Fot. cathopic.com

Mamy od Boga kartę bez limitu

5 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Eucharystia, czyli cotygodniowe, niedzielne spotkanie wspólnoty Kościoła. No właśnie, dlaczego tylko niedzielne? Może czas pójść w głąb i przyjść na mszę świętą w tygodniu? Przecież nie musimy ograniczać się wyłącznie do niedzielnej liturgii!

Oczywiście, dla niektórych wciąż problemem jest regularna obecność na niedzielnej Eucharystii. I jeśli tak jest – to tę sferę należy niezwłocznie uporządkować. Wszak, choć nie lubię używać tego słowa w kontekście spotkania z Bogiem, to jednak udział (i to aktywny – nie tylko ciałem, ale i duchem) w niedzielnej mszy świętej jest obowiązkiem katolika. Nie przyjdziesz na Eucharystię (bez ważnego powodu, który by tę nieobecność usprawiedliwiał) – popełniasz grzech ciężki. Wielu z nas nie ma jednak problemu z niedzielną liturgią – idziemy na nią chętnie, niektórzy się nawet przygotowują (np. czytają w domu niedzielne czytania), a potem aktywnie w niej uczestniczymy. I wychodzimy z kościoła, by… na tydzień zapomnieć o obecności w nim.

Fot. cathopic.com

Nie korzystamy z daru

>>>Bóg napisał do Ciebie list miłosny. Przeczytasz?

Tymczasem, msze święte w kościołach odprawiane są nie tylko w sobotnie wieczory i w niedziele – ale przez cały tydzień. Żyjemy w kraju, w którym wciąż możemy cieszyć się właściwie z nielimitowanego dostępu do Eucharystii. W dużych miastach nawet w tygodniu możemy właściwie o każdej porze dnia pójść na mszę świętą, bo w którymś kościele akurat celebrowana jest liturgia. W mniejszych miejscowościach może nie ma aż tak wielu czasowych możliwości, ale w każdej świątyni przynajmniej raz dziennie odprawiana jest msza święta. Dlaczego zatem nie korzystamy z tego ogromnego daru częściej niż tylko w niedziele? Możemy każdego dnia karmić się Ciałem i Krwią Chrystusa. A my tymczasem zachowujemy się tak, jakbyśmy pościli od tego daru – przystępujemy do stołu Pańskiego raz w tygodniu. Gdyby ktoś otworzył pod naszym domem świetną kawiarnię z najlepszą kawą i genialnymi słodkościami i wręczył nam kartę stałego klienta, która pozwala na darmową kawę i ciasto każdego dnia, to czy byśmy ograniczyli się do wizyty raz w tygodniu? Wątpię. Obserwuję zachowania własne i innych i jakoś trudno mi uwierzyć, że byśmy odpuścili taki gratis. Bylibyśmy tam codziennie. Albo i parę razy dziennie.

>>> Dlaczego „cicha” Msza św. też jest potrzebna?

Fot. cathopic.com

Bliżej Pisma

>>>Zawieść nie może. O nadziei [FELIETON]

A przecież Kościół daje nam właśnie taką ofertę – mamy od Boga taką kartę bez limitu. A sami sobie ten limit ustalamy… Liturgia w tygodniu jest według mnie wyjątkowa i warto z niej korzystać. Pozwala trochę inaczej spojrzeć na wiele spraw, choćby na… Pismo Święte! Przybywając na liturgię w tygodniu mamy okazję do śledzenia kolejnych ksiąg biblijnych, które czytane są na zasadzie lectio continua. Widzimy zatem, jak rozwija się historia poszczególnych postaci przedstawionych na kartach Pisma. Niedawno liturgia przywoływała opowieści o królu Dawidzie. I choć już je słyszałem i je czytałem – to znów przemówiły do mnie na nowo. I to dzięki tej obecności na liturgii w ciągu tygodnia.

Czasem…

>>>Jak być tatą noworodka i nie zwariować?

Msza święta w tygodniu pozwala też inaczej podejść do czasu i swoich codziennych zajęć. W niedzielę msza święta jest centralnym punktem dnia. W tygodniu mamy znacznie więcej obowiązków, zwłaszcza tych zawodowych, które nas na długi czas „wyrzucają” z domu. Dlatego na Eucharystię przychodzimy często mniej  przygotowani niż w niedzielę. Czasem zabiegani wpadamy na ostatnią chwilę (albo i w trakcie liturgii); czasem przychodzimy na mszę wymęczeni całym dniem pracy; czasem jesteśmy rozkojarzeni i zupełnie nie możemy się skoncentrować na akcji liturgicznej. Czasem… No właśnie, jeszcze dużo może być tych „czasem”. I bardzo dobrze. Bo liturgia w ciągu tygodnia uczy nas czegoś bardzo ważnego – że nie mamy dwóch różnych żyć: życia codziennego i życia duchowego. Profanum i sacrum. Jest jedno życie, w którym przenikają się te sfery. I Bóg na Eucharystii chce przyjąć nas w danym momencie naszego życia i dnia – z bagażem emocji, zmęczenia, a czasem nawet frustracji. Msza w ciągu tygodnia ma być, owszem, spotkaniem z Przyjacielem. Ale spotkaniem nieudawanym. Temu Przyjacielowi możesz powierzyć wszystko. Ten ból głowy, który towarzyszył Ci w pracy. Te uwagi, które mieli współpracownicy do Twojego projektu. I te złośliwości, którymi tak hojnie obdarzałeś dziś wszystkich wokół… Na mszy Bóg przyjmuje Ciebie w całości – niezależnie od tego czy masz dobry, gorszy, czy też nawet bardzo zły dzień.

fot. cathopic.com

Warto, ale…

>>>Religijność infantylna [FELIETON]

Nie chodzi o to, że teraz nagle każdy ma być na mszy świętej codziennie. Nie. Ale spróbujcie chociaż czasem przyjść na liturgię poza tym zwykłym trybem niedzielnym – na tyle, na ile jest to możliwe. Bo oczywiście mszy świętej w dzień powszedni nie możecie stawiać np. ponad dobro rodziny. Singlowi znacznie łatwiej więc przychodzić codziennie na Eucharystię niż ojcu czy matce. Jeżeli mielibyście decydować – zająć się dziećmi czy pójść na mszę – to bez dwóch zdań powinniście wybrać zajmowanie się potomstwem. Jeśli jedyne pół godziny, które jakiegoś dnia możecie znaleźć dla męża czy żony wypada akurat wtedy, gdy chcieliście pójść na mszę świętą – to też wybierzcie pielęgnowanie związku (choć można też połączyć dwie sprawy i pójść razem na ową Eucharystię). Msza święta w ciągu tygodnia to ogromne dobro, ale nie można traktować jej jako miejsca ucieczki od życia rodzinnego i swoich obowiązków. Ona ma je wspierać – i tylko wtedy będzie naprawdę owocna. Zatem – macie dziś wolną chwilę? To może zajrzyjcie do najbliższego kościoła na Eucharystię?

Zobacz także
Wasze komentarze