fot. unsplash

Maciej Kluczka: wyjdź na pustynię. Tam spotkasz Boga

11 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

W czasie, gdy cały czas kościoły i parafie muszą wyznaczać limity osób, które mogą być w środku świątyni, zastanawiamy, się czym jest duchowa pustynia. Pustynia, na którą można i warto wyjść także w dużym mieście a nawet w mieszkaniu pełnym domowników. O tym, jak to zrobić rozmawiamy z Katarzyną Pszczółką ze wspólnoty Głos na Pustyni.  

Maciej Kluczka (misyjne.pl): Na czym polega wyjście na pustynię? Poszukiwanie przestrzeni, ciszy, spokoju jest obecne w duchowości wielu duszpasterstw. Wielu katolików tego poszukuje. Jak to u Was wygląda?

Katarzyna Pszczółka (Wspólnota Głos na Pustyni): „Głos na Pustyni” to nazwa, która pochodzi z księgi Izajasza (40, 3): „Głos się rozlega «Drogę dla Pana przygotujcie na pustyni, wyrównajcie na pustkowiu gościniec naszemu Bogu”. Tak później sam siebie nazywa Jan Chrzciciel i tak też mówi o nim Jezus. Dlatego Jan Chrzciciel to osoba, która wyznacza kierunek naszej wspólnocie i kierunek naszej misji. 

fot. unsplash

Do czego ona się sprowadza? 

Po pierwsze, Jan Chrzciciel wskazywał na Jezusa. Gdy zobaczył Go po raz pierwszy, powiedział: „To jest Baranek Boży” i wskazał na Jezusa. My też chcemy wskazywać na Jezusa, jako na Tego, który stał się dla nas Barankiem, który gładzi grzech świata. Jako na Pana i Zbawiciela. Po drugie, Jan Chrzciciel zapowiadał pierwsze przyjście Mesjasza. Nasza misja sprowadza się do przygotowania drogi na powtórne przyjście Chrystusa. Głos, który wybrzmiewa na pustyni „przygotujcie drogę Panu” to właśnie ten cytat z Księgi Izajasza. W praktyce to przygotowanie drogi na przyjście Pana chcemy realizować poprzez budowanie jedności Ciała Chrystusa, odkrywanie Jego żydowskich korzeni i praktyczne życie słowem Bożym. 

I to jest cel drogi chrześcijan – niebo. Wy na ten cel zwracacie szczególną uwagę.  

Naszym celem i nadzieją jest paruzja, czyli powtórne przyjście Jezusa na ziemię w chwale, żebyśmy już na zawsze mogli być z Nim twarzą w twarz. Wiemy o tym i modlimy się o to w czasie każdej Eucharystii. Ogłaszamy, że Chrystus umarł, zmartwychwstał i powróci. To jest dla nas bardzo ważne i kładziemy na to szczególny akcent. Z tego wypływa nasza ogromna nadzieja,  wiara w to, że Jezus wróci. 

Biskup Ryś (wtedy jeszcze biskup pomocniczy w Krakowie), asystent Wspólnoty o. Mariusz Orczykowski OFMConv oraz o. Grzegorz Siwek OFMConv, fot. Maciej Chudzikiewicz

Zdaje się, że my – katolicy – chyba niekiedy o tym zapominamy. Te słowa z Eucharystii traktujemy jako formułkę, „zmartwychwstanie” jako fakt historyczny, a „powtórne przyjście” jako coś, co na pewno za naszego życia się nie wydarzy, prawda?  

Zgadza się… Czasem nawet chcemy, aby powtórne przyjście nie wydarzyło się za naszego życia. A tymczasem Księga Apokalipsy kończy się zapewnieniem o powrocie Jezusa i nie jest to groźba, a obietnica! 

Ciągle przeżywamy czas wielkanocny. Co zrobić, by zmartwychwstanie Jezusa było dla nas Jego powrotem do naszego życia? Jego powtórnym przyjściem?  

Każdy dzień stawia przed nami takie wyzwanie, żeby na nowo zaprosić Jezusa do naszego życia, żeby nawet chwila nie minęła bez zaproszenia Jezusa do tego momentu. Święta Zmartwychwstania nam o tym przypominają. Ten czas przypomina nam, że Bóg nas tak bardzo kocha, że podjął decyzje, by wziąć na siebie nasze grzechy. Mimo, że On nie miał żadnego grzechu, to przyjął na siebie nasze grzechy i poniósł za nie śmierć. Jezus poniósł tę karę za nas po to, byśmy my mieli życie wieczne. Nie tylko umarł, ale i zmartwychwstał i żyje. Żyje i czeka na nasze zaproszenie. 

>>> Franciszek: wyłącz telewizor, otwórz Biblię

Otwarte spotkanie wspólnoty Głos na Pustyni, fot. Tomasz Fudaliński

Czy teraz nie jest jednak trudniej przyjąć tę prawdę? Czy w czasie, gdy udział w mszach świętych jest ograniczony, gdy codziennie czytamy i słyszymy o kolejnych ofiarach pandemii, ta prawda o życiu wiecznym i o żywym Jezusie nie wydaje się jakby daleka? Trudno dostępna?   

