fot. arch. ks. Jacka Markowskiego

Ks. Jacek Markowski (kapelan): przez 20 lat modliłem się za każdego piłkarza z osobna [ROZMOWA]

Ks. Jacek Markowski przez 20 lat był kapelanem Lecha Poznań. Jeździł z piłkarzami na mecze, wspierał ich po porażkach i udzielał sakramentów. Jak wspomina ten czas? Czy przypuszczał, że Robert Lewandowski osiągnie tak duży sukces? I czy jest taki mecz, który najbardziej zapadł mu w pamięć? O tym opowiedział w rozmowie z Karoliną Binek.

Karolina Binek (misyjne.pl): Dwadzieścia lat jako kapelan Lecha Poznań to dość niezwykła droga. Jak się zaczęło?

Ks. Jacek Markowski: – To była droga, która dojrzewała przez wiele lat. Miłość do piłki narodziła się jeszcze w dzieciństwie. Pochodzę z Krobi i jak większość chłopaków spędzałem całe dnie na boisku. Ogromny wpływ miały też sukcesy reprezentacji Polski z lat siedemdziesiątych. Marzyłem o wielkiej piłce, choć oczywiście życie potoczyło się inaczej i zostałem księdzem. Piłki jednak nigdy nie porzuciłem. Grałem w seminarium, później jako ksiądz, a dzięki temu poznawałem ludzi związanych z wielkopolskim futbolem. Przez blisko dziesięć lat były to zwykłe znajomości i przyjaźnie. Dopiero w 1999 roku padła propozycja, żebym został kapelanem Lecha Poznań. Spełniło się marzenie chłopca, który kiedyś chciał być piłkarzem.

Co właściwie robi kapelan drużyny? Wielu kibiców pewnie wyobraża sobie jedynie krótką modlitwę przed meczem.

– To tylko niewielka część tej posługi. Na początku sam pytałem zawodników i działaczy, jak widzą moją rolę. Jeden z piłkarzy wspomniał, że w poprzednim klubie ksiądz przychodził przed meczem, modlił się z drużyną i udzielał błogosławieństwa. Tak zaczęliśmy. Z czasem stało się to tradycją. Były msze święte na rozpoczęcie rundy, wspólna modlitwa przed spotkaniami, ale również codzienna modlitwa za piłkarzy. Przed każdym meczem siadałem w swoim miejscu na stadionie i odmawiałem różaniec za każdego zawodnika: zaczynając od bramkarza, później za obrońców, pomocników, napastników i trenera. Każdy był powierzony Panu Bogu z osobna. Nigdy nie modliłem się o porażkę rywala. Zawsze prosiłem tylko o zdrowie, uczciwą walkę i błogosławieństwo dla wysiłku naszej drużyny.

fot. arch. prywatne ks. Jacka

>>> Damian Sylwestrzak (sędzia FIFA): z pierwszym gwizdkiem wykonuję znak krzyża [ROZMOWA]

Zawodnicy naprawdę chcieli się modlić?

– Tak i to bardzo naturalnie. Wielu z nich było ludźmi głęboko wierzącymi. Przed meczami sami ustawiali się do wspólnej modlitwy, wykonywali znak krzyża przed wejściem na boisko. Kilka razy zdarzyło się, że ktoś przychodził porozmawiać, wyspowiadać się czy poprosić o modlitwę.

Ta obecność wykraczała również poza stadion?

– Zdecydowanie. Miałem ogromną radość, że mogłem towarzyszyć piłkarzom w najważniejszych momentach ich życia. Udzieliłem sakramentu małżeństwa kilkunastu zawodnikom Lecha. Pamiętam śluby Macieja Scherfchena, Zbigniewa Zakrzewskiego, Michała Golińskiego czy Norberta Tyrajskiego. Zdarzało się, że jechałem na drugi koniec Polski, żeby pobłogosławić małżeństwo piłkarza. Przygotowywałem również zawodników do chrztu dzieci. Jeden z piłkarzy przyjechał specjalnie na spotkanie przed wyjazdem na zgrupowanie. Usiedliśmy spokojnie przy obiedzie, rozmawialiśmy o chrzcie. Kilka dni później poleciał na obóz przygotowawczy, a stamtąd prosto na Słowację, gdzie ochrzcił swoje dziecko. Takich historii było naprawdę wiele.

