Grafika: Agnieszka Robakowska/Anna Gorzelana
Ks. Damian Wyżkiewicz: różnorodność Kościoła jest piękna, dobra i daje do myślenia [ROZMOWA]
– Kościół jest dla mnie przede wszystkim miejscem i wspólnotą. Miejscem, w którym mogę spotykać Pana Boga. I wspólnotą, w której jest Pan Bóg, w której On jest między nami. To jest ważne. Sam Pan Jezus powiedział, że „gdzie dwóch czy trzech się spotyka, tam jestem i Ja”. Doświadczam tego. Nawet teraz, gdy jestem na Islandii, gdzie te wspólnoty są małe, mocno doświadczam właśnie tego wspólnotowego wymiaru Kościoła – mówi ks. Damian Wyżkiewicz ze Zgromadzenia Księży Misjonarzy. Po latach pracy duszpasterskiej w kilku polskich parafiach, kilka alt temu Kościół wysłał go na północ – na Islandię.

Hubert Piechocki: Czy Ksiądz czuje się zadomowiony w Kościele?
Ks. Damian Wyżkiewicz: – Tak, czuję się zadomowiony, od samego początku. To zawsze był mój drugi dom, zaraz po tym rodzinnym. Zawsze dobrze się czułem w Kościele, niezależnie od tego, gdzie pracowałem jako ksiądz. To były różne miejsca. Najpierw były Pabianice, potem Warszawa, Ignaców pod Mińskiem Mazowieckim, a teraz Islandia.
To co w takim razie znaczą dla Księdza słowa dom, zadomowienie?
– Dom oznacza, że czuję się dobrze, że jestem u siebie. Mam dokąd wracać. Chyba takim pierwszym ważnym dla mnie momentem, już jako ksiądz, było to, że będąc u rodziców, mówiłem im, że „wracam do domu”. I myślałem wtedy o tym domu – o mojej parafii, o moim miejscu zamieszkania. Czuję, że tam, gdzie jest moje miejsce, dokąd mogę wracać – tam jest mój dom.
Mi się z domem kojarzy też słowo bezpieczeństwo. Księdzu również?
– Tak, jak najbardziej. Bezpieczeństwo, spokój, cisza, znalezienie czasu dla siebie, dla innych. Takie miejsce wytchnienia, miejsce, gdzie człowiek może spokojnie wrócić. To jest takie miejsce, w którym człowiek się dobrze czuje.
Narzuciłem tę narrację domu – a gdyby miał Ksiądz tak osobiście powiedzieć, czym dla Księdza jest Kościół?
– Przede wszystkim miejscem i wspólnotą. Miejscem, w którym mogę spotykać Pana Boga. I wspólnotą, w której jest Pan Bóg, w której On jest między nami. To jest ważne. Sam Pan Jezus powiedział, że „gdzie dwóch czy trzech się spotyka, tam jestem i Ja”. Doświadczam tego. Nawet teraz, gdy jestem na Islandii, gdzie te wspólnoty są małe, mocno doświadczam właśnie tego wspólnotowego wymiaru Kościoła. W Polsce jesteśmy przyzwyczajeni, że jak kościół – to musi być w nim bardzo dużo ludzi. Jak jest ich mało – czujemy jakiś niepokój. A to nie o to chodzi. Chodzi o to, że spotykają się ze sobą ludzie, którzy chcą tworzyć Kościół. To czasem mogą być dosłownie te dwie osoby. Jak modlę się z jedną, dwiema osobami, jak odprawiam dla nich mszę – to Pan Bóg jest z nami. Kompletnie nie czuję tego niepokoju, który znamy z Polski. Od pewnego czasu zauważam, że sens Kościoła nie jest w liczbie osób – ale w tym, że nawet dwóch czy trzech gromadzi się w imię Jezusa.

