fot. unsplash

Maciej Kluczka: nazwał mnie „egoistą” i miał rację…

4 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Gdy ktoś nas obrzuca wyzwiskami albo surowo ocenia i w dodatku robi to publicznie… to na pewno nie jest nam przyjemnie. „A niech się odczepi!”, „Mógłby przynajmniej nie przy wszystkich…” tak sobie zapewne wtedy myślimy. I ja tak miałem ostatnio w pociągu, ale tylko przez chwilę… 

Wszystko wydarzyło się jeszcze przed odjazdem. Na „pokład” wniosłem duży bagaż, zająłem swoje miejsce, a że było jeszcze trochę czasu do odjazdu, postanowiłem wyskoczyć po kawę na drogę. Moje miejsce było mniej więcej w połowie wagonu (otwartego, bez przedziałów), więc między miejscami i w korytarzu dość gęsto i często się kręciłem. W całym tym „ogarnianiu się” zapomniałem „ogarnąć” maseczki (obowiązkowej w takich miejscach w czasie epidemii). Była schowana w plecaku, bo wcześniej, na „wolnym powietrzu”, ją zdjąłem. W planach miałem ją założyć (w pojazdach komunikacji publicznej jest to przecież obowiązkowe), ale zanim zająłem miejsce, zapomniałem o tym. 

fot. EPA/ANTONIO BAT

Wtem… przy kolejnym moim przejściu usłyszałem mocno, głośne i stanowczo: „A gdzie maska?! Może mógłbyś ją założyć?”. Odpowiedziałem, że „już, już, już to robię, bo zapomniałem”. Mój współpasażer dodał rozgniewany: „Tu też są inni ludzie. Ty egoisto, ty egoisto…”. W miejscu tych trzech kropek padło przekleństwo. Stwierdziłem wtedy, że lekko przesadził. Zwróciłem uwagę, że z kolei on mógłby swoją uwagę ubrać w bardziej parlamentarne i przyjemne o poranku słowa. Gdy założyłem maskę na twarz, uspokoił się. Przeprosiłem i usiadłem. I się uśmiechnąłem. Dostałem po głowie i to przy świadkach! Zostałem nazwany egoistą! Nie godzi się! A może jednak?

>>> Papież: miłość to antidotum na podziały i egoizm

fot. EPA/ANTONIO BAT

Ubodło mnie to, ale jednocześnie w duchu rozbawiło. „Ten facet miał rację!” – pomyślałem. Obiecałem sobie wtedy, że już zawsze wchodząc do autobusu, tramwaju, metra czy pociągu – założę maskę. Tak samo przy wchodzeniu do sklepu, poczty, banku… Tak samo przy wejściu do kościoła. I choć nadal uważam, że epitety i wulgaryzmy mógł schować do kieszeni, to jestem mu wdzięczny za jedną podstawową rzecz. Przypomniał mi, dobitnie i skutecznie, że z zakładaniem maseczki mniej chodzi o bezpieczeństwo dla mnie, a bardziej o ochronę i odpowiedzialność za innych. 

>>> Franciszek: pytaj się, czy twoje serce nie jest zatwardziałe? Czy nie jest bryłą lodu?

Przypomniałem sobie przy okazji, że gniew, może być też słuszny, o czym niedawno pisaliśmy na naszym portalu. Przecież sam Jezus potrafił się po ludzku „wkurzyć”, gdy było to uzasadnione. Doszedłem do wniosku, że może i dobrze, że ów pasażer wyraził swoje oburzenie tak ostro, bo zapamiętałem tę sytuację na długo. Pomyślałem też, że choć epidemia niedługo może mieć wskaźnik poniżej 1 (zejście poniżej tego poziomu oznacza, że wygasa), a nowe zakażenia to już głównie lokalne ogniska, to przecież zagrożenie nadal jest realne i poważne. Po drugie, niektórzy mogą wirusa bać się szczególnie mocno. Mogą być przecież obciążeni innymi chorobami, dolegliwościami. W końcu, mogą też po prostu odczuwać silniejszy strach, lęk a ja powinienem – przebywając z nimi – to uszanować. Oczywiście moim podstawowym obowiązkiem jest stosowanie się do przepisów obowiązującego prawa, ale przecież nawet bez nich dobro drugiego człowieka powinno leżeć mi na sercu. Doszedłem do jeszcze jednego wniosku – gdy ktoś zwraca nam uwagę, zgłasza zastrzeżenia, nawet gdy robi to w sposób ostry, nawet gdy robi to zbyt ostro, spróbujmy zapytać samych siebie: „Może ma rację?”, „Może przesadził z emocjami, ale w istocie swojego przekazu myśli prawidłowo?”, „Może warto wyciągnąć z tego coś dla siebie?”. Jeśli emocje są przesadzone – poprośmy o ich wyciszenie, ale jednocześnie przeprośmy, gdy po prostu zrobiliśmy coś nie tak. 

fot. EPA/Julien de Rosa

Mówi się, że podróże kształcą. W tym wypadku tak rzeczywiście było! Wysiadając z pociągu, wysiadałem z silnym postanowieniem poprawy. Przecież nie chcę być egoistą! O nie! Niech już nikt nie będzie miał okazji, by mnie tak nazwać.  

Przeczytaj też >>> Hubert Piechocki: maseczka w kościele to wyraz troski o wspólnotę. Nie zdejmuj jej [KOMENTARZ]

Zobacz także
Wasze komentarze