Fot. YouTube/Sony Pictures Entertainment

Hubert Piechocki: lekarz z autyzmem [RECENZJA]

7 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Świat w ostatnich tygodniach żyje tematami medycznymi i pewnie niektórzy z nas mogą mieć już ich dosyć. Ja jednak nie poddaję się i chcę zachęcić do obejrzenia serialu medycznego „Good Doctor”. Przede wszystkim dlatego, że nie jest to tylko obraz przedstawiający kolejne przypadki medyczne i lekarzy, którzy próbują wyleczyć pacjentów. To także, a może przede wszystkim, ważny głos w sprawie funkcjonowania w społeczeństwie osób ze spektrum autyzmu. 

fot. YouTube

Seriale medyczne to jeden z gatunków chętniej oglądanych przez widzów. Realizowane są na całym świecie. Ich fabuła z jednej strony skupia się na przypadku/przypadkach odcinka, a z drugiej strony na wątkach poszczególnych lekarzy, pielęgniarek i innych głównych bohaterów. Już w czasach PRL-u można było śledzić choćby tak popularny w Polsce czeski serial „Szpital na peryferiach”. Kto z nas też nie słyszał o „Na dobre i na złe” – serialu, który już od ponad 20 lat z powodzeniem wprowadza nas w tajniki medycyny. Lekarze przychodzą, odchodzą, a szpital w Leśnej Górze wciąż trwa. Ja dziś chcę zachęcić do obejrzenia znacznie młodszego serialu medycznego –Good Doctor”, którego trzeci sezon właśnie się zakończył.

Przeczytaj o akcji polskich lekarzy >>> „Pod kombinezonem jest człowiek” – medycy nie zgadzają się na hejt [WIDEO]

Fot. YouTube/Sony Pictures Entertainment

Nietuzinkowi medycy 

Niegdyś przez kilkanaście lat mogliśmy śledzić „Ostry dyżur” – a właściwie przede wszystkim perypetie pracowników County General Hospital w Chicago. Obecnie od lat wierni widzowie towarzyszą „Chirurgom”, pracującym w Seattle. Na ogromne zainteresowanie tymi produkcjami wpływ mieli niesztampowi bohaterowie. Widzowie ich pokochali i to właśnie dla nich przede wszystkim oglądali (czy nadal oglądają) te produkcje. To właśnie w ciekawych bohaterach tkwi sukces wielu seriali medycznych (nawet „Na dobre i na złe” obecnie ogląda się np. po to, by śledzić losy profesora Falkowicza, w którego genialnie wciela się Michał Żebrowski). Były nawet seriale medyczne, które były oparte o bardzo wyrazistą, główną postać. W latach 90. zachwycaliśmy się niezwykłą „Doctor Quinn”, która przyniosła medycynę na amerykański Dziki Zachód (to zresztą świetny serial nie tylko medyczny, ale łączący w sobie wiele gatunków, na czele z westernem). Całkiem niedawno uwielbialiśmy też Dr. House’a. Zgryźliwy, złośliwy, ale wielu nie potrafiło sobie odmówić spotkania z kolejnym odcinkiem jego przygód. Tę listę można uzupełnić właśnie o nadawany obecnie serial „Good Doctor”. Produkcja amerykańskiej stacji ABC miała premierę w 2017 r. I opiera się właśnie na niezwykłym, zaskakującym głównym bohaterze – Shaunie Murphym.

Autysta w kitlu 

W czym tkwi niezwykłość Shauna? W tym, że zdiagnozowano u niego spektrum autyzmu, a jednocześnie zespół sawanta (jest geniuszem). Nie da się ukryć, że społecznie podchodzimy do osób ze spektrum autyzmu bardzo nieufnie, odbieramy takich ludzi jako „dziwnych”, „nieprzystosowanych”. I w ten sposób przyczyniamy się do ich jeszcze większego wyobcowania społecznego. Tym bardziej pewnie niełatwo nam sobie wyobrazić lekarza, ba – chirurga, który byłby autystą. A Shaun to właśnie młody lekarz, który rozpoczyna swoją przygodę z praktykowaniem medycyny w szpitalu w San Jose w Kalifornii. Już ten fakt powinien nas zachęcić do śledzenia losów Shauna. Bo serial ten udowadnia nam, że przyczepianie komuś łatek (np. „ma autyzm, więc nie powinien być lekarzem”) jest zwyczajnie krzywdzące i dyskryminujące. Każdy człowiek ma jakieś ograniczenia, w czymś niedomaga. Albo w czymś działa „nienormalnie”. I to nie znaczy, że z tego powodu ma być skreślony. Także autyzm nie może być powodem do wykluczenia społecznego. Autyści bardzo wiele mogą dać społeczeństwu – ale ważne, żeby to społeczeństwo było na nich otwarte. Shaun dostaje swoją szansę i zostaje rezydentem na chirurgii. Realizuje też w ten sposób swoje marzenie.

