fot. PAP/Piotr Polak

fot. PAP/Piotr Polak

Ksiądz Roman Kotlarz – sługa Boży, który upomniał się o robotników

Najpierw obserwowali go i nagrywali jego kazania. Później wzywali na rozmowy ostrzegawcze, a na plebanii mieli pojawiać się funkcjonariusze, którzy go bili. Ksiądz Roman Kotlarz nie przestał jednak upominać się o robotników represjonowanych po wydarzeniach Czerwca 1976. 18 sierpnia 1976 roku zmarł. Okoliczności jego śmierci do dziś pozostają niewyjaśnione.

Ksiądz Roman Kotlarz to jeden z duchownych, którzy sprzeciwiali się komunistycznej władzy. Szczególnie zasłynął podczas wydarzeń z czerwca 1976 roku w Radomiu. To właśnie wtedy stanął po stronie protestujących robotników, a później w swoich kazaniach upominał się o osoby represjonowane przez aparat bezpieczeństwa. Wkrótce sam stał się obiektem zainteresowania Służby Bezpieczeństwa. Kilka tygodni później zmarł. Do dziś nie udało się jednoznacznie ustalić, czy jego śmierć była bezpośrednim skutkiem pobić i prześladowań, których miał doświadczać ze strony funkcjonariuszy.

Nie był działaczem politycznym

Roman Kotlarz urodził się w 1928 roku w Koniemłotach. Po ukończeniu seminarium przez kilka lat był duszpasterzem w różnych parafiach. W 1961 roku został skierowany przez biskupa do Pelagowa, niewielkiej miejscowości położonej niedaleko Radomia. To właśnie z tym miejscem związał większą część swojej późniejszej działalności duszpasterskiej. Już wtedy jego relacje z władzą komunistyczną nie należały do łatwych. Angażował się m.in. w konflikt w Wierzbicy, przez co zwrócił na siebie uwagę aparatu państwowego.

Przełomowym momentem okazał się jednak czerwiec 1976 roku. Władze PRL ogłosiły wówczas drastyczne podwyżki cen żywności. W wielu miastach Polski doszło do protestów robotniczych. Szczególnie gwałtowny przebieg miały wydarzenia w Radomiu, gdzie 25 czerwca tysiące ludzi wyszły na ulice. Demonstracje zostały brutalnie spacyfikowane przez milicję. Protestujących zatrzymywano, bito i poddawano represjom.

Ksiądz Roman Kotlarz znalazł się wśród osób, które obserwowały wydarzenia w Radomiu. Towarzyszył robotnikom podczas pokojowej części manifestacji, a według ustaleń historyków – najprawdopodobniej pobłogosławił przechodzącą przed Kościołem św. Trójcy kolumnę protestujących. Nie był organizatorem demonstracji ani działaczem politycznym. Jego reakcja wynikała przede wszystkim z obserwacji tego, co działo się z ludźmi, których znał i którzy w większości byli jego parafianami.

>>> Most w powiecie radomskim nosi imię ks. Romana Kotlarza – męczennika z czasów komunizmu

Ostrzeżenie i pobicia

Po powrocie do Pelagowa duchowny zaczął mówić o czerwcowych wydarzeniach w swoich kazaniach. Upominał się o robotników, którzy zostali zatrzymani i pobici. Jego słowa były emocjonalne i bezpośrednie, a dla władz PRL stanowiły problem. Funkcjonariusze SB nagrywali głoszone przez niego kazania, a ogólną działalność księdza Kotlarza zaczęto traktować jako zagrożenie wymagające reakcji aparatu państwowego.

