fot. arch. ks. Marcina

Ksiądz motocyklista: pokory nauczyłem się na dwóch kołach [ROZMOWA]

Pielgrzymki, rekolekcje i wspólne wyprawy od Bałtyku aż po Tatry. W Polsce działa środowisko księży motocyklistów, których łączy nie tylko zamiłowanie do dwóch kółek, ale przede wszystkim wspólna wiara, o czym w rozmowie z Karoliną Binek opowiada ks. Marcin Nowicki z diecezji kaliskiej.

Karolina Binek (misyjne.pl): Pamięta ksiądz swój pierwszy motocykl?

Ks. Marcin Nowicki: – Oczywiście. Jeśli mówimy o pierwszym motocyklu, który sam kupiłem, to była Honda. Wcześniej, jeszcze po Pierwszej Komunii Świętej, jeździłem motorowerem WFM OSA, ale pierwszym większym motocyklem była Honda

Skąd wzięła się ta motocyklowa pasja? Zaczęła się przecież bardzo wcześnie.

– Myślę, że przede wszystkim wyniosłem ją z domu. Motocyklami jeździł mój ojciec, jeździł również mój starszy brat. To właśnie od nich zaraziłem się tą pasją. Mogę powiedzieć, że był to taki bardzo pozytywny „wirus”, który został ze mną do dziś.

Kiedy zdecydował się ksiądz wstąpić do seminarium, nie pojawiła się obawa, że trzeba będzie z motocykla zrezygnować?

– Do seminarium wstąpiłem już po studiach, po śmierci św. Jana Pawła II, więc byłem trochę starszy od kolegów z roku. W tamtym czasie kleryk nie mógł posiadać ani samochodu, ani motocykla. Nie wolno było mieć nawet telefonu komórkowego. Dzisiaj wiele się zmieniło, ale wtedy takie były zasady. Nie ukrywam, że motocykl musiał poczekać. Patrząc z perspektywy czasu, uważam jednak, że rozsądne korzystanie z tego, co człowiek posiada, jest bardzo dobrą szkołą odpowiedzialności.

Kiedy udało się połączyć kapłaństwo z motocyklową pasją?

– Tak naprawdę wszystko zaczęło się jeszcze przed seminarium. Już wtedy jeździłem na mszę świętą dla motocyklistów, czy to na Jasną Górę, czy na spotkania organizowane w naszej diecezji. Pamiętam również spotkanie w sanktuarium Matki Bożej na Pólku pod Bralinem w 2005 roku. Jeszcze przed seminarium razem z bratem organizowaliśmy spotkania miłośników turystyki motocyklowej. To doświadczenie bardzo zaprocentowało później, kiedy zostałem kapłanem. Dzisiaj nie tylko towarzyszymy motocyklistom jako duszpasterze, organizując msze święte, pielgrzymki czy czuwania, ale udało się również stworzyć klub księży motocyklistów God’s Guards. Są w nim kapłani, których łączy właśnie ta sama pasja.

>>> Pobudka o 5.15, cisza i modlitwa. Jak wygląda życie za klauzurą? [REPORTAŻ]

Nadal spotyka się ksiądz ze stereotypami dotyczącymi motocyklistów?

– Jeżeli ktoś w ogóle nie zna środowiska motocyklowego, to rzeczywiście bywa zaskoczony. Natomiast z mojego doświadczenia wynika, że parafianie bardzo pozytywnie odbierają księdza, który ma jakąś pasję. Myślę zresztą, że każdy dorosły człowiek powinien mieć zdrowe hobby, coś, co pozwala odpocząć, rozwijać się i zachować równowagę między obowiązkami a życiem osobistym. To jest potrzebne zarówno dla ciała, jak i dla ducha.

Ilu księży motocyklistów jest dziś w diecezji kaliskiej?

– W samym klubie mamy dwunastu kapłanów z naszej diecezji. Dwóch naszych kolegów pracuje za granicą. Jeden w Niemczech, drugi w Stanach Zjednoczonych. I oni również należą do naszego środowiska. Poza tym jest jeszcze wielu księży, którzy jeżdżą motocyklami, ale nie chcą zrzeszać się formalnie. Kilka lat temu organizowałem rekolekcje dla księży motocyklistów w Kobylej Górze. Przyjechało wtedy ponad 130 kapłanów z całej Polski. To pokazuje, że takie środowisko naprawdę istnieje. Droga bardzo ludzi łączy. Wspólne podróże, wspólne doświadczenia i przeżycia sprawiają, że te relacje zostają na długie lata.

fot. arch. ks. Marcina

Jak wyglądają rekolekcje księży motocyklistów? Bardziej przypominają pielgrzymkę czy motocyklowy zlot?

