fot. PAP/EPA/ALEX PLAVEVSKI

Chiny: rodziny ofiar represji wobec Kościoła walczą o ich uwolnienie

Dziesiątki członków Kościoła Syjonu (Zion Church), jednej z największych niezarejestrowanych protestanckich wspólnot chrześcijańskich w Chinach, nadal przebywają w areszcie po fali zatrzymań w październiku ubiegłego roku. Władze zapowiadają dla części z nich wyroki przekraczające 10 lat więzienia. Rodziny zatrzymanych próbują nagłaśniać ich sytuację, a jednocześnie zmagają się z konsekwencjami represji, które całkowicie zmieniły ich życie.

Jedną z takich osób jest 46-letnia Cherie Geng, żona pastora Gao Yingjii. Jej męża zatrzymano w nocy 10 września wraz z około 20 innymi członkami Kościoła Syjonu. Funkcjonariusze zarzucili mu m.in. nielegalne korzystanie z internetu w związku z kazaniami wygłaszanymi online.

Po aresztowaniu męża Cherie wraz z sześcioletnim synem Johnem uciekła do Tajlandii. Musiała tam od podstaw zorganizować życie rodziny: wynająć mieszkanie, załatwić dokumenty, znaleźć szkołę dla dziecka i rozpocząć pracę. Jednocześnie przez cały czas zabiegała o uwolnienie męża. Proces Yingjii został odroczony bez podania przyczyny. W czerwcu sąd zwolnił za poręczeniem część członków wspólnoty, ale pastor pozostał w areszcie. Postawiono mu również nowe zarzuty, dotyczące datków zbieranych przez wspólnotę.

Rodziny pod presją

Represje dotknęły nie tylko samych zatrzymanych. Ich bliscy, rozproszeni po różnych krajach, regularnie kontaktują się ze sobą, wymieniając informacje o postępowaniach sądowych i wspierając się wzajemnie.

Fot. PAP/EPA/SAMIULLAH POPAL

Cherie uczestniczy w wideokonferencjach z rodzinami innych zatrzymanych. Wśród rozmówców są m.in. żona jednego z nich mieszkająca w Kalifornii, mąż innej zatrzymanej osoby przebywający w Korei Południowej oraz starsi rodzice pozostający w Chinach. Krewni muszą jednocześnie radzić sobie z niepewnością, problemami finansowymi i rozłąką. Prokuratorzy mieli grozić jednemu z zatrzymanych wyrokiem dziesięciu lat więzienia, jeśli nie przyzna się do winy.

Wspólnota pod obserwacją władz

Przywódcy Kościoła Syjonu od lat działali w różnych częściach Chin, po tym jak władze zabroniły im gromadzenia się w Pekinie. Prowadzili mniejsze grupy, a w niedziele uczestniczyli w nabożeństwach transmitowanych przez Zoom. Kazania Yingjii śledziły tysiące osób.

Liderzy wspólnoty wiedzieli, że ich działalność jest obserwowana przez policję. Wcześniej byli przesłuchiwani i zatrzymywani na kilka dni, ale zazwyczaj wracali do domów. Październikowa akcja była jednak – według przywołanego w materiale „The New York Times” – największą od niemal dekady falą zatrzymań chrześcijan w Chinach.

fot. SK ZHAO/unsplash
zdj poglądowe, fot. SK ZHAO/unsplash

Ucieczka do Tajlandii

Cherie początkowo zdecydowała się pozostać w Chinach. Nie mogła widywać męża, ale kontaktowała się z jego prawnikami. Synowi powiedziała, że ojciec wyjechał w długą podróż służbową. Chłopiec słyszał jednak rozmowy z prawnikami i zaczął mieć koszmary, w których policja zabiera także jego matkę.

W styczniu kobieta wyjechała z Johnem do Tajlandii. Tam po raz pierwszy mogła uczestniczyć w nabożeństwach bez obawy przed prześladowaniem. Jednocześnie odczuwała dotkliwie rozłąkę z mężem i niepewność co do przyszłości. Każdego wieczoru modliła się z synem. John w swoich modlitwach prosił o powrót do Pekinu.

Wiara w czasie próby

Cherie, która przed laty uzyskała doktorat z genetyki i pracowała w firmie farmaceutycznej, przyznaje, że doświadczenie represji zbliżyło ją do wiary i męża. Wcześniej często próbowała kontrolować kolejne wydarzenia. Teraz coraz bardziej uczy się – jak zachęcał ją Yingjia – zawierzenia Bogu.

Baner patronite

W jednym z nielicznych listów, które otrzymała od męża, pastor prosił ją, by nie udawała, że wszystko jest w porządku. „To, że zawsze dzielisz się dobrymi wiadomościami, a nie tymi złymi, trochę mnie zasmuca, bo nie mogę być przy tobie w trudnych chwilach” – napisał 2 maja. Cherie wraca ostatnio do pieśni „Never Ending Grace” („Łaska bez końca”), którą odebrała jako przypomnienie, że nawet w doświadczeniu cierpienia można odnaleźć sens i łaskę.

Kobieta podjęła pracę w chrześcijańskiej szkole, aby zapewnić sobie środki do życia i możliwość pozostania w Tajlandii. Dzięki temu jej syn może również uczęszczać do szkoły bez opłat.

Stara się przywracać rodzinne zwyczaje z Pekinu. Po jednym z dni pracy zorganizowała w domu spotkanie z siostrą, jej dziećmi i Johnem. Przy stole zapalili świecę, zaśpiewali hymn i czytali Biblię. Na koniec poprosiła syna o modlitwę. Chłopiec, śmiejąc się, powiedział: „Dziękuję, Jezu, dziękuję, tato, wróć szybko, dziękuję, mamo. Amen!”.

Google News
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!

Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.

Czytałeś? Wesprzyj nas!

Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!

Zobacz także
Wasze komentarze