12 lipca 1976 roku został wezwany do Prokuratury Wojewódzkiej w Radomiu na tzw. rozmowę ostrzegawczą. Miała mu pokazać, że jego publiczne wypowiedzi nie pozostają niezauważone przez władze. Kilka dni później, 21 lipca, do kurii w Sandomierzu trafiło pismo Wydziału do Spraw Wyznań Urzędu Wojewódzkiego w Radomiu, w którym działalność duchownego określono jako „szkodliwą dla państwa”.

fot. PAP/Piotr Polak
fot. PAP/Piotr Polak

Na tym jednak represje się nie zakończyły. Wkrótce zaczęli pojawiać się na plebanii w Pelagowie tajemniczy mężczyźni. Według późniejszych ustaleń śledczych byli to funkcjonariusze aparatu bezpieczeństwa. Ksiądz Kotlarz miał być przez nich wielokrotnie nachodzony i bity. Jedna z relacji, która po latach trafiła do materiałów śledztwa, opisuje wizytę funkcjonariuszy na plebanii. Podczas próby opuszczenia posesji ich samochód ugrzązł w błocie. Ksiądz Kotlarz miał wtedy wybiec z plebanii, krzyczeć „bandyci” i „bezpieka”, a jeden z funkcjonariuszy uderzył go w twarz.

Nie był to jedyny taki przypadek. Późniejsze śledztwo prowadzone przez prokuraturę wykazało, że wobec duchownego stosowano przemoc. Problemem okazało się jednak ustalenie, kto dokładnie za nią odpowiadał oraz czy pobicia doprowadziły bezpośrednio do jego śmierci. W materiałach śledczych pojawiały się informacje o funkcjonariuszach związanych z Wydziałem IV Komendy Wojewódzkiej MO w Radomiu, który zajmował się zwalczaniem Kościoła katolickiego.

Niewyjaśniona śmierć

Stan zdrowia ks. Kotlarza szybko się pogarszał. 15 sierpnia 1976 roku, podczas odprawiania mszy świętej, duchowny zasłabł. Następnego dnia został przewieziony do szpitala w Krychnowicach. Zmarł 18 sierpnia, mając zaledwie 48 lat. Sekcja zwłok jako przyczynę śmierci wskazała krwotoczne zapalenie płuc. Oficjalna wersja wydarzeń nie przekonała jednak wielu mieszkańców Pelagowa i osób, które znały duchownego. Już wtedy pojawiły się podejrzenia, że jego śmierć mogła mieć związek z wcześniejszymi represjami.

Komitet Obrony Robotników w swoim pierwszym komunikacie uznał ks. Kotlarza za jedną z ofiar represji po wydarzeniach Czerwca 1976. W listopadzie 1986 roku działacz opozycyjny Wojciech Ziembiński przygotował raport skierowany do prymasa Polski kard. Józefa Glempa, w którym stwierdził, że ksiądz nie zmarł śmiercią naturalną, lecz został zamęczony i zamordowany.

Sprawa śmierci duchownego była jednak przez lata bezskutecznie wyjaśniana. Śledztwo prowadzone w okresie PRL zakończyło się w marcu 1982 roku umorzeniem. Prokuratura uznała wówczas, że nie stwierdzono przestępstwa w związku ze śmiercią ks. Kotlarza. Po przemianach ustrojowych, w październiku 1990 roku, śledztwo zostało podjęte ponownie. Tym razem przesłuchano także byłych funkcjonariuszy SB. Postępowanie również zakończyło się umorzeniem.

W toku tego śledztwa uznano za bezsporny fakt stosowania wobec księdza przemocy. Nie udało się jednak wykazać związku przyczynowego między pobiciami a jego zgonem. Śledczy nie byli również w stanie wskazać wszystkich funkcjonariuszy odpowiedzialnych za przemoc. Z czasem pojawiały się jednak nowe świadectwa i dokumenty.

fot. PAP/Piotr Polak
fot. PAP/Piotr Polak

Szczególnie ważny okazał się materiał zebrany przez grupę uczniów z VI Liceum Ogólnokształcącego im. Jana Kochanowskiego w Radomiu, którzy przygotowywali pracę o ks. Kotlarzu. W ramach swoich poszukiwań dotarli do byłego milicjanta Jacka Nowakowskiego. Jego relacja pozwoliła śledczym ponownie przyjrzeć się okolicznościom wizyt funkcjonariuszy na plebanii w Pelagowie. Później sprawą zajmował się także pion śledczy Instytutu Pamięci Narodowej.