Ksiądz podjął tę drogę powołania misyjnego, wstępując do Zgromadzenia Księży Misjonarzy, czyli Zgromadzenia Misji. Najpierw Kościół „rzucał” Księdza po kraju, a teraz na Islandię. Czy takie częste zmienianie miejsca nie utrudnia tego zadomowienia?
– Faktycznie, niektórzy mogą mieć z tym trudności. Wiadomo, że początki są trudne. Ja zawsze dawałem sobie rok na rozpoznanie terenu, ludzi, zwyczajów. Sam mam jakiś własny background. Pochodzę z Podkarpacia, mam swoją specyficzną, podkarpacką pobożność. A jednocześnie próbuję odkrywać bogactwo danej parafii, próbuję odkrywać to, co ludzie mają w sobie. Nie chcę narzucać swoich własnych form pobożności, tylko próbuję odkrywać miejscową pobożność. Próbuję znaleźć dialog z nią. Myślę, że po takim roku jest to już możliwe. Jestem już w czwartej parafii i widzę, że ta metoda przypatrywania się, bycia z ludźmi, towarzyszenia im przez ten pierwszy rok daje dużo spokoju i pomaga łagodnie wejść w tę wspólnotę.
Myśląc najpierw o wspólnotach, którym służył Ksiądz tutaj w Polsce – to czego się Ksiądz nauczył od nich, czego z nimi doświadczył?
– Najbardziej tego, że Kościół w Polsce jest różnorodny. Gdy mieszka się latami w jednym miejscu, w jakimś specyficznym regionie, można mieć wrażenie, że tak samo wygląda cała Polska. A wystarczy czasem pójść do parafii obok i może być zupełnie inaczej. A co dopiero, gdy zmieniamy region kraju. Nasi misjonarze są w całej Polsce – od Bałtyku po gór szczyty. I widzimy, że każdy region ma swoją specyfikę. A jednocześnie – jesteśmy Polakami. Okazuje się, że ta różnorodność jest piękna, dobra, daje do myślenia. Czasami jest trochę takim wyzwaniem, szansą do skonfrontowania się ze swoimi wizjami Kościoła. To jest dobre, bardzo rozwijające. Myślę, że ciągle mało się mówi, że te różne pobożności są skarbem Polski. Mi to się bardzo podoba.
Ksiądz jest z Podkarpacia, ja z Wielkopolski, z Poznania – to już choćby dwa bardzo różne pod względem pobożności regiony.
– Tak, tak (śmiech). To prawda. A mimo wszystko łączy nas Chrystus. Łączy nas jedna wiara. To jest fantastyczne. W tych czasach, cyfrowych, zinformatyzowanych, trzeba zrozumieć, że łączy nas jedna wiara, jeden chrzest. To, w jaki sposób realizujemy naszą wiarę zależy mocno od kultury danego miejsca. Widzę to mocno po moim doświadczeniu islandzkim.

Najpierw kilka parafii w Polsce, potem właśnie Islandia. Zaskoczyła Księdza ta destynacja, do której został posłany?
– Nie, bo ja już się do tego przygotowywałem. Poza tym, moją trzecią parafią w Polsce była bardzo mała miejscowość na Mazowszu – Ignaców. Jej specyfika mocno przygotowywała mnie do pracy na Islandii. Małe miejscowości, mocno rozproszone, dojazdy, próba znalezienia sposobu, jak działać w tak rozległej parafii, jak budować wspólnotę na tak dużej przestrzeni – tego uczył mnie Ignaców. Tamtejsza parafia to właściwie 12 różnych miejscowości. Praca tam sporo mnie nauczyła.
A sama Islandia Księdza zaskoczyła? Ja bym na pewno był mocno zszokowany pracą w takiej „wiecznej zimie”.
– Jestem tam już od 2,5 roku. Co mnie najbardziej zaskakuje? Wcale nie zima, ale ogromne wiatry. Wiatr na Islandii jest czymś kluczowym, bo jest bardzo niszczycielskim żywiołem. Wiatry potrafią wszystko zakłócić. Ludzie nie mogą wyjechać z domu, boją się – wieje tak mocno. Takich wiatrów nigdy w Polsce wcześniej nie doświadczyłem. To wiatry, które potrafią zdmuchnąć samochód czy ciężarówkę. Islandia jest wyspą położoną na północy Oceanu Atlantyckiego. Wydawało mi się, że to wulkany, osuwiska lodowcowe, śniegi będą największym problemem. A okazało się, że to potężne wiatry stanowią największą trudność. Potrafią zakłócić rytm życia, też tego duszpasterskiego.
Wyspa i kraj sporej wielkości, mieszkańców za to bardzo niewielu. A ilu jest katolików na Islandii?
– Tutaj oficjalnie mówi się, że jest ok. 15 tys. katolików na obecne 400 tys. mieszkańców Islandii. Gdyby jednak policzyć, ilu jest Polaków, Filipińczyków i osób innych nacji – to mówi się nieoficjalnie o ok. 50 tys. katolików. Skąd takie rozbieżności? 15 tys. to ci, którzy są zarejestrowani jako katolicy. Na Islandii liczy się wierzących na podstawie rejestracji. Każdy obywatel czy rezydent, jak ja, ma aplikację, w której rejestruje się np. jako katolik. W praktyce, doliczając tych niezarejestrowanych, będzie więc ok. 50 tys. katolików. To wciąż nie jest duża liczba, ale jest już z kim pracować. Kościół jest tutaj dynamiczny.

