Jesuit Refugee Service

Zdjęcie: ks. Sammi Hallak, dyrektor Jesuit Refugee Service, fot. misyjne.pl

Ks. Sammi Hallak (Syryjczyk, JRS): W Syrii cierpią wszyscy, wszyscy z powodu wojny [ROZMOWA]

7 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Rozmawiamy z Syryjczykiem, księdzem, jezuitą i dyrektorem Jesuit Refugee Service, który pracuje w Sakhour, dzielnicy Aleppo. Opowiada nam o życiu w Syrii, o wojnie, która zmienia myślenie, o chrześcijanach i muzułmanach, których w równym stopniu ta wojna dotyka. I o dialogu papieża z islamem, który niesie nadzieję.


Maciej Kluczka (misyjne.pl): Co Księdza sprowadza do Polski?
 

Ks. Sammi Hallak SJ (dyrektor Jesuit Refugee Service*): Przez całą wojnę w Syrii byłem w Aleppo. Moi przełożeni zaczęli już zauważać, że nie mam odniesienia do czasu bez wojny, że zaczynam uważać, ze te nienormalne rzeczy są normalne. Potrzebny jest odpoczynek…   

Jesuit Refugee Service, Allepo, Sakhour, misyjne, ks. Sammi Hallak, JRS

Zdjęcie: ks. Sammi Hallak, dyrektor Jesuit Refugee Service, fot. misyjne.pl

Ta wojenna rzeczywistość to pewnie też problem ludzi, którym Ksiądz posługuje. Wojna wsiąka w nich. Jak się przed tym można bronić?  

Pomocą dla tych osób jest już to, że mogą gdzieś wyjechać. Nawet samo podróżowanie po Syrii, do innego miejsca, np. na wieś, gdzie wojna nie zrobiła tyle złego, jest już dobre. Gdy po okresie, gdy w ogóle nie było prądu, ludzie zaczęli mieć prąd np. przez dwie godziny dziennie, tak się z tego cieszyli, że przyjęli to jako normę. Jadą więc do miejsc, gdzie jest nieco lepiej, by mieli chęć nienazywania normalnym czegoś, czego wcześniej normalnym by na pewno nie nazywali. To dotyczy też dobrych nawyków, np. używania wody. Najdłużej nie było jej sześć miesięcy, bez przerwy. Wtedy wodę przynoszono albo ustawiano zbiorniki na dachach domów. To był duży problem. Ludzie nauczyli się oszczędzać wodę. Małe dzieci, szczególnie te, które w ogóle nie pamiętają czasu pokoju, wyjechały z nami do innego miasta na kilkudniową wycieczkę. Zobaczyli wtedy, że ktoś po prostu odkręcił kran z wodą. Wybiegły i krzyczały do mnie: „Proszę księdza, co dziwnego się tam działo, jak ktoś tak mógł puszczać wodę?!” 

Jesuit Refugee Service ma wieloletnią historię. Czy od początku była także w Syrii, czy przyszła tam wtedy, gdy było źle? 

W Syrii jesteśmy od 2008 r., ale wtedy nasze działania skierowane były do uchodźców z Iraku. W 2011 r., kiedy zaczęła się wojna, Irakijczycy wyjechali, ale po kraju zaczęli się przemieszczać uchodźcy wewnętrzni. Później, w czerwcu 2012 r., walki przyszły też do Aleppo. JRS to organizacja, która początki ma w Wietnamie, współpracuje z uchodźcami w miejscach bezpiecznych, do których uciekają. To był w pewnym sensie wyjątek, bo byliśmy w miejscu, które jest niebezpieczne. To była świadoma decyzja przedstawicieli organizacji, że chcemy zostać w Aleppo. Umówili się z pracownikami i wolontariuszami, że będą nieść pomóc i dla mieszkańców Aleppo i dla wewnętrznych przesiedleńców. 

