sandra sabattini

Fot. youtube

Mieliśmy w domu świętą, ale żadne z nas tego nie zauważyło  

4 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Można powiedzieć, że jest ona taką „świętą z sąsiedztwa”, o których mówił papież Franciszek. Prowadziła zwyczajne życie młodej dziewczyny, ale jednak było w niej coś co sprawiło, że prawdopodobnie zostanie wyniesiona na ołtarze. Może nas nauczyć jak cieszyć się życiem i cieszyć się relacją z Bogiem. 

Jej wujek Giuseppe był proboszczem. Kiedy o świcie przychodził do kościoła zastawał tam Sandrę siedzącą na podłodze miedzy ławkami. Tak po prostu tam siedziała i rozmawiała z Jezusem w tabernakulum. Jezus ją fascynował i zachwycał. To właśnie dzięki księdzu Giuseppe Sandra poznała ojca Oreste Benzim, który był założycielem Wspólnoty Papieża Jana XXII. To był dla niej przełom i odkrycie sensu życia. Świat ubogich i potrzebujących odtąd stał się dla niej wszystkim. Poświęcała tym spotkaniom sporą część czasu i energii. – Tak się natrudziłam, że bolą mnie wszystkie kości – powiedziała Sandra swojej matce po jednym z wyjazdów z niepełnosprawnymi – ale wiem na pewno, że nigdy nie opuszczę tych ludzi. We Wspólnocie poznała swojego przyszłego narzeczonego – Guida Rossiego. 

Po raz pierwszy Sandra i Guido spotkali się na zabawie karnawałowej u przyjaciół. Stopniowo zaprzyjaźniali się ich znajomość się pogłębiała, także za sprawą wspólnych zainteresowań. W sierpniu 1979 roku zostali parą. 

Po zdaniu matury chciała wyjechać na misje do Afryki, dopiero wtedy zainterweniował jej ojciec i poradził jej żeby najpierw zdobyła zawód, skończyła studia a dopiero później jechała ratować świat. Poszła na medycynę. 

29 kwietnia 1984 roku Sara wpadła do domu jak burza. Była na mszy, chciała jeszcze umyć włosy, a już była spóźniona. Pod domem już czekał na nią samochód. Jadą na spotkanie wspólnoty. Kiedy na miejscu wysiedli z samochodu jadący z naprzeciwka kierowca źle ocenił odległość i z całym impetem wpadł w Sandrę i jej kolegę Elia. Ich stan był bardzo ciężki. Sandra zapadła w śpiączkę. 2 maja zmarła nie odzyskawszy przytomności. 

sandra sabbatini

Fot. youtube

Dziennik, o którym nikt nie wiedział 

Wspomnienie o Sandrze mogłoby się zatrzeć albo pozostać tylko historiami rodzinnymi gdyby nie to, że po śmierci niespodziewanie znaleziono jej zapiski i zeszyty, które tworzą niesamowity Dziennik, który odkrywa zakamarki jej duszy. Głębia relacji z Bogiem i mądrość, którą miała w sobie zaskoczyła nawet najbliższych. Wpis, który zrobiła na dwa dni przed śmiercią bardzo porusza. 

Nie do mnie należy życie, toczące się w rytm miarowego oddechu, który nie do mnie należy, opromienione dniem, który nie do mnie należy. 

Nic z tego, co jest na tym świecie nie należy do ciebie. 

Pamiętaj o tym, Sandro! 

Wszystko jest darem, którym Darczyńca rozporządza wedle własnej woli.  

Pielęgnuj dar, który otrzymałaś, aby był piękny i pełny, gdy najedzie godzina. 

Zaczęła go pisać kilka dni po Pierwszej Komunii, w tajemnicy przed innymi, tak, że nikt nie wiedział o jego istnieniu. Nie są to jedynie typowe zapiski nastolatki, ale 5 zeszytów głębokich przemyśleń i refleksji. 

Zwyczajna-niezwyczajna 

Sandra Sabattini to nie jakaś święta z piedestału, ale pełna życia nastolatka z charakterem. Była bardzo konsekwentna, ale przy tym niesamowicie radosna. Od dzieciństwa chciała pomagać innym i robiła to. Wszystko oddawała innym. Potrafiła wyjść z domu w nowej kurtce a wrócić w starej, bo spotkała narkomana ze Wspólnoty, w której była, który akurat potrzebował czymś się okryć.  

sanrda sabattini

Fot. youtube

Kochaj wszystko, co robisz 

Sandra potrafiła prowadzić zwyczajne życie, cieszyć się bieganiem, spotkaniami z przyjaciółmi, lodami, a jednocześnie pamiętać, że za tym wszystkim kryje się, Ten, który wszystko nam daje z miłości. Potrafiła doceniać to, co ma i być wdzięczna za to Bogu. Ale nie w sposób cukierkowaty, bo czasami ta wdzięczność wymagała od niej walki. Miewała chwile smutku, walki duchowej o sens. Pisała o tym, że czasami wydawało się jej, że nikogo nie obchodzi. Później zrozumiała, że to dlatego, że tak naprawdę nikogo nie dopuszczała do siebie, że nie potrafiła być bezinteresowna. Wspólnota i modlitwa pomagała jej zawsze na nowo odkrywać, że dla niej sensem jest Bóg i że w Nim znajduje wszystko, co czyni ją szczęśliwą. 

Sandro, kochaj wszystko, co robisz. kochaj bezbrzeżnie minuty, które składają się na twoje życie, które zostały ci dane. Staraj się doświadczyć radości, jaką niesie chwila obecna, bez względu na to jaka ona jest, żeby niczego nie przegapić. 

Ty [Panie] pomóż mi być mną samą w sposób bezkompromisowy. 

Ludzie, którzy ją znają pamiętają, że była radosna a jej radość była niesamowicie zaraźliwa. Była przy tym tak naturalna, że jej mama kiedyś powiedziała: „Mieliśmy w domu świętą, ale żadne z nas tego nie zauważyło”. 

 

*** 

Korzystałam z książki Massimo Bettetini Sandra Sabattini. Historia świętej narzeczonej. Tam jeszcze więcej szczegółów z jej życia i fragmentów z Dziennika 

Zobacz także
Wasze komentarze