Fot. PAP/EPA/YONHAP

Hubert Piechocki: maseczka w kościele to wyraz troski o wspólnotę. Nie zdejmuj jej [KOMENTARZ]

5 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Od poniedziałku zwiększył się limit osób, które mogą uczestniczyć we mszy świętej. Uzależniony jest teraz od powierzchni kościoła – jeden wierny na 15 metrów kwadratowych. Nie wszyscy stosują się jednak do zasad, których powinni trzymać się uczestnicząc w Eucharystii.

>>> Maciej Kluczka: dobrze jest wrócić do kościoła

We wtorkowy poranek po raz pierwszy od kilku tygodni udało mi się wziąć udział fizycznie we mszy świętej. Udałem się do jednego z poznańskich kościołów. Nie ukrywam, że większość uczestników liturgii stosowała się do wytycznych związanych z epidemią koronawirusa w Polsce – i bardzo dobrze. Zachowywali dystans (minimum dwa metry od drugiego wiernego) i mieli na twarzach maseczki. Niestety, większość nie oznacza „wszyscy”. Byli na liturgii tacy, którzy nie zasłonili ust i nosa maseczką (ewentualnie szalikiem, apaszką czy czymkolwiek innym). Mówiąc najprościej: nie zastosowali się obowiązujących zaleceń. Czyli: zadziałali przeciw wspólnocie, którą współtworzą.

Fot. PAP/EPA/YONHAP


Niewygodny obowiązek

>>> Hubert Piechocki: a myśmy się spodziewali…

Od minionego czwartku wszyscy zmagamy się z noszeniem maseczek. Jest to bardzo niekomfortowe – niewygodnie chodzi się z zasłoniętą twarzą, trudności sprawia nawet oddychanie. Ale takie są zalecenia – mamy się więc ich trzymać, by udało się jak najszybciej pokonać epidemię koronawirusa. Burzymy się, narzekamy, ale chodzimy w maseczkach po ulicy, w sklepie, na poczcie czy właśnie w kościele. Dostaliśmy jasny sygnał – w kościele wszyscy (poza celebransem) muszą mieć zasłonięte usta i nos, możemy je tylko odsłonić na czas przyjmowania Komunii Świętej.

Postawa antychrześcijańska

>>> Michał Jóźwiak: świat nieczynny z powodu awarii [FELIETON]

Pewnie niektórym się wydaje, że jak są w kościele, to mogą zdjąć tę maseczkę. Przecież nikt nie wejdzie na mszę z kontrolą i nie sprawdzi, czy wszyscy maja zasłoniętą twarz… A tym bardziej – nikt z braci i sióstr, którzy się z nami modlą – nie doniesie odpowiednim władzom… Przecież, to byłoby takie niechrześcijańskie… Nie, niechrześcijańskie to jest nienoszenie maseczki w kościele! Oczywiście, można być chojrakiem i uważać, że przecież mi się akurat nic nie stanie. Zwłaszcza, że statystyki jasno pokazują, że ryzyko nie jest duże. W takim razie – co się stanie, jeśli zdejmę na czas liturgii maseczkę… Nic się nie stanie… To jest bardzo egoistyczne podejście, skupia się na potrzebach jednostki. Tymczasem, rola maseczki jest zupełnie inna. Ona, owszem, ma chronić jej użytkownika, ale przede wszystkim ma chronić też wszystkich wokół.  Czyli – wspólnotę, którą w danym momencie tworzymy. Moja maseczka chroni innych przede mną – żebym ich nie zaraził. Jeśli jesteśmy na mszy świętej – to maseczka na mojej twarzy jest wyrazem mojej troski o wspólnotę zebraną w danym momencie. A jej brak jest znakiem braku szacunku względem tej wspólnoty. Może to mocne słowa, ale uważam, że muszą paść. Chodzi o to, by nie zarazić tego siedzącego w ławce obok. Tak niewiele potrzeba, by działać z miłością.