Jesuit Refugee Service, Allepo, Sakhour, misyjne, ks. Sammi Hallak, JRS

Zdjęcie: Sakhour, dzielnica Aleppo, fot. Caritas Polska

Czy chrześcijaninie są w Syrii bezpieczni? Czy religia rodzi ryzyko dla życia tych ludzi? 

Nie zgadzam się z tymi chrześcijanami, którzy przyjeżdżają do Europy i mówią, że są w Syrii prześladowani. Ja tam mieszkam i wiem, że wszyscy są w niebezpieczeństwie: chrześcijanie i muzułmanie. Część z nich trochę to wykorzystuje dla prywatnych celów, by zdobyć status uchodźcy. Cierpią tam wszyscy, wszyscy odczuwają skutki wojny.  

Podziały są typowo polityczne? 

Sytuacja jest bardziej skomplikowana, nie jest zero-jedynkowa. ISIS była niby opozycją, a zabijali innych z opozycji, także muzułmanów, których uważali za niewiernych (bo nie reprezentowali ich wersji islamu). Wszyscy są w niebezpieczeństwie. Dla chrześcijan niebezpieczeństwo rodzi to, co mówi i forsuje uzbrojona opozycja – chcą, by Syria była sunnicka i muzułmańska. Dla chrześcijan w takiej wizji nie ma miejsca. 

W Polsce jest cytowany raport amerykańskiej telewizji, który mówi o konwersji muzułmanów na chrześcijaństwo. Ci, którzy byli więzieni przez ISIS, stwierdzają, że nie takiego islamu chcą. I przechodzą na chrześcijaństwo, mimo że to jest dla nich spore ryzyko. Dla nich i ich rodzin. Czy zna ksiądz takie przypadki? 

Nie ma ich wiele, to nie jest tendencja. To wszystko, co robiło ISIS, dało muzułmanom sporo do myślenia, by oczyścili swoją religię, by pozbyli się radykalizmów i skrajności. Pamiętam taką historię: pewna kobieta w naszej dzielnica chodziła w nikabie – zasłaniała twarz, choć większość kobiet w Syrii nie zasłania twarzy. Po kilku miesiącach ludzie zauważyli, że nosi ona hidżab, ale twarzy już nie zasłaniała. Okazało się, że to jej mąż powiedział, żeby już tego nie robiła, by nie myślano o nich, że są zwolennikami tzw. Państwa Islamskiego. Po okrucieństwach ISIS wielu zaczęło głośno mówić: „to nie jest islam, którego chcemy”. Nawet między sobą mówią, że jeśli ktoś żyje bez miłosierdzia dla innych, to blisko mu do ideologii ISIS. 

Zdjęcie: ks. Sammi Hallak ze swoimi współpracownikami z JRS, Aleppo, Syria, fot. Caritas Polska

Papież odwiedził ostatnio Zjednoczone Emiraty Arabskie. To historyczna pielgrzymka, już z tego powodu, że to pierwsza wizyta papieża w tym kraju. Podczas spotkania międzyreligijnego mówił, że przemoc nie może wiązać się z religią. Czy Syryjczycy patrzą na tę pielgrzymkę z nadzieją?  

To bardzo dobry moment na takie spotkanie, bo islam przechodzi teraz przez próbę. W wielu ludziach ten fundamentalizm się łamie i widzą, że to nie działa i że to nie jest dobra droga. Od początku Wiosny Arabskiej – Libia, Tunezja, Syria, Egipt, Irak – ludzie doświadczyli jak bardzo fundamentalizm jest agresywny. Zaczęli rozróżniać bycie muzułmaninem od bycia fundamentalistą. W fundamentalizmie nie ma miejsca na żaden dialog, wtedy „gdy ktoś się od nas różni, to go zabijamy”. Jako Syryjczyk czuję, że to najlepszy moment na taką wizytę. W muzułmanach coś się zaczyna dziać, zmieniać.  

Sakhour – dzielnica Aleppo – jak tam się żyje? Czy potrzebna jest Wam jakaś pomoc? Czy niektórzy chcą stamtąd wyjechać?  

