fot. Katarzyna Stopka/Przystanek Jezus
Ks. Tomasz Trzaska o ekshumacjach na Wołyniu: na prawdzie i faktach można budować trwałe relacje [ROZMOWA]
– To właśnie na prawdzie i faktach można budować relacje, które są najtrwalsze Ekshumacje wpisują się w ten proces, bo pozwalają ustalić liczbę ofiar, charakter obrażeń, miejsca pochówku oraz potwierdzić wiele relacji dotyczących przebiegu zbrodni i sposobu, w jaki ginęły ofiary – mówi ks. Tomasz Trzaska z Biura Poszukiwań i Identyfikacji IPN. W rozmowie z KAI opowiada o zakończonych pracach ekshumacyjnych w Ostrówkach i Woli Ostrowieckiej, przygotowaniach do pogrzebu ofiar, relacjach polsko-ukraińskich i znaczeniu godnego pochówku ofiar.
Anna Rasińska (KAI): 7 sierpnia zakończyły się prace ekshumacyjne ofiar Zbrodni Wołyńskiej w Ostrówkach i Woli Ostrowieckiej. W mediach społecznościowych określił Ksiądz wyniki tych prac jako wstrząsające. Co przede wszystkim miał Ksiądz na myśli?
Ks. Tomasz Trzaska (Biuro Poszukiwań i Identyfikacji IPN): Przede wszystkim to, że bardzo dużą część odnalezionych przez nas ofiar stanowią dzieci, w tym dzieci bardzo małe, również niemowlęta. Wstrząsające jest także to, że te dzieci ginęły w taki sam sposób jak dorośli, przy użyciu bardzo brutalnych metod. Znajdowaliśmy m.in. rozbite czaszki dzieci. Widać więc, że banderowcy mordowali w ten sam sposób wszystkich – również kobiety i dzieci. Ślady tej brutalności odnaleźliśmy na szczątkach.
Zbrodnię wołyńską określa się niekiedy mianem genocidium atrox, czyli ludobójstwa dokonanego ze szczególnym okrucieństwem. To okrucieństwo było rzeczywiście widoczne podczas prowadzonych prac i na odnalezionych szczątkach. Dlatego właśnie wyniki są wstrząsające.
Czy skala odnalezionych pochówków odpowiadała wcześniejszym szacunkom zespołu?
Spodziewaliśmy się znaleźć kilkadziesiąt osób. Takie były szacunki. W Ostrówkach wciąż poszukujemy szczątków pozostałych ofiar, bo nadal brakuje około 300 osób spośród wszystkich zamordowanych. Trudno było jednak dokładnie oszacować, ile osób odnajdziemy, ponieważ nie ma tam żadnej regularności. W jednym dole znajdowały się szczątki 48 osób, w innym sześciu, w tym dwojga dzieci, zdarzały się też pojedyncze pochówki. Wiedzieliśmy więc, że skala może być duża, ale trudno było przewidzieć, czy znajdziemy 30, 50 czy 100 osób.

Jak w praktyce wyglądają prace ekshumacyjne? Z jakimi trudnościami mierzą się jego członkowie?
Kiedy jesteśmy już na etapie eksploracji jam grobowych i podejmowania szczątków, kolejne dni są do siebie dość podobne, choć same prace mają kilka etapów. To zajęcie bardzo żmudne. Trzeba delikatnie usuwać kolejne, cienkie warstwy ziemi, tak aby stopniowo odsłaniać szkielety i móc je bezpiecznie podjąć. Następnie szczątki są wstępnie oczyszczane, aby możliwe było przeprowadzenie oględzin na miejscu. W tym przypadku było to szczególnie trudne, ponieważ ziemia jest gliniasta. Kości przez wiele lat zalegały w glebie i były mocno oblepione gliną, która po wyschnięciu twardnieje. Każdą kość trzeba więc oczyszczać osobno.
