Ks. Maciej Gierula: „w stajence czy w grocie?”. O narodzeniu Jezusa z przewodnikiem po Ziemi Świętej [ROZMOWA]
Z jakiego powodu mieszkańcy Betlejem nie przyjęli Maryi z Józefem w gospodzie? Czy Jezus narodził się w stajence? Dlaczego Maryja i Józef, idąc do Betlejem, musieli pokonać ponad sto kilometrów? O tym z ks. Maciejem Gierulą, prezesem Fundacji Pro Spe i przewodnikiem po Ziemi Świętej, rozmawia Antoni Jezierski.
Antoni Jezierski (misyjne.pl): Jezus przyszedł na świat w Betlejem niedaleko Jerozolimy. Jakim domem była dla niego Ziemia Judzka?
Ks. Maciej Gierula: – Maryja i Józef, idąc z Nazaretu do Betlejem, przeszli ponad 100 kilometrów. A to dlatego, że szlak z Nazaretu do miasta w Judei, w którym urodził się Jezus nie wiódł prostą drogą przez Samarię – przez tę ziemię nie mogli przecież przechodzić. Józef z Maryją, która była w zaawansowanej ciąży, musieli więc iść doliną rzeki Jordan, by dojść do Jerycha i dopiero stamtąd wspinać się do Jerozolimy. Chcieli zatrzymać się w Betlejem, ale nikt ich nie przyjął. Może pomstujemy czasem na niegościnność mieszkańców tego miasta, ale zapominamy o jednej rzeczy. Nie przyjęli Maryi, widząc jej zaawansowaną ciążę. Choć nie jestem położnikiem, medykiem, ale wiem, że poród wiąże się z utratą krwi przez kobietę, a to dla żydów – kulturowo i religijnie – wiązało się z nieczystością w domu. Natomiast kwestia oczyszczenia wiązała się z kolei z bardzo konkretną ofiarą, o czym można przeczytać w Księdze Kapłańskiej. Tego się obawiali gospodarze. Z dzisiejszej perspektywy powiedzielibyśmy, że nieludzkie było to podejście religijne.
Kontekst kulturowy znacząco zmienia sens, wpływa na zrozumienie scen, które wydarzyły się w Betlejem 2000 lat temu.
– Kiedy oprowadzam ludzi po Ziemi Świętej, to pytam: „Jak państwo myślicie, czy ta stajenka, w której urodził się Jezus, to wyglądała tak, jak u naszych dziadków na wsi?”. Ludzie zwykle nie wiedzą co powiedzieć. Pytam się: „Czy jest tu tyle drewna, by taką stajenkę postawić?”. Pasterze w tamtych czasach mieszkali w grotach. Teren jest górzysty, grot zdecydowanie nie brakowało, a było to jedyne możliwe schronienie przed zimnem. W tamtych okolicach amplituda temperatury między dniem a nocą była bardzo duża. Stąd też jaskinia, ognisko i spanie z owcami czy bydłem dla pasterzy, a właściwie należałoby powiedzieć beduinów, była rzeczą oczywistą. Wierząc przekazowi ewangelisty Łukasza (podkreślę, że pod kątem historycznym) to właśnie w takiej grocie mogła urodzić Maryja. Jest tu pewna konsekwencja przekazu Łukaszowego, w osobie pasterzy. Oni po prostu musieli być pierwsi u Jezusa, bo On niejako narodził się w ich środowisku. Czy pasterze rozumieli to, co widzieli? Nie rozumieli. Analogicznie apostołowie, którzy wielokrotnie nie rozumieli mowy Chrystusa. Myślę, że wokół narodzenia Jezusa powstało wiele mitów, w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Wiemy, że pewna rzeczywistość była, ale jak była? Tego już nie wiemy i powstaje utrwalony sposób przekazu.