Fot. YouTube/Sony Pictures Entertainment

To nie jest sielankowa opowieść 

Skoro głównym bohaterem serialu medycznego jest lekarz z autyzmem, to można pomyśleć, że pewnie wszystko sprowadza się do tego, żeby pokazać go ostatecznie jako skazanego na sukces. Że „autyzm nie jest żadną przeszkodą w uprawianiu medycyny i byciu genialnym lekarzem”. Nic bardziej mylnego – i właśnie w tym tkwi chyba największy atut serialu. Bo Shaun, owszem, jest genialnym lekarzem, zwłaszcza diagnostą, choć powoli dostaje już coraz więcej zadań chirurgicznych. Ale bycie genialnym lekarzem nie jest wolne od problemów związanych z autyzmem. W tej amerykańskiej produkcji już od trzech sezonów obserwujemy bowiem zmaganie się Shauna ze swoim „niedopasowaniem”. Bo mu nie wszystko wychodzi, bo on nie zawsze społecznie daje radę. Młodemu chirurgowi nadal zdarza się ponieść życiową porażkę – zwłaszcza w relacjach interpersonalnych. Nie wytrzymuje jakiegoś napięcia, zwyczajnie sobie nie radzi. I to jest siła tego serialu, który rzeczywiście pokazuje, jak bardzo ważna jest życiowa walka, którą podejmujemy każdego dnia. Bo Shaun, choć czasem mu coś nie wyjdzie, to tę walkę podejmuje. Codziennie na nowo. I, co najważniejsze, nie chce ulgowego traktowania. Jest lekarzem – takim samym jak inni, także ci bez autyzmu. A życie lekarzy bez autyzmu, jak się okazuje, też nie jest wolne od porażek, problemów, niedomagań, niedopasowań. Bo takie jest przecież życie.

Fot. YouTube/Sony Pictures Entertainment

Zobacz też >>> Do Franciszka podeszła dziewczynka z autyzmem. Reakcja papieża była niezwykła [WIDEO]

 „Przy tobie staję się lepszym człowiekiem” 

Bardzo wartościowe jest też pokazanie sfery prywatnej bohaterów. Widzimy jak Shaun, ale też inni lekarze, zmaga się ze swoimi uczuciami. Bo znowu, podchodząc stereotypowo do autyzmu, odbieramy autystykom całą sferę uczuciowości. Traktujemy ich jak ludzi bez uczuć i emocji. Tymczasem, oni czują, choć mogą mieć problem z klasycznym wyrażaniem tych uczuć. Shaun też się zakochuje, przeżywa zresztą również  wiele innych uczuć. Buduje relacje z innymi ludźmi, i choć na pierwszy rzut oka jego metody mogą wydawać się trochę dziwne – to są skuteczne. Bo Shaun naprawdę zdobywa przyjaciół, którzy go wspierają, ale potrafią też powiedzieć, gdy coś jest nie tak. I Shaun zdobywa miłość. Zresztą, szeroko rozumianą miłość.

Fot. YouTube/Sony Pictures Entertainment

Podobne perypetie dotykają też pozostałych medyków. To właśnie na doskonale napisanych głównych bohaterach opiera się sukces tego serialu (i na aktorach, którzy wcielają się w poszczególne role – na czele z Freddiem Highmore, który fenomenalnie radzi sobie z rolą chirurga z autyzmem). Owszem, przypadki medyczne są bardzo ciekawe i z zainteresowaniem się je ogląda. Ale przede wszystkim śledzi się losy bohaterów i się im kibicuje. I przeżywa się z nimi piękne, dobre, ale też i te trudne chwile. Obserwujemy ich emocje i reakcje na to, co przynosi im życie. I wiele się od nich uczymy. Wszak ten serial uzmysławia nam, że każdy człowiek jest bardzo wartościowy i każdy może nas czegoś nauczyć. To przy drugim człowieku zmieniamy się, stajemy się bardziej otwarci. W trzecim sezonie to właśnie w kierunku Shauna padają bardzo ważne słowa: „Przy tobie staję się lepszym człowiekiem”. I to jest chyba sens tej opowieści – dzięki każdemu możemy stać się lepsi. Trzeba tylko chcieć. Trzeba być otwartym na drugiego i wziąć w nawias jego ewentualne ograniczenia czy „dziwactwa”. Potraktować go jak człowieka. Shaun to rzeczywiście dobry lekarz

Przeczytaj też >>> Bo zdrowi chorych potrzebują

Fot. YouTube/Sony Pictures Entertainment

 

Zobacz także
Wasze komentarze