Później szczątki trafiają do antropologów, którzy układają je w porządku anatomicznym, sprawdzają, które kości się zachowały, których brakuje i jakie widoczne są obrażenia. Medyk sądowy rekonstruuje złamane kości oraz czaszki, żeby ustalić charakter urazów. W tym przypadku urazy czaszki należały do najczęściej stwierdzanych obrażeń związanych ze śmiercią ofiar. Kolejnym etapem jest pobranie materiału do badań genetycznych. Pobiera się fragmenty kości, które następnie trafiają do Polski i do laboratorium, gdzie opracowywany jest profil genetyczny. Teraz jesteśmy już na etapie przygotowań do pogrzebu. Szczątki zostały złożone w indywidualnych trumnach.
Największą trudnością było to, że w pierwszym dole szczątki były bardzo mocno przemieszane. Trzeba było włożyć dużo pracy w ich rozdzielenie, tak aby każda kość trafiła do trumny konkretnej osoby i żeby uniknąć przypadkowych pomyłek. Dodatkowym utrudnieniem były wysokie temperatury.
Czemu mają służyć badania DNA? Czy istnieje szansa na identyfikację konkretnych osób?
Tak, właśnie temu służą badania genetyczne. Ze wszystkich odnalezionych szczątków pobraliśmy materiał, a trumny zostały oznaczone numerami, ponieważ nie wiemy jeszcze, czyje dokładnie szczątki odnaleźliśmy. Materiał kostny będzie porównywany z materiałem pobranym od rodzin, oczywiście tam, gdzie taki materiał porównawczy udało się pozyskać. Trzeba pamiętać, że na Wołyniu ginęły całe rodziny, także krewni, dlatego nie zawsze jest to możliwe. Udało nam się jednak pobrać materiał od części żyjących krewnych i nadal go pozyskujemy.
Następnie podejmowana jest próba identyfikacji genetycznej, czyli porównania materiału od rodzin z materiałem pobranym ze szczątków. Jeśli wyniki pozwolą na identyfikację, przynajmniej w niektórych przypadkach będziemy mogli wskazać ofiary z imienia i nazwiska i ustalić, kto spoczywa w konkretnej trumnie. Trudno dziś powiedzieć, czy uda się to w kilku, czy kilkunastu przypadkach.
>>> Wołyń: w Klewaniu poświęcono odnowiony polski cmentarz wojskowy
Wspomniał Ksiądz o pogrzebie. Kiedy się odbędzie i jak będzie wyglądał?
Pogrzeb odbędzie się 30 sierpnia, w 83. rocznicę zbrodni w Ostrówkach i Woli Ostrowieckiej. Zobaczymy wtedy 55 trumien. Będzie to pogrzeb katolicki, ponieważ w Ostrówkach istniała parafia katolicka i katolicki cmentarz. Ofiary spoczną więc w miejscu, gdzie pochowani byli także ich przodkowie, na ziemi, na której żyli, wychowywali się i dorastali. Zostaną pochowane w zbiorowej mogile razem z innymi ofiarami tej zbrodni.
Przy ofiarach znaleziono także przedmioty świadczące o ich pobożności. Co to były za rzeczy? Czy coś szczególnie zapadło Księdzu w pamięć?
Jeśli pominąć elementy odzieży, takie jak guziki, klamerki czy sprzączki, to zdecydowaną większość znalezisk stanowiły przedmioty religijne, przede wszystkim medaliki. Wśród nich najwięcej było medalików szkaplerznych. Znaleźliśmy także Cudowne Medaliki, medaliki św. Benedykta, medaliki z wizerunkami świętych i sanktuariów, a także krzyżyki oraz fragmenty różańców. Myślę, że niemal wszystkie przedmioty, które nie były elementami odzieży, miały charakter religijny.
To wiele mówi o wierze tych ludzi, ale także o jej charakterze. Duża liczba medalików szkaplerznych pokazuje, że ten rodzaj pobożności maryjnej był tam bardzo popularny.
Na wielu medalikach widoczne były napisy w języku polskim. Wyjątkiem były m.in. medaliki św. Benedykta, na których znajdują się łacińskie skróty. W pozostałych przypadkach pojawiały się przede wszystkim napisy po polsku, czasem także w formie mieszanej, polsko-ukraińskiej.

Co z planowanymi pracami ekshumacyjnymi w Hucie Pieniackiej? Na jakim etapie są obecnie przygotowania i czego można się spodziewać w najbliższym czasie?
