fot. br. Jakub Król OMI
Lubliniec: o. Antoni Lesz OMI świętował setne urodziny. „Święty Antoni znalazł mi drogę”
W Parafii św. Stanisława Kostki w Lublińcu świętowano setne urodziny o. Antoniego Lesza OMI, seniora miejscowej wspólnoty oblackiej i obecnie najstarszego członka Polskiej Prowincji Zgromadzenia Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej. Uroczystej mszy świętej dziękczynnej przewodniczył o. Wojciech Popielewski OMI, prowincjał polskiej prowincji, który wygłosił także okolicznościową homilię.
W uroczystości uczestniczyli współbracia z lublinieckiego klasztoru, z o. Bernardem Briksem OMI, superiorem domu zakonnego w Lublińcu na czele, parafianie, przyjaciele jubilata oraz o. Damian Kopyto OMI, superior Delegatury Francja-Beneluks. To właśnie z tą delegaturą przez wiele lat związany był o. Antoni, posługując duszpastersko poza granicami Polski. Jak wskazują współbracia o. Antoniego i parafianie, pomimo ukończonych stu lat, nadal pozostaje aktywny. Co jakiś czas głosi kazania w kościele parafialnym podczas niedzielnej mszy świętej o godz. 7.00, posługuje w konfesjonale, a każdego roku samodzielnie wyjeżdża do Francji i Belgii, odwiedzając miejsca oraz wspólnoty związane ze swoją wieloletnią posługą.

Dziewięćdziesiąt lat z oblatami
Antoni Lesz OMI urodził się 13 czerwca 1926 r. Sam jubilat wskazuje tę datę jako dzień związany z Matką Bożą Fatimską oraz św. Antonim, patronem rzeczy zagubionych i poszukiwanych. – Moją liczbą szczęśliwą jest trzynastka. To jest dzień Matki Bożej Fatimskiej. To jest dzień świętego Antoniego, patrona od rzeczy poszukiwanych. I on mi właśnie znalazł drogę. Drogę prostą, która mimo różnych skrzyżowań i okrążeń doprowadziła do dnia dzisiejszego – mówił jubilat podczas uroczystości.
Z oblatami zetknął się jako dziecko. Wspominał, że jego ojciec był człowiekiem głęboko religijnym i zabierał go do oblackiego klasztoru na mszę świętą. Początkowo, jak sam przyznał z uśmiechem, wolałby jeszcze pospać, ale później zaczął chodzić chętnie.

Szczególne miejsce w jego wspomnieniach zajmuje bł. Józef Cebula OMI, męczennik II wojny światowej. Ojciec Antoni widział go jako dziecko przy ołtarzu i słyszał, jak ludzie mówili o nim: „ten święty ojciec”. Sam jubilat przyznał, że nie wszystko wtedy rozumiał, ale coś w nim pozostało. – Jakaś mała strzałka utknęła we mnie i mnie już więcej nie opuściła. Nawet w suchych latach okupacji – wspominał.

Kiedyś najmłodszy, dziś najstarszy w prowincji
Do junioratu oblackiego trafił jako dwunastoletni chłopiec. Ojciec Wojciech Popielewski OMI, prowincjał, przypomniał w homilii, że o. Antoni był wtedy najmłodszym członkiem polskiej prowincji, a dziś, świętując setne urodziny, jest jej najstarszym członkiem. Wojna przerwała jego formację, ale nie odebrała mu pragnienia życia zakonnego. – Jestem szczęśliwy, bo dziewięćdziesiąt lat mam łączność ze zgromadzeniem misjonarzy oblatów – mówił z kolei szacowny jubilat. .
W homilii ojciec prowincjał podkreślił, że źródłem pokoju, radości i duchowej świeżości jubilata jest dobrze rozpoczęta relacja z Bogiem. Nawiązując do słów św. Joanny de Chantal, mówił, że jeśli człowiek chce dobrze zakończyć swoją „przygodę z Bogiem”, powinien ją dobrze zacząć.