Fot. PAP/EPA/Aidan Crawley


Chodzi o miłość

>>> Modlitwa też może być zabobonem. Jak powstają zabobony i przesądy?

Nie zakładam, że ci, którzy nie mieli maseczki na sobie, zrobili to ze złej woli. Nie, tak najpewniej nie było. Daleko mi do takich teorii spiskowych. Ale ci ludzie nie zatroszczyli się o dobro pozostałych członków wspólnoty. Zresztą, maseczek brakowało nie tylko na twarzach kilku wiernych – nie miał jej też ministrant oraz siostra zakrystianka. A wytyczne są jasne – tylko celebrans nie musi mieć maseczki. Służba liturgiczna i inne osoby zaangażowane w liturgię muszą mieć zakrytą twarz. I naprawdę nie ma znaczenia to, że prawdopodobieństwo, iż w tym kościele modliła się akurat osoba zarażona SARS-CoV-2 jest bliskie zeru. Bo to nie chodzi o liczby – w tych maseczkach na naszych twarzach chodzi o miłość.

Tak się okazuje miłosierdzie

>>> Sebastian Zbierański: jak uwielbić zmartwychwstanie? Przeżyj drogę światła

Trwa Tydzień Miłosierdzia. Może więc okażmy miłosierdzie drugiemu właśnie w ten sposób – dbając o jego zdrowie. Trzymając się tych wszystkich zasad, które zostały na nas nałożone. Miłosierdzie to nie tylko wielkie, spektakularne działania. To przede wszystkim drobnostki dnia codziennego. Nośmy zatem te maseczki, choć są bardzo niewygodne. I trzymajmy się innych reguł w kościołach. Chociażby tej zachęty do przyjmowania Komunii Świętej na rękę. Niektóre kościoły wprowadziły jasną regułę – Komunia Święta udzielana jest w nich teraz tylko na rękę. Kto nie chce skorzystać z tego sposobu – zachęcony jest do Komunii duchowej. Uważam, że to bardzo rozsądne podejście. Gdy nie ma tak klarownego przekazu, to wierni są trochę zagubieni. Dlatego dzisiaj widziałem sporo osób, które przyjmowały Komunię do ust (w archidiecezji poznańskiej kapłan najpierw udziela Komunię przyjmującym ją na rękę, a potem do ust). Trochę mnie to zdziwiło – od ponad miesiąca zmagamy się z obostrzeniami i dość surowym reżimem sanitarnym. A wciąż są osoby, które przyjmują Komunię do ust. Nie czują zagrożenia? W jakiś sposób też jest to brak troski o wspólnotę, zwłaszcza o kapłana, którego przecież też możemy zarazić koronawirusem. Chyba jednak wciąż trzeba przypominać, że wirusy przenoszą się także w kościołach. Świątynia jest przestrzenią sacrum – ale to nie znaczy, że jest przestrzenią sterylną.

Fot. PAP/EPA/CHAMILA KARUNARATHNE


Roztropność

>>> Hubert Piechocki: przeżywam dziwne, zranione święta – a jednak dające nadzieję!

Troska o braci i siostry powinna nam szczególnie towarzyszyć w tych dniach. Wielu z nas nadal nie pójdzie na mszę świętą – by nie narażać siebie i swoich bliskich. Jeśli jednak pójdziecie – to zachowujcie się rozsądnie. Roztropnie – chyba właśnie cnoty roztropności nam teraz szczególnie potrzeba. Dbajcie o siebie i o wspólnotę – a wyrazem tej troski niech będzie ta zasłonięta twarz. To nie czas na brawurę, na duchowe chojractwo. To czas na trzymanie się zasad. Bo jeśli nie będziemy się ich trzymać, to może się okazać, że znów w liturgii będzie mogło wziąć udział tylko 5 osób. Albo nikt, bo kościoły zostaną zamknięte. A chyba nie o to nam chodzi?

Zobacz także
Wasze komentarze