Na ten moment wiemy tyle, ile zostało podane publicznie. Strona ukraińska poinformowała o zgodzie, natomiast Instytut Pamięci Narodowej czeka jeszcze na formalne dokumenty, które potwierdzą możliwość przeprowadzenia ekshumacji w Hucie Pieniackiej. Dopiero po otrzymaniu takiego potwierdzenia będzie można mówić bardziej konkretnie o terminie prac. Jeśli zgoda formalnie wpłynie, planujemy rozpoczęcie ekshumacji w przyszłym roku.
Spodziewamy się, że będą to prace długotrwałe. Odnaleźliśmy tam mogiłę o powierzchni około 70 metrów kwadratowych, a wokół niej także wiele innych pochówków. Dlatego zakładamy, że działania mogą potrwać wiele tygodni, a nawet kilka miesięcy.
Cieszymy się jednak, że pojawiła się możliwość przeprowadzenia tych prac, bo skala tego miejsca wskazuje, że będzie to bardzo ważne przedsięwzięcie.
Jaką refleksję na temat dzisiejszych relacji polsko-ukraińskich budzą w Księdzu te prace? Czy ekshumacje mogą stać się elementem rzeczywistego pojednania, a nie tylko kolejnym źródłem sporów?
Poszukiwania i ekshumacje są tylko jedną z wielu płaszczyzn relacji polsko-ukraińskich. Faktem jest jednak, że po wielu latach, kiedy nie mogliśmy prowadzić takich prac, teraz zgody otrzymujemy stosunkowo szybko. To dla nas dobry znak i dobry prognostyk.
Do porozumienia, wyjaśniania wątpliwości i ustalania faktów zawsze musi prowadzić prawda. To właśnie na prawdzie i faktach można budować relacje, które są najtrwalsze. Ekshumacje wpisują się w ten proces, bo pozwalają ustalić liczbę ofiar, charakter obrażeń, miejsca pochówku oraz potwierdzić wiele relacji dotyczących przebiegu zbrodni i sposobu, w jaki ginęły ofiary.
To na pewno jest element budowania relacji polsko-ukraińskich, ale trzeba pamiętać, że jest to proces długofalowy i zmienny. Nie jest tak, że w pewnym momencie coś osiągniemy i pozostanie to już na zawsze.
Strona ukraińska również chce prowadzić swoje prace w Polsce i, jak sądzę, także tutaj jest przychylność. Podczas naszych prac na miejscu było spokojnie. Nie odczuwaliśmy niepokoju ani związanego z wojną, ani z możliwymi prowokacjami. Towarzyszyła nam także policja i inne służby, które wspierały nas podczas prac. Myślę więc, że kierunek jest dobry, choć w ocenianiu tego procesu zawsze potrzeba dużej ostrożności.
Czego Polska powinna jeszcze oczekiwać od strony ukraińskiej w sprawie Zbrodni Wołyńskiej, zarówno jeśli chodzi o poszukiwania i ekshumacje, jak i upamiętnienie ofiar oraz nazwanie tego, co się wydarzyło?
Trudno mi mówić, czego Polska powinna jeszcze oczekiwać w wymiarze politycznym. Wiem natomiast, że istnieje pewien elementarny porządek – chrześcijański i europejski – który nakazuje pochować człowieka z szacunkiem i godnością. Każdy powinien mieć swój grób, nawet jeśli jest to grób zbiorowy. Ważne, by było to miejsce oznaczone, na poświęconej ziemi, gdzie można oddać zmarłym należny szacunek. To jest część naszej tradycji i naszej cywilizacji – szanujemy ludzkie ciało i ludzkie szczątki, dlatego godny pochówek traktujemy jako podstawową powinność. I w pewnym stopniu właśnie to dziś się realizuje.
Kwestie zadośćuczynienia czy innych działań należą już do polityków i osób zajmujących się relacjami międzynarodowymi. Dla mnie najważniejsze pozostaje to, co wyraża znane hasło związane ze Zbrodnią Wołyńską: „Nie o zemstę, lecz o pamięć wołają ofiary”. Chodzi więc przede wszystkim o to, by te ofiary odnaleźć, godnie pochować i zachować o nich pamięć.
