fot. Engin Akyurt/unsplash
Czy można zawrzeć ślub kościelny, bez zakładania, że będzie to związek na całe życie? [FELIETON]
„Nie mam nigdy w głowie takich scenariuszy” – powiedziała Ewa Chodakowska, zapytana o to, czy wyobrażała sobie życie z mężem do końca swoich dni. Ale – czy wypowiadając je – zdawała sobie sprawę z tego, czym jest przysięga małżeńska? I czy można ją wypowiedzieć, ale jednocześnie nie zakładać, że będzie ona obowiązywać przez całe życie?
Niedawno w mediach pojawiła się informacja o rozwodzie Ewy Chodakowskiej, popularnej trenerki fitness, z mężem. I – jak to przy takich informacjach bywa – była ono dość szeroko komentowana. Zarówno przez internautów, jak i różnych ekspertów. I do jednego z tych komentarzy szczególnie chciałabym się odnieść. Bo dotyczył on faktu ślubu kościelnego, na który trenerka się zdecydowała.
Scenariusze
„A myślisz, że będziesz z Lefterisem do końca życia?” – pyta Małgorzata Rozenek-Majdan w podkaście, który cytuje Joanna Kowara na swoim kanale na YouTubie. „Nie mam nigdy w głowie takich scenariuszy. Ja w ogóle nigdy nie chciałam być żoną” – odpowiada Ewa Chodakowska.
Tymczasem, kiedy bierzesz ślub kościelny, musisz być świadoma, że, jak czytamy w Katechizmie Kościoła Katolickiego, „Związek małżeński mężczyzny i kobiety jest nierozerwalny; łączy ich sam Bóg: «Co więc Bóg złączył, niech człowiek nie rozdziela» (Mt 19, 6).” – KKK 1614
I to jest jedna kwestia, a druga, owszem – każdy związek ma w sobie trochę niepewności i pytań o to, jak nam będzie ze sobą i jak długo będziemy razem, ale raczej na początkowym jego etapie. Nie w momencie, w którym ktoś podejmuje decyzję o ślubie. Tym bardziej o ślubie kościelnym. Wtedy człowiek powinien być już pewny, że wybiera właśnie tę osobę do końca życia. I powinien zakładać właśnie taki scenariusz, a nie żaden inny.
>>> Karmelitanki bose: nie przyszłyśmy tu uciec od świata. Przyszłyśmy szukać Boga [ROZMOWA]
Kocham i wybieram
Samo słowo „scenariusz” jest tutaj dla mnie też szczególnie ciekawe. Bo jakiegokolwiek związku, a tym bardziej małżeństwa, raczej nie nazwałabym scenariuszem, który piszemy razem z drugą osobą, a kiedy coś pójdzie nie tak, zmienimy głównego bohatera.
Ślub to też nie umowa, która obowiązuje tak długo, jak długo dwie osoby są z niej zadowolone. I owszem, trudno zagwarantować sobie w dniu ślubu, że za kilkadziesiąt lat będziemy patrzeć na współmałżonka dokładnie tak samo, jak podczas składania przysięgi. Bo ludzie się zmieniają, chorują, przechodzą przez różne kryzy i problemy, o których wcześniej nawet nie myśleli. Ale czym innym jest świadomość, że w życiu zdarzają nam się różne sytuacje, a czym innym zdecydowanie się na małżeństwo bez założenia, że jest to decyzja podjęta na zawsze.

Dlatego decyzja o ślubie to coś więcej niż przekonanie „bardzo go/ją kocham”. To przekonanie, że chcę wybierać tę osobę i budować z nią całe swoje życie, także wtedy, kiedy przyszłość nie będzie już tak łatwa i przewidywalna.
Jednocześnie warto podkreślić, że można kochać człowieka, a przeżywać z nim trudne momenty. Pokłócić się o coś lub nie zgadzać w jakiejś kwestii. Być złym na niego, różnić się w czymś. Bo „na zawsze” nie oznacza „zawsze tak samo”.
Aż do śmierci
A co ze zdaniem „Ja w ogóle nigdy nie chciałam być żoną”? Wiem, że można nie marzyć o ślubie przez wiele lat, a później spotkać człowieka, z którym chce się stworzyć małżeństwo. Można też nie być osobą, która od dziecka wyobrażała sobie białą suknię, obrączkę i wielkie wesele, na które zaprosi całą rodzinę. A po spotkaniu tej konkretnej osoby właśnie tak wyobrażać sobie dzień swojego ślubu.
>>> Do hospicjum ludzie nie przychodzą umierać. Przychodzą, by żyć [ROZMOWA]
Można zmieniać zdanie w tej kwestii. Ale jednocześnie, wypowiadając przysięgę, można zdawać sobie sprawę, czym właściwie jest decyzja, którą się podejmuje. Bo przecież słowa wypowiedziane przy ołtarzu to nie deklaracja typu „zobaczymy, jak nam pójdzie”. Ani też obietnica, która trwa tylko przez dobre czasy. To świadomy wybór człowieka.
I owszem – trudno odpowiedzieć na pytanie: „Czy ja będę z nim szczęśliwa przez całe życie?”. Ale może zamiast tego warto zapytać: „Czy chce właśnie z nim próbować przejść przez to życie?”. To pierwsze raczej dotyczy przewidywalności. Drugie – podjęcia decyzji. I bynajmniej, nie dotyczącą tego, jaki scenariusz napisze nam życie, a z kim chcemy odegrać każdą jego scenę. Aż do śmierci.
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!
Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.
Wybrane dla Ciebie
Czytałeś? Wesprzyj nas!
Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!
| Zobacz także |
| Wasze komentarze |
DJ w habicie? „Muzyka otwiera drzwi tam, gdzie Kościół nie zawsze dociera” [ROZMOWA]
Zagroda dla owiec, łódź i studnia przy klasztorze. Wyjątkowa katecheza dla dzieci [ROZMOWA]
Dom dziecka nie jest miejscem dla niegrzecznych dzieci [ROZMOWA]





Wiadomości
Wideo
Modlitwy
Sklep
Kalendarz liturgiczny