W Księdze Ozeasza prorok mówi o tym, że Bóg zaprasza nas na pustynię. Pustynia jest trudnym miejscem do życia. Może nam się wydawać, że ten trudny czas izolacji jest taką pustynią. Jednak abp Ryś mówił w czasie rekolekcji wielkopostnych o tym, że izolacja nie jest jeszcze pustynią, nie jest pustynią, na której Bóg mówi do naszego serca. Pustynia jest naszym wyborem. To my musimy podjąć decyzję, żeby dać się uwieść Bogu i dać się zaprowadzić na pustynię, a tam On będzie mówił do naszego serca. Jeśli w tym czasie będziemy słuchać Boga i tego, co On mówi do nas, co mówi w swoim słowie, co mówi do nas każdego dnia, wtedy będziemy w stanie przenieść nasz wzrok ze śmierci na życie. Czas wielkanocny przepięknie nam to pokazuje. W Wielki Piątek Jezus umiera, ale nie zostawia nas w tym miejscu. On trzeciego dnia zmartwychwstaje i przekierowuje nasz wzrok na życie. Ta prawda w trudnym czasie nie przestaje być aktualna, ale tym bardziej niesie nadzieję na to, że dla tych, którzy zaprosili Jezusa do swojego życia po Wielkim Piątku zawsze następuje Niedziela Zmartwychwstania.

Wspólnota Głos na Pustyni wraz z Przyjaciółmi podczas obozu wakacyjnego fot. Maciej Chudzikiewicz

Czyli pustynia nie może być przymusową izolacja. To musi być wybór, nasze dobrowolne wyjście na pustynię.  

Bóg nigdy nas do niczego nie zmusza, On nas zaprasza. Oferuje nam życie, zaprasza nas, byśmy to życie wybrali i tak samo nas zaprasza do wyjścia na pustynię. My możemy ją wybrać, ale nie musimy.  

A czym ta pustynia jest? Na czym polega życie na pustyni, wyjście na pustynie w 2020 roku? Zapewne nie chodzi o życie monastyczne, a przynajmniej nie jest to jedyna droga na pustynię.  

Dla każdego pustynia będzie oznaczała coś innego. W tym czasie wielu z nas zostało odartych z tego, co działo się na co dzień w ich życiu. Jesteśmy w zupełnie nowej sytuacji, musimy się w niej odnaleźć i dobrze jest w tym wszystkim skierować wzrok na Boga. Myśląc o pustyni, myślę o tym, by nastawić nasze serce na słuchanie Boga i to w Nim szukać źródła, w Nim szukać odpowiedzi. 

Przeczytaj też >>> Niespodziewanie znaleźliśmy się na pustyni. Pan daje nam ten czas, by „otrząsnąć nas z odrętwienia”  

W tym czasie wielu z nas zamieniło miejsce modlitwy z kościołów wypełnionych po brzegi wiernymi na kościoły, w których wiernych jest mniej lub na domowe zacisze. Czy wtedy wyjście na pustynię jest łatwiejsze? Czy jednak, gdy ktoś nie miał nigdy takiego doświadczenia, to trudno jest wejść w taką bliską intymną relację z Ojcem?  

Na pewno trudniej jest osobom, które nie miały wcześniej doświadczenia modlitwy osobistej. Nie jest to jednak niemożliwe. Jesteśmy w bardzo różnych sytuacjach. To wielka wartość wspólnoty, ponieważ możemy dostrzegać tę różnorodność sytuacji, w jakich się znaleźliśmy i różnorodne wyzwania, wobec których stajemy. Są osoby, które w tym czasie siedzą same w mieszkaniach, które zostały w nich niejako uwiezione. Są osoby, które nie są same, ale w małych przestrzeniach spędzają czas z całą rodziną, nie mają gdzie się skupić. Jednak nie chodzi o to z jakim wyzwaniem musimy się zmierzyć. Bóg, nasz dobry Tata, zna naszą sytuację, zna wyzwania z jakimi  każdy z nas się mierzy i patrzy na nasze serce. Jeśli wśród tych trudności i wyzwań będziemy Go szukać, będziemy Go potrzebować, będzie widział że wzrasta nasza tęsknota za Nim, to będzie na tę tęsknotę odpowiadać. Jeśli ktoś nie ma doświadczenia osobistej modlitw a chciałby ten właśnie czas wykorzystać na to by szukać Boga, to zapraszamy do kontaktu. Można do nas pisać, na nasz adres mailowy, chętnie poprowadzimy w modlitwie, przekażemy rady czy pomocne lektury. 

o. Mariusz Orczykowski OFMConv – asystent Wspólnoty, fot. Anna Zając

Co zrobić, by skupić się na modlitwie? W miejscu, w którym jesteśmy? W tym domu, w którym mieszkamy, pracujemy zdalnie, opiekujemy się dziećmi? Jak wykorzystać ten czas modlitwy w domu, kiedy nie możemy fizycznie uczestniczyć we mszy świętej? 