A Księdza wspólnota z ilu składa się miejscowości?
– Miejscowości, do których regularnie dojeżdżamy, to oprócz Stykkishólmur, gdzie jest kościół parafialny i dom rekolekcyjny, są cztery: Grundafjörður, Ólafsvík, Akranes i Borgarnes. Ale parafia obejmuje znacznie więcej miejscowości. W niektórych mieszka po 2-3 katolików, którzy dojeżdżają do większych miejscowości, w których odprawiamy msze czy głosimy katechezy. Nasza parafia jest jedną z 2-3 największych terytorialnie parafii islandzkich. Obejmuje swoim zasięgiem właściwie całe zachodnie wybrzeże wyspy.
Mówiliśmy wcześniej, że pobożność na Podkarpaciu i w Wielkopolsce jest inna. A Kościołowi na Islandii bliżej do której z nich? A może jest jeszcze inna?
– Myślę, że trudno zrobić takie porównanie. Kościół islandzki jest pod wieloma względami również bardzo różnorodny. Po kilku latach bycia tutaj zauważam, że są nawet różnice regionalne. Kiedyś myślałem, że Islandczycy to po prostu jedna kultura, że się nie różnią. A okazuje się, że na każdym wybrzeżu jest zupełnie inna kultura, zwyczaje, tradycje. Są nawet różne dialekty. Uczę się teraz intensywnie języka islandzkiego i widzę, że sposób wymowy, akcentowania jest bardzo różny. Gdy chodzi o Kościół islandzki – to proporcjonalnie najmniej jest w nim samych Islandczyków. Ten Kościół buduje tutaj bardzo wielu Polaków, Filipińczyków, Latynosów, Ukraińców, Litwinów. Dyskutowaliśmy kiedyś podczas comiesięcznego spotkania księży, że to bogactwo kulturalne kształtuje świadomość Islandczyków-katolików. Dzięki niemu mogą odkryć swoją własną tożsamość katolicką. Kościół tutaj wciąż dojrzewa. Zauważamy też, że dla dzieci i młodzieży – i tych islandzkich, i potomstwa przybyszów – wspólnym kodem jest przede wszystkim język islandzki. Rodzice modlą się w swoich językach – po polsku, angielsku, ukraińsku, litewsku czy hiszpańsku. Natomiast dzieci modlą się w języku islandzkim i w nim też poznają katechizm. Od małego chodzą do szkół islandzkich i uczą się w tym języku. Spoiwem Kościoła na Islandii staje się język.
Teraz Księdza domem jest Islandia. A jest Ksiądz gotowy na to, że Kościół może „rzucać” dalej w różne rejony świata?
– Tak, oczywiście. W każdej chwili zgromadzenie może wysłać mnie gdzieś dalej. Choć na razie jestem nastawiony na kilka lat pracy tutaj. Zobaczymy, co opatrzność Boża przyniesie. Sam nie planuję, na razie jestem tutaj i chcę dobrze pracować dla lokalnego Kościoła.

Teraz Adwent, a zaraz po nim Boże Narodzenie. Jak świętuje się je na Islandii?
– Przyznam, że islandzkie Boże Narodzenie jest bardzo piękne i rozbudowane. Ono zaczyna się właściwie już 13 grudnia – od wspomnienia św. Łucji. Jest tutaj tradycja, którą luteranie przejęli od katolików – intensywne przeżywanie tych 13 dni od św. Łucji do Bożego Narodzenia. I potem kolejnych 13 dni – od Bożego Narodzenia do Objawienia Pańskiego, czyli Trzech Króli. Każdy dzień świętowany jest inaczej, są różne tradycje. 23 grudnia jest święto św. Torlaka, które obchodzą też luteranie. To jest patron Islandii. Był augustianinem, biskupem. I tego 23 grudnia rodziny się gromadzą i jedzą specjalnie na ten dzień przyrządzone ryby. 24 grudnia też są spotkania w gronie rodzinnym. Bardzo ważna jest dla katolików Jólamessa, czyli msza bożonarodzeniowa. Ludzie uwielbiają tutaj śpiewać kolędy. Świąteczne pieśni islandzkie są piękne i bardzo stare. Śpiewanie kolęd to jest bardzo ważna tradycja. Na zakończenie obchodów Bożego Narodzenia pali się za to wielkie ogniska. Spala się w nich stare rzeczy, żeby rozpocząć nowy rok, nowe życie. To też piękna tradycja.
A będą na święta pierogi albo jakieś inne polskie akcenty?
– Tak, oczywiście. Polacy przeżywają w Adwencie roraty. W swoim gronie przeżywamy też wigilię, podczas której dzielimy się opłatkiem. Jest pasterka, śpiewanie kolęd, są też spotkania opłatkowe z wiernymi. Ale poznaję też świąteczne tradycje innych kultur. Widzę, jak obchodzą Boże Narodzenie Filipińczycy, Latynosi z różnych krajów, Litwini, Ukraińcy. Bardzo często zapraszają nas do siebie na świętowanie – w ciągu tych 13 dni przed świętami i po świętach. Można naprawdę zapoznać się z wieloma tradycjami.
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!
Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.
Wybrane dla Ciebie
Czytałeś? Wesprzyj nas!
Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!
| Zobacz także |
| Wasze komentarze |
Magdalena Wolińska-Riedi: gdy przekraczam próg kościoła, wiem że jestem u siebie [ROZMOWA]
Zuzia i Michał Bukowscy: relacja i zaangażowanie tworzą dom – tak samo jest we wspólnocie chrześcijan [ROZMOWA]
Mateusz Filipowski OCD: Bóg szuka tych, którzy są poza widzialnymi granicami Kościoła [ROZMOWA]





Wiadomości
Wideo
Modlitwy
Sklep
Kalendarz liturgiczny