– Mamy różne formy spotkań. Jedną z nich jest pielgrzymka „Od krzyża do krzyża”, w której uczestniczą również osoby świeckie. Każdego roku jedziemy inną trasą od Bałtyku aż po góry. Zakończeniem pielgrzymki jest wejście na Giewont. Po drodze zatrzymujemy się przy sanktuariach, uczestniczymy we mszy świętej, słuchamy konferencji, modlimy się i po prostu jesteśmy razem. Rekolekcje kapłańskie wyglądają trochę inaczej. Organizujemy je co roku w innej diecezji. Dzięki temu możemy poznawać nowe miejsca, lokalne sanktuaria i tradycje religijne poszczególnych regionów Polski. Najważniejsze jednak pozostaje to samo: wspólna modlitwa, Eucharystia i bycie razem.

Zdarzyło się kiedyś, że dzięki takim spotkaniom ktoś wrócił do Boga?

– Takich sytuacji było naprawdę wiele. Zawsze, kiedy ksiądz wychodzi do ludzi, którzy na co dzień są trochę dalej od Kościoła, budzi to zainteresowanie. Pojawiają się pytania o życie, o przemijanie, o wiarę, o różne osobiste problemy. Bardzo często takie rozmowy kończą się spowiedzią. Miałem również okazję przygotowywać dorosłe osoby do sakramentu bierzmowania. To były osoby, które dzięki takim spotkaniom zdecydowały się wrócić do życia w łasce.

Jak reagują ludzie, kiedy widzą księdza przyjeżdżającego na motocyklu?

– Zdarza się, że są zaskoczeni. Pamiętam, jak jechałem kiedyś do Polskiego Radia w Warszawie. Przyjechałem motocyklem, a redaktor wyszedł na parking specjalnie po to, żeby nagrać dźwięk silnika. Podobnie było w parafiach. Kiedy pierwszy raz podjeżdżałem pod kościół motocyklem, budziło to spore zainteresowanie. Dzisiaj już nikogo to specjalnie nie dziwi, ale na początku rzeczywiście było czymś nowym. Na co dzień muszę dojechać do trzech kościołów oddalonych od siebie o kilkanaście kilometrów, więc kiedy pogoda dopisuje, motocykl jest po prostu praktycznym środkiem transportu. Dzięki temu mogę sprawnie przemieszczać się między parafiami. To często staje się też początkiem rozmowy. Dzieci chcą usiąść na motocyklu, zrobić sobie zdjęcie, starsi wspominają czasy, kiedy sami jeździli MZ-kami albo WSK-ami. Motocykl bardzo łatwo przełamuje pierwsze lody.

>>> DJ w habicie? „Muzyka otwiera drzwi tam, gdzie Kościół nie zawsze dociera” [ROZMOWA]

Zdarzyła się jakaś historia, którą szczególnie ksiądz zapamiętał?

– Było ich wiele, ale jedną wspominam z uśmiechem. Wracałem po mszy świętej i policja zatrzymała mnie do rutynowej kontroli. Miałem wtedy na sobie zamszowe buty, bo zaraz po Eucharystii chciałem szybko pojechać do rodziny na obiad i nie zdążyłem przebrać się w pełny strój motocyklowy. Policjant od razu zwrócił uwagę właśnie na te buty. Powiedział, że motocyklista nie powinien jeździć w takim obuwiu. W końcu przyznałem, że jestem księdzem i wracam prosto z kościoła. Policjant tylko się uśmiechnął i powiedział, że to właśnie zamszowe buty zdradziły, że musiała być jakaś wyjątkowa sytuacja. Skończyło się na pouczeniu i życzeniu szerokiej drogi. To było zabawne, zwłaszcza że tydzień wcześniej organizowaliśmy wspólne spotkanie z policjantami, więc część z nich już mnie kojarzyła.

Przed każdą podróżą ksiądz modli się o szczęśliwą drogę?

– Tak. Modlę się przed wyjazdem, ale bardzo często również w czasie jazdy. Przy kierownicy mam zamontowany różaniec. W kasku korzystam z interkomu, dzięki któremu mogę słuchać konferencji, Pisma Świętego czy różnych nagrań religijnych. Długie trasy, szczególnie autostrady, bywają monotonne. Staram się wykorzystać ten czas na rozwój duchowy. To okazja, żeby wsłuchać się w Słowo Boże albo wysłuchać ciekawej konferencji. Polecam to szczególnie ludziom, którzy ciągle są zabiegani i trudno im znaleźć czas na modlitwę czy lekturę Pisma Świętego. Pan Jezus powiedział o sobie: „Ja jestem drogą, prawdą i życiem”. Te słowa bardzo często wracają do mnie właśnie podczas jazdy.