Analiza materiałów archiwalnych pokazała, że sprawa księdza Kotlarza miała dla aparatu bezpieczeństwa znacznie większe znaczenie, niż mogłoby się wydawać. Funkcjonariusze SB nagrywali jego kazania, sporządzali meldunki dotyczące jego wypowiedzi, a jego działalność była omawiana na szczeblu kierownictwa radomskiej milicji.

Do dziś nie ma jednak prawomocnego rozstrzygnięcia, które pozwalałoby powiedzieć, że ks. Roman Kotlarz został zamordowany przez konkretnych funkcjonariuszy. Nie udało się też ostatecznie ustalić, czy obrażenia i pobicia, których doświadczył, były bezpośrednią przyczyną jego śmierci. Sprawę komplikują również wątpliwości dotyczące dokumentacji sekcji zwłok. Śledczy zwracali uwagę m.in. na brak pieczęci nagłówkowej i podpisu lekarza na protokole sekcyjnym oraz na relacje świadków, którzy przed hospitalizacją mieli widzieć na ciele księdza zewnętrzne obrażenia.

>>> Zakopana zostanie kapsuła czasu z kazaniami ks. Kotlarza, bohatera protestu robotniczego w czerwcu 1976 r.

Człowiek Czerwca

Ksiądz Roman Kotlarz zmarł 18 sierpnia 1976 roku. Trzy dni później odbył się jego pogrzeb w rodzinnych Koniemłotach. W uroczystości uczestniczyło około 40 duchownych i kilkuset wiernych. Dla wielu osób jego śmierć pozostawała symbolem tego, jak daleko komunistyczna władza była gotowa posunąć się w walce z tymi, którzy upominali się o prawa represjonowanych.

Dzisiaj ks. Kotlarz jest pamiętany przede wszystkim jako ksiądz związany z robotniczym protestem w Radomiu i jedna z najbardziej wyrazistych postaci Czerwca 1976 roku. Jego historia pokazuje również mechanizmy działania komunistycznego aparatu represji wobec duchowieństwa: od obserwacji i nagrywania kazań, przez rozmowy ostrzegawcze i naciski administracyjne, aż po fizyczną przemoc.

Wciąż pozostaje jednak pytanie, które nie doczekało się jednoznacznej odpowiedzi: co dokładnie wydarzyło się w ostatnich tygodniach życia ks. Romana Kotlarza i co było konkretnym powodem jego śmierci? Dokumenty zgromadzone przez IPN pokazują skalę represji, jakim był poddawany, ale nie pozwalają na pełne odtworzenie wszystkich wydarzeń. Dlatego sprawa duchownego z Pelagowa pozostaje jedną z niewyjaśnionych historii związanych z represjami po Czerwcu ‘76.

Obchody

W miniony weekend w diecezji sandomierskiej odbywały się uroczystości związane z rocznicą śmierci ks. Kotlarza. Rozpoczęły się od posadzenia pamiątkowego dębu, któremu nadano imię „Roman”. Drzewo ma przypominać kolejnym pokoleniom o życiu, kapłaństwie i świadectwie Sługi Bożego ks. Romana Kotlarza, a zarazem być znakiem pamięci o duchownym pochodzącym z Koniemłotów.

Symbolicznego posadzenia dębu dokonali biskup sandomierski Krzysztof Nitkiewicz oraz biskup radomski Marek Solarczyk. W wydarzeniu uczestniczyli przedstawiciele rodziny ks. Kotlarza, parafianie, samorządowcy oraz osoby pielęgnujące pamięć o kapłanie.

W Trablicach odsłonięto również deskal z wizeurnkiem Sługi Bożego.

Galeria (11 zdjęć)
Google News
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!

Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.

Czytałeś? Wesprzyj nas!

Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!

Zobacz także
Wasze komentarze