fot. unsplash

List do dewotki

3 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Dewotka według „Słownika Języka Polskiego” to kobieta manifestacyjnie religijna. To też kobieta, którą co niedzielę spotykam na mszy świętej. Dlatego też postanowiłam napisać do niej list. 

Szanowna Dewotko! 

Być może mnie nie kojarzysz, ale Ciebie za to kojarzy większość parafian. Przecież jesteś w radzie parafialnej, prawie codziennie uczestniczysz we mszy świętej, a gdy proboszcz organizuje wycieczkę – to u Ciebie również można się na nią zapisywać. Gdy wikary obchodzi pięciolecie swoich święceń kapłańskich, to Ty składasz mu życzenia. Trudno więc Cię nie znać. 

Ale, choć pewnie nawet nie zdajesz sobie z tego sprawy, wielu osobom zapadłaś też w pamięć z innego powodu. Doskonale pamiętam bowiem, kiedy w tamtym roku podczas wigilii paschalnej nie ustąpiłaś miejsca w ławce kobiecie w zaawansowanej ciąży. Bo obok Ciebie siedziała Twoja torebka. Siedziała tak całą mszę, a kobieta podczas kazania musiała wyjść z kościoła, bo nie była w stanie dłużej stać.  

>>> „Ciąża to nie choroba”, czyli po co są kasy pierwszeństwa

Fot. Pexels

Trudno mi też zapomnieć sytuację, kiedy to po jednej z mszy podeszłaś do młodego małżeństwa i powiedziałaś, że może lepiej niech następnym razem nie zabierają do kościoła swojej córeczki, bo Ty „już masz dość wysłuchiwania jej darcia”. Szkoda tylko, że nie pamiętałaś o tych słowach, kiedy to postanowiłaś wziąć na mszę swojego kilkuletniego wnuka, który podczas kazania cały czas biegał wśród ławek ze swoimi maskotkami i przeszkadzał innym. 

I może nawet nie wiesz, ale ostatnio, gdy moja mama spotkała Cię w sklepie, to słyszała, jak ze swoją siostrą obgadywałyście naszą sąsiadkę. Tak, droga Dewotko, ona chodzi już czwarty rok w jednym płaszczu. Bo nie stać jej na nowy.  

Muszę też przyznać, że naprawdę jestem pod wrażeniem Twojej wiedzy na temat mody i najnowszych trendów. Niesamowite jest również to, że aż tak bardzo potrafisz się skupić na dwóch rzeczach jednocześnie. Bo chociaż ja po zakończeniu mszy nawet nie pamiętam, w co była ubrana osoba przede mną, Ty nie tylko wiesz, że moja sąsiadka kilka lat z rzędu nosi ten sam płaszcz, lecz także zwróciłaś uwagę mojej przyjaciółce, że do kościoła nie powinna ubierać sukienek odsłaniających kolana. To rzeczywiście cenna uwaga. I mam nadzieję, że nie będziesz zła, kiedy nieco zainspiruję się Twoim stylem i, tak jak Ty, też przyjdę na mszę w koszulce z napisem „Fuck rules”. A, jednak nie. Przepraszam. Zapomniałam, że wiem, co to znaczy i jednak źle bym się w niej czuła tak blisko ołtarza i Jezusa.  

>>> Czy możliwa jest czułość poprzez kłótnię [RECENZJA]

msza święta

Fot. cathopic

Czuję też się źle teraz, gdy piszę ten list. Bo nie potrafię zrozumieć, jak można jednocześnie żyć tak blisko Boga i tak bardzo przeczyć temu swoim zachowaniem. Bo trudno mi pojąć, że można być pobożnym tylko na pokaz. Siedzieć w kościele w pierwszej ławce, chodzić co miesiąc do spowiedzi, a po mszy obgadywać innych parafian lub od kilku miesięcy być obrażonym i nie odzywać się do swoich dzieci. Trudno mi pojąć, jak można być dewotką. 

Z pozdrowieniami i nadzieją, że to przeczytasz, 

dziewczyna w ciąży z wigilii paschalnej, młode małżeństwo z płaczącym dzieckiem, sąsiadka chodząca od czterech lat w jednym płaszczu, moja przyjaciółka w sukience odsłaniającej kolana, twoja córka, od której już od października nie odbierasz telefonów i ja – dziewczyna z tej samej parafii. 

Zobacz także
Wasze komentarze