Czyli można powiedzieć, że jazda motocyklem również może prowadzić do rozwoju duchowego?

– Oczywiście. Wszystko zależy od człowieka i od jego serca. Tak samo można rozwijać się podczas pieszej wędrówki czy jazdy rowerem. Organizowałem również pielgrzymki rowerowe na Jasną Górę. Najważniejsze jest to, czy człowiek naprawdę chce spotkać się z Panem Bogiem i otworzyć na Jego działanie.

Czego motocykl nauczył księdza jako człowieka i jako kapłana?

– Przede wszystkim pokory. Przez lata miałem wiele motocykli i kilka nieprzyjemnych sytuacji na drodze. Uczestniczyłem w kolizjach, choć nie z własnej winy. To uświadamia, że na drodze trzeba odpowiadać nie tylko za siebie, ale także przewidywać zachowania innych kierowców. Motocykl uczy odpowiedzialności. Nie ma tutaj miejsca na brawurę ani popisywanie się. Jako kapłana nauczył mnie również zaufania Panu Bogu. Kilka razy zdarzyły mi się awarie motocykla daleko od domu. Były miejsca, gdzie trudno było znaleźć pomoc, czasem dochodziła jeszcze bariera językowa. W takich chwilach przekonywałem się, że człowiek naprawdę nie nad wszystkim panuje. Jednocześnie spotykałem ludzi, którzy zupełnie bezinteresownie pomagali mi naprawić motocykl i ruszyć dalej w drogę. To pokazuje, że nie wszystko trzeba dokładnie zaplanować. Czasem warto zaufać Panu Bogu i pozwolić Mu działać.

Mam wrażenie, że trudno być dobrym motocyklistą bez pokory.

– Myślę, że rzeczywiście tak jest. Dzisiaj motocykle są dużo bardziej dostępne niż kiedyś. Dawniej na dobry motocykl trzeba było pracować przez wiele miesięcy. Dzisiaj często wystarczy jedna pensja. To sprawia, że wiele osób siada na bardzo mocnych maszynach bez odpowiedniego doświadczenia. Jeżeli brakuje rozsądku i pokory, łatwo o tragedię. Z czasem motocykl uczy jednak szacunku do życia. Człowiek zaczyna bardziej je doceniać, cieszyć się nim i dziękować Panu Bogu za każdy bezpiecznie przejechany kilometr.

Ma ksiądz jeszcze jakieś motocyklowe marzenia do spełnienia?

– Kilka ich jeszcze zostało. Jeśli sytuacja na świecie się uspokoi, bardzo chciałbym kiedyś dojechać motocyklem aż do Władywostoku. To jedno z moich największych podróżniczych marzeń.

Co powiedziałby ksiądz osobie, która uważa, że Kościół jest nudny i nie ma nic wspólnego z pasją?

– Na swojej drodze spotkałem bardzo wielu ludzi Kościoła, którzy mają niezwykłe pasje. Dotyczy to nie tylko księży, ale również świeckich. Myślę, że wszystko zależy od człowieka. Jeżeli ktoś rozwija się wewnętrznie, ma zainteresowania i potrafi dzielić się nimi z innymi, staje się po prostu ciekawym człowiekiem. Oczywiście są osoby, które patrzą tylko przez pryzmat rzeczy materialnych albo zazdroszczą innym. To już jednak jest kwestia serca. Najważniejsze pozostaje pytanie, czy nasze serce jest otwarte na Boga i drugiego człowieka.

Z jakim przesłaniem chciałby ksiądz zostawić motocyklistów w tym sezonie?

– Bardzo lubię słowa, które przypisuje się bł. Carlo Acutisowi: „Eucharystia jest autostradą do nieba”. Życzyłbym wszystkim motocyklistom, żeby nie bali się rozpoczynać sezonu z Panem Bogiem i kończyć go wspólną modlitwą. Tak jak przed podróżą robimy znak krzyża czy modlimy się przed posiłkiem, tak samo warto zapraszać Boga do każdej drogi, którą przemierzamy. Niech znak krzyża przypomina nam, że Chrystus jest obecny również na naszych motocyklowych trasach. Niech otwiera nasze serca na Bożą łaskę i pomaga swoim życiem świadczyć o tym, że Bóg naprawdę jest i działa pośród nas.

Google News
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!

Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.

Czytałeś? Wesprzyj nas!

Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!

Zobacz także
Wasze komentarze