Przez Lecha przewinęło się wielu znakomitych piłkarzy. Jakim człowiekiem był młody Robert Lewandowski?

– Przede wszystkim bardzo spokojnym i skromnym. Wtedy był jeszcze młody, otoczony bardziej doświadczonymi zawodnikami. Nie zabiegał o uwagę. Dzisiaj, gdy oglądam jego wywiady, widzę dokładnie tego samego człowieka: konkretnego, wyważonego i spokojnego. Talent było widać od początku, ale chyba nikt nie przypuszczał, że zrobi aż tak wielką światową karierę. Cieszę się, że mogłem obserwować początek tej drogi.

fot. PAP/Paweł Jaskółka

Wiara pomaga sportowcom radzić sobie z presją?

– Jestem przekonany, że tak. Wiara nie gwarantuje zwycięstwa, ale daje pokój serca. Przypomina, że człowiek nie jest sam. Wielu piłkarzy wykonywało znak krzyża przed meczem nie dlatego, że traktowali go jak talizman, ale dlatego, że chcieli powierzyć Bogu swój wysiłek. Pamiętam rozmowy także z piłkarzami innych wyznań. Jeden z muzułmańskich zawodników powiedział mi, że modli się dokładnie o to samo co ja: o zdrowie, o to, żeby nikomu nie zrobić krzywdy i żeby samemu jej nie doznać. To było piękne doświadczenie pokazujące, że szacunek do Boga może łączyć ludzi.

A kibice? Emocje na trybunach często bywają dużo większe niż na boisku.

– Zawsze powtarzałem, że rywalizacja nie może przerodzić się w nienawiść. Można się nie lubić sportowo, można marzyć o zwycięstwie, ale nie wolno zapominać, że po drugiej stronie są tacy sami ludzie. Marzy mi się taki obrazek: kibice Lecha i Legii spotykają się przed meczem przy jednym stoliku, rozmawiają, później na stadionie rywalizują dopingiem, a po meczu znów potrafią sobie pogratulować. Piłkarze często właśnie tak się zachowują. Przed spotkaniem rozmawiają jak dobrzy znajomi, po meczu gratulują sobie i okazują szacunek. Warto brać z nich przykład.

fot. arch. prywatne ks. Jacka

>>> Patrzą przez okno i czekają. „Najbardziej boli, gdy nikt nie przychodzi” [REPORTAŻ]

Po dwudziestu latach współpraca z Lechem niespodziewanie się zakończyła. To był bolesny moment?

– Bardzo. Nie dlatego, że przestałem być kapelanem, ale dlatego, w jaki sposób to się stało. Przed meczem usłyszałem jedynie, że nie mogę już wchodzić do szatni ani przebywać z drużyną. Po dwudziestu latach wspólnej drogi było to trudne do przyjęcia. Całe moje życie było podporządkowane terminarzowi Lecha. Nigdy tego nie żałowałem, bo czułem, że jestem potrzebny. Dlatego najbardziej zabolał brak rozmowy i zwykłego „dziękuję”. Dzisiaj jednak patrzę na to z wdzięcznością. Lech dał mi ogromne doświadczenie i możliwość spotkania wielu wspaniałych ludzi.

Czego nauczyły księdza te dwie dekady spędzone przy drużynie?

– Przede wszystkim tego, że sport może być piękną drogą do wychowywania człowieka. Uczy pokory, systematyczności, odpowiedzialności i szacunku wobec drugiego człowieka. A wiara pomaga te wartości jeszcze bardziej pogłębić. Nie zostałem zawodowym piłkarzem, ale Pan Bóg pozwolił mi znaleźć się bardzo blisko wielkiej piłki.

Całą rozmowę można wysłuchać tutaj:

Google News
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!

Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.

Czytałeś? Wesprzyj nas!

Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!

Zobacz także
Wasze komentarze