Czy obecne ekshumacje i towarzysząca im debata mogą sprawić, że temat Zbrodni Wołyńskiej stanie się szerzej znany także międzynarodowej opinii publicznej? Czy są już sygnały takiego zainteresowania?
Na pewno debata, szczególnie w kontekście dyskusji o odebraniu prezydentowi Wołodymyrowi Zełenskiemu Orderu Orła Białego, poruszyła opinię publiczną nie tylko w Polsce i na Ukrainie, ale także poza naszymi krajami. Widać to było również podczas samych prac. Na miejscu pojawili się przedstawiciele kilku dużych zagranicznych redakcji – francuskich, niemieckich i amerykańskich. To pokazuje, że temat rzeczywiście wzbudził zainteresowanie międzynarodowej opinii publicznej i został szerzej nagłośniony.
Myślę, że zarówno prowadzone przez nas prace, jak i tocząca się wokół Zbrodni Wołyńskiej debata publiczna przyczyniły się do zwiększenia wiedzy o tych wydarzeniach. Nie chodzi nawet o samą popularyzację tematu, ale szerzej o edukację i docieranie z wiedzą o tej zbrodni także poza Polskę. I pod tym względem na pewno przyniosło to dobry efekt.
Zmieniając nieco perspektywę, jak jako osoba duchowna patrzy Ksiądz na tak ogromne okrucieństwo wymierzone w niewinnych ludzi, w tym w małe dzieci?
W naszym biurze właściwie na co dzień obcujemy z ofiarami zbrodni. Z jednej strony cieszymy się, że możemy je odnaleźć, z drugiej stajemy wobec śladów ogromnego okrucieństwa, także zbrodni dokonanych na dzieciach. Mam jednak poczucie, że odnajdując te szczątki, w pewien sposób porządkujemy rzeczywistość po wyrządzonej krzywdzie. Dla niektórych z tych osób pogrzeb, który trwał ponad 80 lat, może wreszcie zostać dokończony.
To jest dla mnie bardzo ważne. Choć podczas prac namacalnie spotykamy się ze śladami zbrodni, dzięki wysiłkowi Instytutu Pamięci Narodowej i wszystkich osób zaangażowanych w te działania możemy doprowadzić ziemskie sprawy ofiar do końca – sprawić, by miały godny pogrzeb i własny grób.
W takich miejscach nieuchronnie pojawia się pytanie teologiczne: jak mówić o Bogu wobec takiego cierpienia? Jak Ksiądz odpowiada sobie na pytanie, dlaczego Bóg dopuszcza tak wielkie zło i cierpienie niewinnych ofiar?
To jest właściwie pytanie o obecność zła i grzechu w świecie. W takim kontekście często mówi się o „tajemnicy nieprawości” – o tym, jak człowiek może doprowadzić się do stanu, w którym jest zdolny do popełnienia takiej zbrodni. I to rzeczywiście pozostaje tajemnicą.
Wiemy, że Pan Bóg nie chciał tych zbrodni. Można powiedzieć, że jest to cena ludzkiej wolności, tego, że człowiek otrzymał możliwość wyboru i może tę wolność wykorzystać także w sposób skrajnie zły.
Sam czasem zastanawiam się jednak nie tyle nad tym, dlaczego Bóg to dopuścił, ile nad tym, co człowiek musiał zrobić ze sobą, żeby doprowadzić się do takiego upadku i być zdolnym do popełnienia tak potwornych czynów. Nie powiedziałbym nawet „zezwierzęcenia”, bo zwierzęta takich zbrodni nie popełniają. Chodzi raczej o dramatyczny upadek człowieka i jego człowieczeństwa.
rozmawiała Anna Rasińska
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!
Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.
Wybrane dla Ciebie
Czytałeś? Wesprzyj nas!
Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!
| Zobacz także |
| Wasze komentarze |
Fatima: Portugalczycy przekazali sanktuarium zboże i mąkę
Ponad 21 tysięcy pieszych, rowerowych i biegowych pątników dotarło już na Jasną Górę
Mjanma: kard. Charles Bo wzywa do nadziei pośród cierpienia





Wiadomości
Wideo
Modlitwy
Sklep
Kalendarz liturgiczny