Fot. PAP/Art Service
Ks. Michał Heller: zmartwychwstanie nie jest tylko lokalnym wydarzeniem, ono jest wydarzeniem na skalę kosmiczną
Publikujemy fragment książki „Siedem ważnych słów. Michał Heller w rozmowie z Wojciechem Bonowiczem”, która ukazała się nakładem wydawnictwa Znak.
Wojciech Bonowicz: Zauważyłem, że słowo „człowiek” w tytułach Twoich prac pojawia się równie rzadko jak słowo „Bóg”. Czyżbyś wobec tej problematyki także odczuwał pewną rezerwę?
ks. Michał Heller: Gdy zadałeś mi to pytanie, uświadomiłem sobie, że rzeczywiście tak jest. Może nawet jeszcze silniej, niż gdy chodzi o Boga. I myślę, że są dwa powody. Jeden jest, powiedzmy, doktrynalny: chciałbym, żeby filozofia była w miarę ścisła i połączona z nauką. A odnoszę wrażenie, że problem człowieka w filozofii jest tak podejmowany, iż mamy do czynienia raczej z ideologią niż z filozofią. To widać na przykład w filozofii chrześcijańskiej: ukrytym motywem – zresztą ukrytym nie całkiem – jest tu chęć dostarczenia ludziom jakiegoś oparcia. Nie powiem, że to jest coś złego, ale to nie ma posmaku ścisłej filozofii i dlatego ja dosyć niechętnie zabieram głos w tych sprawach. Wolę o człowieku mówić wprost w kazaniach, bo wtedy nie muszę tego ubierać w szaty filozoficzne. Zresztą dotyczy to nie tylko filozofii chrześcijańskiej, ale filozofii w ogóle. Powiem o tym, bardzo rzecz upraszczając. Gdzieś tak od oświecenia francuskiego w filozofii zaczęto czcić rozum. Trzeba było czymś „zastąpić” Pana Boga i najpierw postawiono na rozum, a potem na człowieka jako takiego. Każdy system społeczny musi mieć jakąś podstawę ideologiczną. W demokracji liberalnej tą podstawą jest człowiek. Człowiek stał się ideologią – i dobrze, że tak jest, bo musi być jakaś podstawa dla rozmaitych wartości. Ale to nie jest taka filozofia, jakiej ja bym chciał.
A drugi powód?
On jest trochę związany z pierwszym: bardzo trudno jest obecnie stworzyć filozofię człowieka, która byłaby przekonująca.
Spełniała wymagania ścisłości, także naukowej?
Nie potrafię tych wymagań sformułować tak ad hoc, w punktach. Ale czuję, że to powinna być solidna filozofia – a nie jest. Bo z jednej strony jest ta presja ideologii, a z drugiej – nauki o człowieku poszły tak daleko i w tak różnych kierunkach, że jeden człowiek nie jest w stanie tego ogarnąć i wyciągnąć właściwych wniosków. Każda z tych nauk bada inny aspekt…
… i bardzo trudno złożyć tę wiedzę w całość.
Kiedy studiowałem na KUL-u, przyjechał tam z wykładem o czasie Roman Ingarden. Nie przypomnę sobie już szczegółów jego wykładu, ale pamiętam końcówkę, bo zrobiła na mnie wrażenie. Ingarden przedstawił rozmaite aspekty myślenia o czasie, odwołując się również do tego, co na ten temat mówi nauka, a na końcu wysnuł następujący wniosek: nauka nie powiedziała jeszcze na ten temat ostatniego słowa, dlatego jest za wcześnie, żeby robić porządną filozofię czasu. I to mi się bardzo spodobało, bo filozofom rzadko się zdarza sformułować wniosek tak oszczędny.
I ostrożny.
Myślę, że to samo dotyczy filozofii człowieka. Z jednym zastrzeżeniem: że nie wiadomo, czy w ogóle takiej filozofii się doczekamy. Bo te trudności będą się raczej pogłębiały: wiedza będzie szła coraz dalej i będzie coraz bardziej rozdrobniona. Ale kto wie, może znajdzie się ktoś, kto to wszystko jakoś zepnie. Być może zupełnie inaczej, niż sobie wyobrażamy. To są z grubsza dwa powody, dla których jestem powściągliwy, jeśli chodzi o wypowiadanie się na temat człowieka. Ale jest jeszcze trzeci powód, mniejszy: ja po prostu nie czuję się w tych sprawach kompetentny.
