fot. unsplash

Michał Jóźwiak: wyzysk jest chorobą pracy. Lekarstwem na nią jest solidarność

5 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Kościołowi nie jest obojętne to, jak funkcjonuje światowa gospodarka i jaką rolę pełnią w niej konkretni ludzie. Jan Paweł II w swoim nauczaniu zwracał uwagę na godność człowieka i jego pracy.

Platon twierdził, że najniższe i najwyższe zarobki w danej społeczności muszą pozostawać w stosunku nie większym niż 1:6. Tymczasem współcześnie, w niektórych firmach i korporacjach, stosunek ten wynosi średnio 1:500, a czasem nawet 1:1000! Oznacza to, że szeregowi pracownicy zarabiają tysiąc razy mniej niż ich przełożeni. To nie są zdrowe proporcje. Według raportu ONZ około 40% majątku całej ludzkości znajduje się w rękach 1% mieszkańców naszej planety. I nie chodzi tutaj o same pieniądze, ale o wpływy, które ma na globalną gospodarkę garstka uprzywilejowanych ludzi. Zarabianie dużych pieniędzy nie jest niczym złym, ale pod warunkiem, że nie odbywa się to kosztem innych, a obecny system zbudowany jest nie na solidarności, a na wyzysku.

>>> Krew na metkach [MISYJNE DROGI]

Sprawiedliwe wynagrodzenie

Kwestią nierozerwalnie związaną z pracą jest wynagrodzenie za nią. Ktoś może powiedzieć, że spodziewanie się odpowiedniej pensji to znak obecnej w nas chęci posiadania, a może nawet zachłanności. Tak rzeczywiście może być, ale najczęściej tak nie jest. Oczekiwanie zapłaty za wykonaną pracę jest po prostu domaganiem się sprawiedliwości i szacunku wobec samego siebie.

„Sprawiedliwa płaca staje się w każdym wypadku konkretnym sprawdzianem sprawiedliwości całego ustroju społeczno-ekonomicznego, a w każdym razie sprawiedliwego funkcjonowania tego ustroju. (…) Za sprawiedliwą płacę, gdy chodzi o dorosłego pracownika obarczonego odpowiedzialnością za rodzinę, przyjmuje się taką, która wystarcza na założenie i godziwe utrzymanie rodziny oraz na zabezpieczenie jej przyszłości” – pisał Jan Paweł II w Laborem exercens.

Wynagrodzenie za pracę to nie zaspokojenie wyimaginowanej chciwości pracownika, tylko przyjęcie faktu, że poświęca on swój czas i energię pracodawcy po to, aby wypełnić swoje podstawowe zadanie, czyli aby zatroszczyć się materialnie o swoją rodzinę. Odmawianie pracownikowi sprawiedliwej zapłaty, czy wymaganie, aby pracował poza godzinami swojej pracy za darmo, jest w gruncie rzeczy okradaniem go z życia rodzinnego lub po prostu prywatnego. Głowa rodziny nie pracuje de facto dla własnego zysku, ale właśnie dla zapewnienia podstawowych potrzeb swoim najbliższym. Czas wolny ma natomiast służyć wspólnemu odpoczynkowi i budowaniu rodzinnych relacji.

>>> Egoizm zabija nas i naszą planetę [ROZMOWA]

Wyzysk jest chorobą pracy

Kolejnym tematem, który podejmował w swoim nauczaniu Jan Paweł II była praca, ale w kontekście społecznym, globalnym. Chodzi także o problem wyzysku, czyli sytuacji, w której rozwój i budowanie dorobku jednych odbywa się kosztem drugich.

„Współpraca nad rozwojem całego człowieka i każdego człowieka jest bowiem obowiązkiem wszystkich wobec wszystkich, i powinna zarazem być powszechna w całym świecie: na Wschodzie, Zachodzie, Północy i Południu lub, posługując się używanymi dziś terminami, w różnych »światach«. Jeśli natomiast usiłuje się urzeczywistniać rozwój w jednej tylko części lub w jednym świecie, czyni się to kosztem innych; tam zaś, gdzie rozwój zaczyna się dokonywać — właśnie dlatego, że nie bierze pod uwagę innych, podlega przerostowi i wypaczeniu” – czytamy w encyklice Sollicitudo rei socialis.