To bardzo ważne pytanie. Często lubimy się skupiać na tym, czego nam brakuje, czego nie mamy, a nie na tym co mamy. A mamy bardzo wiele. Także w tym czasie. W nas, w chrześcijanach, w ludziach wierzących, którzy kochają Jezusa żyje Duch Święty. To św. Paweł mówi, że jesteśmy świątynią Boga i Duch Boga w nas mieszka. Duch Boży został nam dany też po to, by objaśniać słowo Boże. Myślę, że w tym czasie warto, przed lekturą Pisma Świętego, poprosić Ducha Świętego o pomoc, by to słowo dotknęło nas tak bardzo osobiście. Warto przeczytać teksty liturgii proponowane na konkretny dzień. W okresie wielkanocnym warto wrócić do tekstów z liturgii wigilii paschalnej. Czytając Księgę Wyjścia odpowiadać sobie na pytania, czym był baranek paschalny dla Izraelitów? Co to oznacza, że Jezus jest Barankiem paschalnym? Co to dla mnie oznacza, że Jezus umarł jako Baranek paschalny? Co to dla mnie osobiście oznacza, że Jezus zmartwychwstał? Czy Jego zmartwychwstanie ma jakieś znaczenie dla mojego życia dzisiaj? Jest taki święty w Kościele prawosławnym – Serafin z Sarowa. Pisał o nim w swojej książce „Życie w Chrystusie” o. Raniero Cantalamessa – rekolekcjonista papieski. Napisał, że Serafin spędził 10 lat w odosobnieniu, w lesie i kiedy wrócił do życia pośród ludzi, to wszystkich spotkanych pozdrawiał w uniesieniu: „Radości moja, Chrystus zmartwychwstał”. To pokazuje, że możemy odnaleźć sens zmartwychwstania dzisiaj właśnie wtedy, kiedy nastawimy się na słuchanie Boga w odosobnieniu. Bóg zawsze widzi nasze serce, widzi nasze pragnienie bycia z Nim i będzie na nie odpowiadać.  

Czyli: otworzyć serce, pragnąć Jego głosu, słuchać podszeptów Ducha Świętego? Czy dobrze też ustalić sobie regularne, stałe godziny modlitwy? 

Plan jest ważny i dyscyplina modlitewna też jest bardzo ważna. Wtedy modlitwa nie staje się zależna od naszego nastroju, łatwiej jest wtedy regularnie znajdować czas i miejsce na słuchanie Boga. By słuchać Go w Słowie, w autorytecie Kościoła. Ale ważne też jest, aby nie pozostać tylko na słuchaniu biernym, ale by to co słyszymy poddawać refleksji i zadawać sobie pytania  o to, co to dla mnie oznacza osobiście. Do czego mnie to słowo wzywa, do czego zaprasza, co mi obiecuje.

Przeczytaj też >>> Abp Ryś: zmartwychwstanie Jezusa nadaje sens naszym działaniom

Spotkanie ewangelizacyjne w parafii pw. św. Brata Alberta w Krakowie, „Od Nowa” – spotkanie było zwieńczeniem Kursu LTC dla Liderów Wspólnot Charyzmatycznych fot. Rafał Widzisz

Jak wygląda życie waszej wspólnoty? 

Mamy rytm miesięczny i postaraliśmy się o to, by mimo pandemii nie redukować tego, co robimy. By, jeśli tylko się da, zachować ten rytm. Otwarte spotkania naszej wspólnoty odbywają się  2, 3 razy w miesiącu i może na nie przyjść każdy. Jesteśmy wspólnotą  ekumeniczną, dlatego przychodzą do nas chrześcijanie rożnych denominacji. Zapraszamy wszystkich. Na ten moment działamy tylko w Krakowie. Raz w miesiącu widzimy się na zamkniętym spotkaniu wspólnoty, by razem się modlić, wielbić Boga, słuchać Jego Słowa i formować się wspólnotowo. Prowadzimy też formację w małych grupach, spotykając się w domach. Obecnie każdy rodzaj spotkań przenieśliśmy do sieci. Spotkania otwarte transmitowane są przez naszą stronę w mediach społecznościowych. Gdy zaczęła się izolacja, to obudziło się w nas ogromnie pragnienie, by razem się modlić o zakończenie epidemii. Spotykaliśmy  się codziennie o 20:30 (tak, jak zapraszali nasi hierarchowie) na modlitwie.  Niekiedy modliliśmy się równocześnie w swoich domach, niekiedy dodatkowo łączyliśmy się poprzez transmisję online. Obecnie włączyliśmy się wraz z wieloma wspólnotami w Polsce w ogólnopolskie czuwanie modlitewne przed Zesłaniem Ducha Świętego. Każdego dnia inna wspólnota prowadzi transmisję modlitwy o nowe wylanie Ducha Świętego. 

Zobacz także
Wasze komentarze