W życiu o. Antoniego – wskazywał o. Popielewski – od początku można dostrzec znaki Bożego prowadzenia: religijną rodzinę, spotkanie z oblatami, osobę bł. Józefa Cebuli OMI, patrona i datę urodzin. Ale równie ważna była odpowiedź samego jubilata. – Bóg dobrze zaczął przygodę z nim i ojciec Antoni dobrze zaczął przygodę z Bogiem – mówił o. Popielewski.
Poświęcić się bezinteresownie na rzecz zbawienia bliźnich
Prowincjał odwołał się do Ewangelii z dnia, opowiadającej o powołaniu św. Mateusza. Pokazał, że powołanie nie jest tylko zewnętrznym wezwaniem, ale także pytaniem o to, czego człowiek naprawdę szuka. W tym kontekście przywołał dokumenty z życia o. Antoniego. W prośbie o dopuszczenie do pierwszych ślubów zakonnych z 21 czerwca 1949 r. młody Antoni pisał, że pragnie zostać członkiem zgromadzenia i „poświęcić się bezinteresownie pracy nad zbawieniem bliźnich”. Kilka lat później, prosząc o profesję wieczystą, pisał, że kieruje nim „chęć podobania się Bogu” i pragnienie poświęcenia się służbie Bożej.

Ojciec Antoni zdobył trzy dyplomy: z teologii, historii i literatury. Posługiwał jako duszpasterz młodzieży, chorych i osób w kryzysie uchodźczym. Po święceniach i kursie duszpasterskim pracował m.in. w Kędzierzynie, Bodzanowie, Frankfurcie oraz na kolejnych placówkach w Niemczech. W 1979 r. trafił do ówczesnej wiceprowincji polskiej we Francji, późniejszej Delegatury Polskiej Prowincji we Francji i Beneluksie. Tam przez wiele lat służył wiernym, wykorzystując swoje liczne talenty.
„Bóg wiedział, że może na niego liczyć”
Ojciec Popielewski porównał jubilata do Abrahama. Przypomniał, że stuletni Abraham nie stracił nadziei i nie uznał, że wszystko jest już za nim. Nazwał o. Antoniego „Abrahamem polskiej prowincji”, który swoim życiem pokazuje młodszym pokoleniom, że przed człowiekiem wierzącym zawsze jest jeszcze przyszłość.

Prowincjał zwrócił uwagę, że jubilat nie prosi dziś o „święty spokój” i nie mówi, że swoje już zrobił. W jednej z ostatnich rozmów, pytany o życzenia, miał odpowiedzieć, że prosi o dwie rzeczy: zdrowie i poprawne życie zakonne. Dodał przy tym: „bo to nie jest takie proste”.
– Jakie to jest niewiarygodnie piękne i jak tego potrzebujemy – mówił o. Popielewski. – Ten stulatek, ten Abraham polskiej prowincji, siedzi tu dzisiaj i trochę nas wszystkich zawstydza – dodał o. Popielewski.
Wdzięczność bez patosu
Po mszy świętej głos zabrał sam jubilat. Jego wypowiedź była prosta, osobista i pełna wdzięczności. Można było odczuć płynące ze słów doświadczenie oraz radość życia z Bogiem w powołaniu oblackim. Najpierw podziękował prowincjałowi za kazanie, przełożonemu domu za przygotowanie uroczystości, proboszczowi, wszystkim zaangażowanym, a także gościom i parafianom za obecność, modlitwę i życzliwość.

Następnie wrócił do własnej drogi powołania. Użył obrazu człowieka stojącego na szczycie wysokiej góry. Z takiego miejsca można zobaczyć piękny krajobraz, wspominać prace i osiągnięcia. Ale kiedy spojrzy się w dół, widać również przepaść i trud wspinaczki.
– To wdrapywanie się coraz wyżej jest coraz trudniejsze. Wiadomo, może jakiś kamyczek spaść na głowę, może noga się poślizgnąć, wszystko możliwe – mówił.
Z pokorą przyznał, że gdyby człowiek mógł zacząć od początku, może wiele rzeczy zrobiłby lepiej. Zarazem podkreślił, że jest szczęśliwy i wdzięczny za to, czego dokonał z łaską Bożą. – Chciałbym dzisiaj przy tej uroczystości złożyć Bogu podziękowanie za dar powołania –powiedział.

Na końcu podziękował Matce Najświętszej za opiekę wytrwałość w powołaniu, w posłudze dla Kościoła, chwały Bożej i wiernych. Po mszy świętej zaproszeni goście kontynuowali świętowanie przy wspólnym obiedzie oraz torcie, na którym napisano „100 lat ojca Antoniego”.

Setne urodziny o. Antoniego Lesza OMI stały się więc nie tylko okazją do złożenia życzeń, ale także świadectwem życia przeżywanego jako odpowiedź na Boże wezwanie. Życia, które nie zawsze było łatwe, ale zawsze wierne zakonnemu powołaniu.

































| Galeria (33 zdjęć) |
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!
Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.
Wybrane dla Ciebie
Czytałeś? Wesprzyj nas!
Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!
| Zobacz także |
| Wasze komentarze |





Wiadomości
Wideo
Modlitwy
Sklep
Kalendarz liturgiczny