eugeniusz skupił wokół siebie początkowo czterech ochotników, którym podobnie jak jemu leżała na sercu troska o spustoszony moralnie i duchowo Kościół we Francji. Z czasem do misjonarzy z Prowansji dołączali kolejni duchowni diecezjalni, którzy podzielali duchowość późniejszego biskupa Marsylii.
„Widok tego zła poruszył serca kilku kapłanów gorliwych o chwałę Bożą, kochających Kościół i gotowych poświęcić siebie dla zbawienia dusz.Doszli oni do przekonania, że gdyby udało się uformować kapłanów gorliwych, bezinteresownych, prawdziwie cnotliwych, słowem – mężów apostolskich, głęboko przeświadczonych o konieczności własnej przemiany, którzy ze wszystkich sił pracowaliby nad nawróceniem innych, wtedy można by było żywić nadzieję, że w krótkim czasie uda się na powrót przywieść zbłąkanych ludzi do wypełniania dawno porzuconych obowiązków” – czytamy w rękopisie z 1825 r.
Święty Eugeniusz – człowiek nieustępliwy
Założyciel misjonarzy oblatów nie był człowiekiem półśrodków ani kompromisów. Jego biografowie podkreślają jego nieustępliwy charakter, a momentami wręcz choleryczność. Chciał, aby do zgromadzenia należeli duchowni, którzy są nieustępliwi w głoszeniu Ewangelii.
„Muszą bez przerwy pracować nad tym, aby stać się pokornymi, łagodnymi i posłusznymi, miłującymi ubóstwo, pokutującymi i umartwionymi, oderwanymi od świata i rodziny, pełnymi zapału, gotowymi poświęcić całe swe mienie, zdolności, odpoczynek, osobę i życie z miłości do Jezusa Chrystusa, w służbie Kościołowi i dla uświęcenia bliźnich” – pisał św. Eugeniusz.
Założyciel oblatów nie znosił sprzeciwu, kiedy był przekonany o swojej racji. W pierwszych latach XIX w. był jedynym księdzem w Aix-en-Provence, który codziennie chodził do więzienia. Spędzał tam długie godziny, rozmawiając z więźniami i pocieszając skazańców. Udzielał porad duchowych i sakramentów tym, którzy wyznawali skruchę.
– Miał odwagę dać rozgrzeszenie i Komunię świętą Germaine – młodej dziewczynie skazanej na śmierć przez powieszenie za dokonanie aborcji. Wyrok został wykonany publicznie na placu przed sądem. Eugeniusz towarzyszył skazanej do samej szubienicy. Był przy niej w momencie śmierci, ściskając w garści krzyż i modląc się, pomimo krzyku tłumu, dla którego obecność księdza podczas egzekucji była prawdziwym skandalem – relacjonuje o. dr Krzysztof Zielenda OMI, były przełożony Międzynarodowego Centrum im. Eugeniusza de Mazenod w Aix-en-Provence.

Specjaliści od misji trudnych
Zgromadzenie powstało w 1816 r., a dziesięć lat później Eugeniusz de Mazenod udał się do Rzymu, do papieża Leona XII, aby uzyskać od Stolicy Apostolskiej oficjalną zgodę na funkcjonowanie nowego zgromadzenia. Kościół, którego znaczenie, mówiąc delikatnie, zostało nadszarpnięte przez Rewolucję Francuską potrzebował impulsu do odnowy. Oblaci działali więc na terenie kraju głosząc ubogim Ewangelię. Zasięg ich działalności jednak stale się poszerzał. Pierwsze misje poza granicami Francji zostały podjęte w Kanadzie, następnie w Afryce Południowej, na Cejlonie i później coraz dalej i dalej… Od ponad stu lat pracują w Polsce.
Misjonarze oblaci od samego początku swojego istnienia byli posłani do miejsc szczególnie wymagających. Swego czasu papież Pius XI stwierdził, że oblaci są specjalistami od misji trudnych. Była to reakcja na pracę wśród Inuitów. Uznano wówczas, że za sprawą oblatów Ewangelia dotarła na krańce świata, bo dalej na północ nie było już nikogo, komu można byłoby powiedzieć o Chrystusie.

– Przyjęło się takie powiedzenie, że za miejsca swojej posługi benedyktyni wybierają góry, cystersi niziny, a oblaci… ruiny. Jest w tym odniesienie do okoliczności materialnych, ale także duchowych. Nasz charyzmat wiąże się z tym, że pojawiamy się tam, gdzie sytuacja wydaje się beznadziejna. Jesteśmy posłani tam, gdzie jest największa bieda i niedostatek. Zarówno materialnie, jak i duchowo. Chcemy tę rzeczywistość wokół nas przemieniać z gorliwością do jakiej inspiruje nas założyciel – mówi o. Krzysztof Czepirski OMI, przełożony domu zakonnego, rektor kościoła w Gdańsku.
Nie trzeba mieć wielkiej wyobraźni, aby w słowach św. Eugeniusza sprzed dwustu lat rozpoznać Kościół naszych czasów. Opuszczone świątynie, religijna ospałość, kryzys moralny, duchowieństwo przyzwyczajone do administrowania zamiast do ryzyka wyjścia z Ewangelią – to nie są wyłącznie problemy epoki porewolucyjnej Francji. To codzienność dzisiejszego Zachodu. Założyciel oblatów nie proponował jednak reformy struktur, komunikacyjnych strategii ani łagodzenia wymagań. Wskazywał na coś znacznie trudniejszego: nawrócenie tych, którzy mają nawracać innych. Wiedział, że Kościół nie podnosi się dzięki kompromisom, lecz dzięki świętości. I że Ewangelia odzyskuje wiarygodność nie wtedy, gdy staje się łatwiejsza, ale gdy jest głoszona słowem i czynem przez gorliwych chrześcijan. Być może właśnie dlatego charyzmat oblatów, posłanych na ruiny, pozostaje tak aktualny. A odbudowę każdej ruiny zaczyna się od samego siebie.
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!
Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.
Wybrane dla Ciebie
Czytałeś? Wesprzyj nas!
Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!
| Zobacz także |
| Wasze komentarze |

A może Niepokalana? Czyli jak misjonarze oblaci narodzili się dla całego Kościoła
Paweł Zając OMI: charyzmaty nie są ludzkim wymysłem, tylko są darem Ducha Świętego
Wspomnienie św. Eugeniusza de Mazenoda. Deska, dwie beczki i Ewangelia na krańcach świata [PATRON DNIA]





Wiadomości
Wideo
Modlitwy
Sklep
Kalendarz liturgiczny