Jako filozof?
Tak. Bo żeby dziś zabierać głos na ten temat, trzeba jednak znać osiągnięcia biologii, neuroscience i tak dalej. A ja trochę wiem na te tematy, ale jest to wiedza zewnętrzna raczej.
Niemniej jest taki obszar, na którym – jeśli chodzi o problematykę antropologiczną – poruszasz się śmielej. Ten obszar to człowiek we wszechświecie, człowiek wobec wszechświata.
Poruszam się śmielej, bo na ten temat więcej wiem. I jestem przekonany, że jeśli ktoś chciałby stworzyć odpowiedzialną filozofię człowieka, to ten aspekt łączności z kosmosem musi wziąć pod uwagę. To jest zresztą motyw mojej dawnej dyskusji z Józkiem Tischnerem. On, jak wiadomo, wymyślił rozróżnienie na filozofię dramatu i filozofię sceny. Jego zdaniem – znów nieco rzecz upraszczając – filozofia inspirowana przez nauki przyrodnicze mówi o scenie, na której wszystko się rozgrywa, a właściwa filozofia człowieka skupić się powinna na samym dramacie.
Dodam, że filozofią sceny są u niego także tomizm, marksizm i wszystkie systemy, które – według niego – niedostatecznie uwzględniają to, co jest specyficznie ludzkie.
Moja odpowiedź na to rozróżnienie Józka była następująca: nie da się rozdzielić aktorów i sceny, bo między jednym a drugim istnieje ścisły związek. I taki jest też punkt wyjścia moich refleksji nad związkiem człowieka z wszechświatem. Jeśli spojrzę na własne ciało, choćby na tę rękę, w której trzymam kartkę, i uświadomię sobie, że część atomów, które w niej są, to jest rezultat Wielkiego Wybuchu, a inne powstały w gwiazdach – zupełnie inaczej widzę siebie w relacji do kosmosu. W gwiazdach przepalał się materiał nuklearny, gwiazdy wybuchały, a z zanieczyszczeń będących efektem tych wybuchów powstawały kolejne gwiazdy. A wszystko po to, żeby w trzecim, czwartym pokoleniu pojawił się węgiel, z którego jesteśmy zbudowani. Kiedy się o tym wie, metafora ulepienia człowieka z gliny czy prochu staje się niemal
dosłowna.
Z prochu powstałeś…
… z gwiezdnego prochu. A drugim istotnym motywem mojej refleksji na ten temat jest to, że umieramy.
… w proch się obrócisz.
Czyli druga zasada termodynamiki. Wszystkie struktury, które powstają we wszechświecie, to są tak zwane struktury dynamiczne, człowiek też. I zasadą tych struktur jest to, że wszystkie w końcu muszą się rozpaść. Prawo wzrostu entropii działa globalnie, nie ma miejsca we wszechświecie, w którym by nie działało. Człowiek musi umrzeć – tak samo, jak umierają gwiazdy. Ale to oznacza, że bierze on udział w procesach kosmicznych. Wejdźmy teraz na chwilę na teren teologii: jakie wnioski można z tego faktu wysnuć na temat zmartwychwstania? Otóż zmartwychwstanie nie może być tylko lokalnym wydarzeniem, ono musi być wydarzeniem na skalę kosmiczną.
Nie może dotyczyć wyłącznie człowieka.
Bo chodzi o przezwyciężenie tego powszechnie obowiązującego prawa wzrostu entropii. Musi pojawiać się jakieś nowe prawo, ogólniejsze. Jak widać, dla teologii otwierają się tu zawrotne perspektywy. Filozofia człowieka przechodzi w teologię człowieka. A wszystko dzieje się na scenie kosmicznej, na której jesteśmy – powtórzę – i aktorami, i częścią sceny.
„Siedem ważnych słów. Michał Heller w rozmowie z Wojciechem Bonowiczem”
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!
Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.
Wybrane dla Ciebie
Czytałeś? Wesprzyj nas!
Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!
| Zobacz także |
| Wasze komentarze |
Zapadł wyrok w sprawie śmierci ciężarnej Izabeli z Pszczyny
Abp Adrian Galbas wzywa wiernych do modlitwy o pokój
Katowice: barokowa droga krzyżowa





Wiadomości
Wideo
Modlitwy
Sklep
Kalendarz liturgiczny