Dysproporcje w zarobkach są normą. Różne są rodzaje pracy, umiejętności, wiedza i stąd różnice w poziomie wynagradzania. Jednak sytuację, gdy jedni mogą pozwolić sobie na luksusowe życie, a drugich nie stać na jedzenie, trudno nazwać inaczej niż wypaczeniem. I nie chodzi wcale o to, aby świadczeniami socjalnymi próbować zasypywać te nierówności, ale o to, aby tworzyć zbliżone warunki pracy i wynagradzania za nią. Tutaj konieczne są jednak ustalenia i rozwiązania na poziomie międzynarodowym.

fot. unsplash

„Na płaszczyźnie międzynarodowej, czyli stosunków między państwami lub — używając potocznego określenia — pomiędzy różnymi »światami«, konieczne jest pełne poszanowanie tożsamości każdego ludu, z jego cechami historycznymi i kulturowymi. Jest także konieczne, aby — zgodnie z zaleceniem encykliki Populorum progressio — uznano równe prawo każdego ludu do tego, by »zasiadał przy stole wspólnej uczty«, zamiast leżeć z Łazarzem za drzwiami, podczas gdy »psy przychodzą i liżą wrzody« (por. Łk 16, 21). Zarówno ludy, jak osoby indywidualne winny cieszyć się podstawową równością, na której opiera się na przykład Karta Organizacji Narodów Zjednoczonych: równością, która jest podstawą prawa uczestniczenia wszystkich w procesie pełnego rozwoju” – pisał Jan Paweł II.

>>> Kard. Robert Sarah: teologia zamienia się w politykę

Solidarność pomaga nam dostrzec drugiego człowieka

„Ponadto chrześcijanin, który nauczył się dostrzegać obraz Boga w człowieku powołanym do pełnego uczestnictwa w prawdzie i dobru, którym jest sam Bóg, nie uznaje zaangażowania w sprawę rozwoju i jego realizację bez zachowania i poszanowania niepowtarzalnej godności tego obrazu. Inaczej mówiąc, prawdziwy rozwój musi opierać się na miłości Boga i bliźniego oraz przyczyniać się do polepszenia stosunków między jednostkami i społeczeństwem. Jest to tak zwana »cywilizacja miłości«, o której często mówił Papież Paweł VI” – podkreślał papież Polak.

Jan Paweł II wyraźnie sugerował, że nauczanie Kościoła może być remedium na wyzysk i może proponować rozwiązania dla globalnych problemów społecznych, przynajmniej na poziomie ideowym. Kluczowym pojęciem w chrześcijańskim podejściu do nierówności społecznych jest solidarność.

„Solidarność pomaga nam dostrzec »drugiego« — osobę, lud czy naród — nie jako narzędzie, którego zdolność do pracy czy odporność fizyczną można tanim kosztem wykorzystać, a potem, gdy przestaje być użyteczny, odrzucić, ale jako »podobnego nam«, jako »pomoc« (por. Rdz 2, 18. 20), czyniąc go na równi z sobą uczestnikiem »uczty życia«, na którą Bóg zaprasza jednako wszystkich ludzi. Stąd ważność budzenia sumienia religijnego w poszczególnych ludziach i narodach. W ten sposób zostaje wykluczony wyzysk, ucisk, unicestwianie drugich. Te zjawiska, przy obecnym podziale świata na przeciwstawne bloki, zwiększają niebezpieczeństwo wojny i nadmierny niepokój o własne bezpieczeństwo” – podkreślał Ojciec Święty.

>>> Świat nieczynny z powodu awarii [FELIETON]

Dzisiaj często do problemu ubóstwa i skrajnych nierówności społecznych podchodzi się jako do rzeczywistości, której nie sposób zaradzić. Tak już jest, że dzieci w Afryce głodują, a małoletni w Azji Południowej pracują za mniej niż dolara dziennie. Traktujemy to jako normalność. A jednak, jako chrześcijanie, powinniśmy otwarcie mówić, że taki stan rzeczy nie jest sprawiedliwy. To oczywiście nie oznacza, że da się mu szybko i prosto zaradzić. Musimy jednak szukać rozwiązań, aby słowo solidarność nie było tylko hasłem, ale czymś więcej – realną postawą wobec drugiego człowieka. W gospodarce, polityce, ekonomii i w codziennym życiu.

Zobacz także
Wasze komentarze