Odeszliśmy od pomocy typowo humanitarniej. Chcemy działać na polu pomocy rozwojowej: edukacji i pomocy psychologicznej. To wschodnia dzielnica miasta, ta bardziej zniszczona, dzieci nie znają tam innej rzeczywistości niż wojenna. One żyją między gruzami. Musimy im sformatować myślenie, by zaczęły myśleć także w kategoriach pokoju. Są tak przyzwyczajone do wojny, że jak zorganizowaliśmy im grę – dostali do ręki patyk – nie zdążyliśmy im wytłumaczyć, co będą robić, a już zaczęły bawić się w wojnę.  

Domy, szkoły działają w „trybie tymczasowym”? Czas na obudowę dopiero przyjdzie?  

Z siedmiu szkół na razie działają tylko trzy. W tej kwestii pomaga na UNICEF.  

Gdyby któryś z naszych Czytelników chciał Wam pomóc, może to zrobić przez CARITAS? 

Tak. Współpracowaliśmy w zeszłym roku, przygotowujemy też wniosek na ten rok. Jesteśmy też w kontakcie z wszystkimi innymi organizacjami w Aleppo, które wspiera Caritas Polska. 

Chrześcijanie mają kościół w Sakhour w Aleppo? Mogą zbierać się na modlitwę?  

 To całkowicie muzułmańska dzielnica. Chrześcijanie mieszkają w innej części Aleppo, tak się to ukształtowało historycznie. Są kościoły. Wolontariusze, którzy pracują w Sakhour, a chcą być w kościele, idą do innej dzielnicy, najczęściej też tam mieszkają. Dużo kościołów jest nieczynnych, bo są zniszczone, ale też dlatego, że nie ma wielu chrześcijan. 

Jesuit Refugee Service, Allepo, Sakhour, misyjne, ks. Sammi Hallak, JRS

Zdjęcie: Aleppo, Syria, fot. Caritas Polska

Ilu teraz jest chrześcijan w Syrii? Od wybuchu wojny z Syrii wyemigrowało 700 tysięcy. Ilu mogło zostać? 

Danych dotyczących całej Syrii nie znam, wiem, że w Aleppo było 160 tysięcy chrześcijan, teraz jest 30 tysięcy.  

Są Syryjczycy, którzy chcieliby z Syrii wyjechać? Czy zostali ci, którzy próbują żyć tam, w swojej ojczyźnie?  

Dużo ludzi chciałoby wyjechać. Nie można powiedzieć, że ktoś tam jest szczęśliwy pod względem materialnym, politycznym. Nie wyjeżdżają, bo nie mogą. Zostali ci najbiedniejsi, którzy po prostu nie mogą sobie pozwolić na wyjazd.

*Jesuit Refugee Service to organizacja jezuicka założona w 1980 r. przez generała zakonu – o. Pedro Arrupe. Jego diecezjalna faza procesu beatyfikacyjnego rozpoczęła się 5 lutego w Rzymie. JRS to międzynarodowa organizacja katolicka, która pomaga uchodźcom, przymusowym przesiedleńcom i osobom ubiegającym się o azyl. JRS działa na poziomie krajowym i regionalnym. Jest dziełem Towarzystwa Jezusowego. Międzynarodowa siedziba JRS znajduje się w Rzymie. JRS działa w ponad 50 krajach, zajmuje się edukacją, leczeniem, dożywianiem, pomocą psychologiczną i prawną, zapewnieniem bezpieczeństwa przymusowo przesiedlanym. Większość działaczy zaangażowanych w to dzieło pracuje na zasadzie wolontariatu. JRS działa też na rzecz praw człowieka.

ks. Sammi Hallak, JRS, Jesuit Refugee Service, Allepo, Sakhour, misyjne,

Zdjęcie: ks. Sammi Hallak, JRS, fot. misyjne.pl

Ks. Sammi Hallak (Syryjczyk, JRS): W Syrii cierpią wszyscy, wszyscy z powodu wojny [ROZMOWA]
Oceń ten artykuł

Zobacz także
Wasze komentarze