Cud widzą ci, którzy się przy nim natrudzili [MISYJNE DROGI]

4 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Australia i Oceania aż do początków XIX w., chociażby ze względu na odległość od Starego Kontynentu, uniknęły większego procesu kolonizacji i chrystianizacji. Misjonarze i chrześcijaństwo dotarli tu dopiero wraz z pierwszymi wolnymi osadnikami.

Być może właśnie dlatego na tym kontynencie nie ma zbyt wielu chrześcijańskich miejsc świętych, jak sanktuaria maryjne czy kościoły uchodzące w opinii wiernych za miejsca znajdujące się pod szczególną opieką opatrzności Bożej.

>>> Komunia duchowa. Modlitwy, które pomogą zjednoczyć się z Jezusem

Wielka różnorodność

Każda z naszych wysp jest oddzielnym światem, pewną całością – ze zwyczajami, przekonaniami, podejściem do życia. Kobiety w kulturze Aborygenów, Melanezyjczyków czy Polinezyjczyków (rdzennych mieszkańców kontynentu) mają różną rolę. Zmienia się ona w zależności od plemienia, miejsca i czasów. Uogólniając, to kobiety wychowują dzieci, pracują w polu i buszu, mają jeszcze, w niektórych miejscach, utrudniony dostęp do szkolnictwa czy lecznictwa. Zmagają się z biedą, bezdomnością. Są niesamowicie silne. Na nich w dużej mierze opiera się system społeczny. Kobiety chrześcijańskie na ogół szukają pomocy u Maryi. Bardzo rozwijają się róże różańcowe. Kobiety wiedzą, że Ona ich wysłucha. W tradycji papuaskich plemion małżeństwo niekoniecznie było widziane jako związek dwojga kochających się ludzi, ale przede wszystkim jako bardzo ważny element budowania zaufania i wzajemnej pomocy pomiędzy klanami. „W kraju, w którym żyje prawie tysiąc plemion, gdzie ludzie mówią w ośmiusetjęzykach, gdzie walki plemienne były i są codziennością, gdzie ziemia, dom i ogród są ważniejsze niż złoto, większość ludzi mieszka w domach zbudowanych z drewna i trawy, a ludzie są oddzieleni od siebie górami, rzekami, bagnami i czasami nieprzebytą dżunglą, tym, co łączyło ludzi i pomagało przetrwać, była wspólnota, wioska, klan. Tradycyjnie rodzina nie mieszkała razem. Mężczyźni i chłopcy, którzy przeszli inicjację, mieszkali w tak zwanym „hausman”, czyli domu mężczyzn. Był to jeden wielki dom, przeważnie na środku wioski, wybudowany na wysokich palach, do którego kobiety nie miały wstępu. Kobiety natomiast mieszkały razem z dziećmi w domkach wybudowanych z innych materiałów z buszu. Są jeszcze takie miejsca, gdzie właśnie tak wygląda wioska” – pisał niedawno bp Dariusz Kałuża MSF.

Foto: Damian Szumski MSF

Papuaski cud

Niedawno odbyła się uroczystość poświęcenia pierwszego sanktuarium maryjnego na Papui Nowej Gwinei (PNG) – w Kewabi. Cuda dzieją się w naszym życiu, tylko my patrzymy w innym kierunku. Od października 2017 r. patrzyliśmy wraz z całą parafią w jednym kierunku. Już na początku parafianie przychodzili i mówili: „Pater, w tym roku celebracja będzie inna niż ostatnio. No wiesz, nie jesteśmy w stanie wiele zrobić: powodzie, trzęsienie ziemi, problemy, „haus cry” – pogrzeby, walki plemienne oraz inne sprawy nie pozwalają nam, aby uroczyście świętować powstanie sanktuarium”. Często odpowiadałem w przenośni papuaskim powiedzeniem: „Noście wodę, a Pan sam przemieni ją w wino”. Nie chodzi o potykanie się, wstawanie Zaczęło się. szystkie te prace, wszystkie krople potu, czasem słowa wypowiedziane w gniewie, w zmęczeniu zbieraliśmy w stągwiach serc, po to, aby Jezus to przemieniał. Bóg za bardzo nas kocha, żeby ostawić nas samych z naszymi niedociągnięciami. Oczywiście i tak było w tym przypadku. My się buntowaliśmy: „nie damy rady, to jest nie do zrobienia, nie ogarniemy, za mało czasu, nie taka pogoda, ludzie są za bardzo zmęczeni, brakuje pieniędzy, brakuje materiałów” – mówiliśmy. Pan Bóg czekał cierpliwie i uzdrawiał nasze myślenie, umacniał. Benedykt XVI powiedział: „Chrystus interesuje się nie tym, ile razy w życiu się potykacie, ale ile razy powstajecie na nowo”. Bardzo tego doświadczyliśmy.

>>> WHO: Afryka wciąż może powstrzymać rozprzestrzenianie się Covid-19

Foto: Damian Szumski MSF

Pierwsze sanktuarium w kraju

Jeszcze teraz łzy cisną się do oczu, oczywiście z radości z tego, co Pan czynił i czyni. Gdy w 2017 r. jechałem na urlop, członkinie papuaskich róż różańcowych poprosiły, abym przywiózł z Fatimy ziemię z miejsca objawień Maryi. Wiedziały, że będę tam na jubileuszu setnej rocznicy objawień oraz kanonizacji dwojga pastuszków: Hiacynty i Franciszka Marto. Po zakończonej mszy św. zwróciłem się do strażnika, aby wybrał mi trochę ziemi z miejsca objawień – jak najbliżej się da. Przywiozłem ją do Polski. Będąc w kraju podczas nabożeństwa fatimskiego 13 lipca, poprosiłem Matkę Bożą o relikwie świętych pastuszków i rzeczywiście pod koniec urlopu jeden z proboszczów przekazał ich relikwie. Bez żadnego problemu udało się wszystko przewieźć przez wszystkie lotniska w drodze powrotnej (a było ich trochę). Moi parafianie byli bardzo szczęśliwi. Obchody poświęcenia sanktuarium odbyły się w dniach 12–13 maja 2018 r., w 101. rocznicę objawień fatimskich. Uroczystościom przewodniczył bp diecezji Mendi o. Donald Francis Lippert OFMCap. Świętowanie podzielone było na trzy etapy: kulturalny tradycyjny taniec, w tradycyjnych strojach), kulinarny (posiłek przygotowywany w dawny sposób na rozgrzanych kamieniach, w wykopanym rowie przykrytym liśćmi bananowca), oraz duchowy (uroczysta msza św., nabożeństwa, różaniec ze świecami).

>>> Modlitwa o pogodę ducha

Mipela i tok thenku long yo mama Maria (Dziękujemy Tobie, Maryjo) za wszystko. Za to, że wskazujesz nam codziennie kierunek i cel podróży, za to, że przychodzą do Ciebie kobiety papuaskie z ufnością i różańcem w dłoni i modlą się za nas i nasz świat, zanosząc go na klęczkach Jezusowi.

Damian Szumski MSF

>>>Tekst pochodzi z „Misyjnych Dróg”. Wykup prenumeratę<<<

Zobacz także
Wasze komentarze