Podam przykład z innego kręgu kulturowego. W Hiszpanii w popularnej kolędzie śpiewa się, że Maryja pierze pieluszki i wiesza je na gałązkach rozmarynu – coś, co zupełnie nie przystaje do naszego wyobrażenia Bożego Narodzenia…
– Proszę zauważyć, kiedy powstały kolędy. Mówimy o XIX lub XVIII, czasami XVII wieku. Jaki był sposób rozumienia ludzi tamtych czasów? Można by znowu powiedzieć o pewnym micie przekazywanym z pokolenia na pokolenie. Ewangelista Łukasz, który o narodzeniu Jezusa pisze wiele, nie był świadkiem życia Jezusa. Jeśli spojrzymy natomiast do słów Ewangelii według św. Jana, zobaczymy, że o narodzeniu Jezusa pisze on w świetle greckiej filozofii. A dodajmy, że pisze Ewangelię około setnego roku, czyli sto lat po narodzeniu Jezusa.
Jest Ksiądz osobą, która dużo podróżuje. Czy inne kraje na świecie, a zwłaszcza misyjne, mogą nas czegoś nauczyć w kwestii przeżywania Bożego Narodzenia?
– Właśnie wracam z Kamerunu, po dziesięciu dniach pobytu i odwiedzeniu tam kilku misji. Mogą nas nauczyć więcej, niż się spodziewamy i więcej, niż jesteśmy w stanie docenić czy nawet przyjąć. Stworzyliśmy sobie świat niezwykle, ale to niezwykle wyrachowany. Wszystko liczymy, kalkulujemy, sprawdzamy. Nam już brakuje pewnej spontaniczności, takiej dziecięcej wiary. Ostatni tydzień spędzałem na mszach św. ze wspólnotami misyjnymi, które trwały po trzy godziny – takiej radości w polskim Kościele nie pamiętam w swoim życiu. Oni są szczęśliwi z posiadania tajemnicy o Zbawicielu. Może ci ludzie mają jakieś środki do życia na dzisiaj, a nie mają już na jutro. My mamy czasami zapas na rok do przodu, ale nie mamy takiej niezakłóconej, dziecięcej radości z tego, że Pan Bóg jest obok. A Pan Jezus mówił: „Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego” (Łk 18,3). Ludzie na misjach to mają.
Mimo że często nie mają wiedzy, wykształcenia…
– Ale mają wszystko inne, czego my już nie wiemy, jak zdobyć. Szkoda, że relacje z krajami na misjach nie opierają się na wymianie, transmisji w dwie strony. My wspieramy, bo mamy z czego, ale nie przejmujemy z powrotem tego przekazu radości. Zachęcałem do tego misjonarzy, żeby więcej dawali Polsce, żeby więcej dawali Europie ze swojego doświadczenia, które jest przecież tak pełne. Oni poświęcili wszystko: młodość, życie, zdrowie – to za czym tak gonimy, martwimy się, o co zabiegamy. Oni położyli to na szali swojego wyjazdu na misje. Dlatego są w stanie z tymi ludźmi, np. w Kamerunie czy gdziekolwiek indziej, tę radość przeżywać i ich rozumieć.

Ta myśl o wymianie darów może być bardzo inspirująca. Wróćmy jeszcze na chwilę do Betlejem, które w języku hebrajskim oznacza dosłownie: „dom chleba”. Jak możemy to interpretować, rozumieć?
– Dodam jeszcze, że w języku arabskim, to samo słowo oznacza: „dom mięsa”. Jeśli sięgniemy do biblijnych historii o Dawidzie czy Racheli, ukochanej żonie Jakuba, to tam są pewne opisy związane z łanami zboża. Spójrzmy na to historycznie. Gdy w pewnym miejscu osiedlili się najpierw jeden i drugi, a potem i piąty osadnik, to trzeba było nadać miejscu pewną nazwę. Ta nazwa (Betlejem) występuje wprost w Biblii. Nie jest to jednak jedyne określenie na to miejsce. „A ty, Betlejem Efrata” – pojawia się też w Starym Testamencie, w Księdze Micheasza (Mi 5,1) [Przyp. red. – Efrata to starożytna, biblijna nazwa Betlejem, oznaczająca „żyzność” lub „płodność”, a także jest to imię żeńskie pochodzenia hebrajskiego, noszące podobne znaczenie].
Rozmowę rozpoczęliśmy od wątku Judei w Izraelu, w czasach Jezusa. Jak dzisiaj postrzega Ksiądz sytuację w Ziemi Świętej?
– Historia, która dzieje się dzisiaj w Strefie Gazy, a o której trudno przy Bożym Narodzeniu nie wspomnieć, prowokuje pytanie: „A gdzie jest Pan Bóg w takich konfliktach?”. Jeśli są dwie strony konfliktu, to czy Pan Bóg siedzi za sterami F16 czy F22 albo stoi przy armacie? Boże Narodzenie podpowiada nam, gdzie jest Pan Bóg. Jest z tymi ludźmi niewinnymi, którzy giną umierają i daje im to, co ma najcenniejsze, czyli niebo. Pan Bóg nie tworzy konfliktów, jest czasami instrumentalnie wykorzystywany do załatwienia jakiś interesów, co jest przykre. Boże Narodzenie pokazuje między innymi, jak człowiek podszedł do Boga obecnego w drugim człowieku. Dlatego z całego serca życzmy sobie jako ludzie mądrego rozumienia i respektowania pokoju.
Wybrane dla Ciebie
Czytałeś? Wesprzyj nas!
Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!
| Zobacz także |
| Wasze komentarze |
Adam Wyszyński, Mister Polski 2025: wiara daje fundament [ROZMOWA]
Filip (żołnierz NATO): to Pan Bóg rozświetla nasze drogi [ROZMOWA]
Ks. Radosław Rakowski: parafia ma być miejscem, gdzie każdy jest akceptowany tak, jak w domu [ROZMOWA]





Wiadomości
Wideo
Modlitwy
Sklep
Kalendarz liturgiczny