fot. PAP/EPA/ROBERT NEMETI
Ksiądz grający muzykę elektroniczną. Dlaczego początkowo miałem z tym problem [FELIETON]
Są wydarzenia, które wymykają się utartym schematom, przełamują konwencje i nie poddają się jednoznacznej klasyfikacji. Takim wydarzeniem na pewno jest koncert didżeja Padre Guilherme. Tego lata ów portugalski ksiądz didżej zagrał kilka koncertów w całej Europie, w tym dwa w Polsce: w Sopocie (podczas Festiwalu Prosta Droga do Boga) oraz na Itaka Arenie w Opolu.
W sopockim koncercie Padre Guilerhma uczestniczyłem razem z rodziną, wszyscy byliśmy bardzo zaciekawieni tym, jaki będzie ten koncert. Czym innym jest bowiem oglądanie urywków koncertu w internecie, a czym innym obejrzenie wydarzenia na żywo, poznanie reakcji publiczności oraz widok artysty grającego muzykę za konsoletą. I to artysty z koloratką.
Przyznam, że w trakcie koncertu nieraz pojawiała się w mojej głowie myśl: „Czy koncert tego typu nie jest przekroczeniem pewnych granic?”, „Czy nie za bardzo miesza się tu sfera sacrum i profanum?”. Za dużym stołem didżejskim widziałem bowiem osobę duchowną grającą muzykę elektroniczną. I to nie jakieś lekkie dźwięki synth-popu czy minimalistyczne melodie, ale trance techno – muzykę niezwykle mocną w wyrazie. Z tego też powodu wielu uczestników koncertu porównywało muzykę portugalskiego księdza do utworów Armina van Buurena.
Zaznaczyć trzeba i przypomnieć, że koncert nie był częścią żadnego nabożeństwa. Nie był częścią mszy świętej, nie stanowił też formy uwielbienia. Był po prostu koncertem muzyki elektronicznej. Z tym że – i to jest nowość, którą przynosi DJ Padre – niekiedy były to remiksy znanych pieśni (jak np. szlagier „Pan jest pasterzem moim”), a niekiedy utwory bez konkretnego tytułu czy tekstu, za to z odniesieniami do symboli religijnych wyrażanymi poprzez komputerowe wizualizacje. Był m.in. wielki gołąb wylatujący z ekranu, który symbolizował Ducha Świętego.

Refleksje na temat tego wydarzenia zostały ze mną na długo po wyjściu z Hali Ergo Arena (gdzie odbył się sopocki koncert Padre Guilherme). Po pewnym czasie doszedłem do wniosku, że moje obiekcje i zastrzeżenia wynikały z dysonansu poznawczego. Od lat bowiem lubię muzykę elektroniczną, choć w różnym stopniu różne jej gatunki. Słucham jej podczas treningu, podczas podróży, niekiedy i na żywo – podczas koncertów (klubowych lub festiwalowych). Chciałoby się powiedzieć: „niejedno widziałem”.
Po pierwsze, tego typu koncerty i takie imprezy – nie oszukujmy się – przyciągają raczej „mniej grzecznych ludzi”. Często bowiem łączą się z używkami (alkoholem czy narkotykami). Po drugie, na tego typu imprezach łatwiej nawiązują się przelotne znajomości (także z podtekstem seksualnym). Po trzecie, muzyka trance (osobiście nie jest moim ulubionym gatunkiem elektroniki) w pewnym stopniu oznacza wprowadzenie ciała i umysłu w stan uniesienia czy ekstazy (co może stwarzać pewne ryzyka duchowe). Piszę o tym ja, który muzykę elektroniczną lubi, choć coraz częściej w jej wydaniu studyjnym, a nie klubowym.
I oczywiście – wszystkie powyższe zastrzeżenia wynikają z doświadczenia, a doświadczenie dotyczy wydarzeń przeszłych. Można więc zapytać: „dlaczego przyszłość nie może przynieść w tej kwestii czegoś nowego?”. Przecież muzyka elektroniczna nie musi zawsze oznaczać imprez, po których przychodzi kac (także ten moralny). Co więcej – jest coraz więcej ludzi, którzy chcą przeżywać koncerty bez używek, tak by przede wszystkim skupić się na jasnym, niczym niezmąconym, przekazie artysty. Podczas koncertu Padre Guilherme ludzie tańczyli, razem przeżywali muzykę, a być może w pewien sposób też się modlili. Muzyka elektroniczna temu wszystkiemu towarzyszyła, w niczym nie przeszkadzała. Problemem może nie jest więc sama muzyka, ale towarzyszące jej niekiedy złe decyzje i złe wybory.

Po dłuższej refleksji na temat koncertu portugalskiego duchownego dochodzę więc do wniosku, że DJ Padre zaprosił mnie do wyjścia poza utarte ścieżki i schematy. Imprezy w klubach na pewno zostaną, na pewno nie wszystkie będą „grzeczne”, ale jednocześnie dobrze będzie, gdy w dostępnej na co dzień ofercie muzycznej znajdą się koncerty (także muzyki elektronicznej) wolne od tego, co odrzucają chrześcijanie (w tym katolicy). Sopocki koncert pokazał mi dobitnie, że na każdy dobrze znany temat warto od czasu do czasu spojrzeć z nowej perspektywy. Warto wyjść poza schematy. Do tego przecież też zachęcał – i to nie jeden raz – Jezus, co opisane jest na kartach Ewangelii.
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!
Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.
Wybrane dla Ciebie
Czytałeś? Wesprzyj nas!
Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!
| Zobacz także |
| Wasze komentarze |
Możliwy jest Kościół ponad podziałami. 10 tysięcy osób na Eucharystii z kard. Sarahem i na koncercie Padre Guilh …
Sylwia Grzeszczak i Padre Guilherme razem na scenie. Artystka zaśpiewała „Pan jest pasterzem moim” [+WIDEO]
Ks. Rafał Jarosiewicz: na Festiwalu Prosta Droga do Boga uwalniamy wielkie pokłady dobra





Wiadomości
Wideo
Modlitwy
Sklep
Kalendarz liturgiczny