Fot. Vatican Media

Ks. Darwin Rivas: migranci nie są liczbami, powiem o nich papieżowi na Teneryfie

Na El Hierro, najmniejszej z Wysp Kanaryjskich, pomoc zaczyna się od podania jedzenia, wskazania miejsca odpoczynku i kilku słów otuchy. Ks. Darwin Rivas, wenezuelski kapłan posługujący na wyspie, opowiada mediom watykańskim o migrantach z Afryki, dzieciach bez opieki i pracy wolontariuszy Corazón Naranja.

>>> 100 lat misjonarzy oblatów w Obrze

Ks. Rivas jest proboszczem w La Restinga, na południu El Hierro, wyspy położonej na krańcu Europy. Wraz z około dwudziestoma mieszkańcami wspiera organizację Corazón Naranja, która pomaga migrantom docierającym łodziami na wybrzeże. 12 czerwca kapłan weźmie udział w spotkaniu Leona XIV z organizacjami humanitarnymi w Plaza del Cristo de La Laguna na Teneryfie.

Fot. Vatican Media

Jak mówi, oczekiwanie na papieża łączy się „z entuzjazmem, nadzieją i radością”, bo będzie mógł opowiedzieć mu o doświadczeniu i pracy podejmowanej na El Hierro. „To powiew radości dla naszego życia” – dodaje.

Najprostsze gesty

Służba zaczyna się po przybyciu migrantów do tymczasowego centrum przyjęć. Trzeba ustalić, skąd pochodzą, czy są sami, czy należą do grup szczególnie narażonych, czy wśród nich są dzieci bez opieki albo całe rodziny. Ks. Rivas podkreśla, że wraz z Czerwonym Krzyżem i policją wolontariusze prowadzą ważną pracę. Jak tłumaczy, chodzi o nadawanie procedurom ludzkiego wymiaru.

>>> Lednica 2026. Młodzi znów postawili na Chrystusa

„Często najpierw narzucają się stereotypy, my natomiast staramy się usuwać społeczne uprzedzenia” – mówi kapłan. Wolontariusze pomagają w formalnościach, tłumaczą, prowadzą do lekarzy, wskazują łazienki i miejsca noclegu. Ks. Rivas nauczył się także krótkiej przemowy po francusku, aby uspokoić przybyszów i powiedzieć im, że są w dobrych rękach.

Dzieci bez opieki

Szczególnie trudne są historie małoletnich, którzy docierają bez rodziców. Czasem nie mówią po francusku, tylko własnymi dialektami, dlatego trzeba szukać tłumaczy i ustalać, z kim przypłynęli. Kapłan wspomina także chrześcijańską rodzinę z Senegalu. Ojciec dotarł na wyspę z czteroletnim synem, ale podczas podróży stracił żonę, szwagra i jedenastoletnie dziecko. „Nie chcę umrzeć, właśnie ze względu na mojego syna, ze względu na dziecko, które miałem i które dawało mi nadzieję, że pewnego dnia dotrę, bo dało mi życie. Będę walczył dla syna, który mi pozostał” – mówił ocalały.

Fot. Vatican Media

Obecnie, jak relacjonuje ks. Rivas, sytuacja jest spokojniejsza niż rok wcześniej. Przybywa mniej łodzi, częściej z Gambii i Mali. Migranci nadal docierają jednak wyczerpani. Kapłan zauważa, że po dramatycznej przeprawie próbują szybko wrócić do życia, grają w piłkę i mówią o tym, czego pragną w przyszłości.

Ewangelia i godność

Do tej posługi prowadzi ks. Rivasa także jego własna historia. Sam opuścił Wenezuelę i wie, co znaczy zostawić dom, rodzinę i marzenia. „Ja też jestem migrantem, wiem, co znaczy opuścić własny dom, własną rodzinę” – mówi.

Wobec europejskich przywódców kapłan nie chce mówić o polityce, lecz o Ewangelii. Przypomina, że Ewangelia oznacza sprawiedliwość, równość i traktowanie wszystkich jak braci. „Jest coś, co nie działa w społeczeństwie, dlatego trzeba wrócić do początków, do zdrowego współistnienia, które nie sprzeciwia się regułom, ale stara się je uczłowieczyć” – podkreśla.

Papieżowi chce powiedzieć, że jest szczęśliwy, mogąc pomagać komuś, kto w rzeczywistości pomógł bardziej jemu samemu. „Zostałem przyjęty, zostałem ochroniony, włączono mnie w społeczeństwo, i ja muszę zrobić to samo” – mówi ks. Rivas i dodaje, że obecność Leona XIV może poruszyć serca: „Nie jesteśmy liczbami. Jesteśmy osobami”.

Google News
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!

Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.

Czytałeś? Wesprzyj nas!

Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!

Zobacz także
Wasze komentarze