Kazachstan pełen niespodzianek

6 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Wsiadamy do busa. Kierowca, ojciec Miha, odpala silnik, by chwilę później być już w sercu postradzieckiego Dubaju. I nagle rodzi się pytanie: „co ja właściwie tutaj robię? Przecież to miasto jest bogate i piękne.”

Mijamy takie budowle jak: szklana piramida Pałacu Pokoju i Pojednania wyglądająca jak muzeum w Luwrze, drapacze chmur (WTC), kazachską filharmonię narodową (opera w Sydney) i wiele innych, złudnie nam podobnych konstrukcji. Po czterdziestu minutach, mijania nieskazitelnie czystych, bez zbędnych reklam, nowych i zadbanych gmachów, dotarliśmy do dzielnicy o mocno obniżonym standardzie życia względem „wizytówki” stolicy Kazachstanu. Tutaj, na przedmieściach, mieliśmy zacząć swoje dwutygodniowe doświadczenie misyjne.

Ale od początku

W 2016 roku, gdy rozpoczynałam studia teologiczne na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, usłyszałam o Akademickim Kole Misjologicznym (AKM), który obecny jest na moim wydziale. Działalność swoją opiera na trzech, a właściwie to czterech filarach: modlitwie, formacji, animacji a także doświadczeniu misyjnym.

W ramach tego ostatniego, w 2017 r., wraz z siedmiorgiem innych członków koła, wyjechałam na miesięczne doświadczenie misyjne do Jerozolimy. Jest to zawsze pierwszy wyjazd, który ma za zadanie rozpalić misyjnego ducha w młodzieży akademickiej. Byliśmy sobie kompletnie obcy, a staliśmy się dla siebie przyjaciółmi, a nawet rodziną. Dlatego, gdy po powrocie do kraju ktoś przeżywał trudności, smutki, radości czy wesele – byliśmy ze sobą! Otrzymaliśmy od Boga coś więcej niż wspomnienia pracy w Ziemi Świętej.

Marzyliśmy, żeby powtórzyć wyjazd. Zaczęło się szukanie wspólnych terminów i miejsca, które potrzebowałoby dziewięciorga młodych ochotników. Czas płynął, a my nie byliśmy w stanie niczego znaleźć, bo albo daty były niekorzystne, albo miejsca zbyt odległe, albo chciano nas rozdzielać. Pozostawiliśmy wszystko na modlitwie…

Szybka decyzja

Otrzymaliśmy odpowiedź od siostry Karoliny, szarytki, która od dwóch lat pracuje w Kazachstanie. Ucieszyło nas to niezmiernie, ale euforia nie trwała długo – pewne wyjazdu były tylko dwie osoby. Musieliśmy zadecydować czy jedziemy w zmienionym składzie, czy też odpuszczamy inicjatywę na przyszłość. Uznaliśmy, że skoro ktoś się do nas odezwał, a więc chce naszej obecności i pomocy, należy podjąć wyzwanie. Polecieliśmy: trzy dziewczyny z poprzedniego wyjazdu, trzech naszych kolegów, którzy jeszcze nigdy nie byli na misyjnym wolontariacie.

Mając zaledwie trzy dni, mieliśmy wyremontować dwa pokoje, w których dziać miały się przygotowania do „lagrów” (półkolonii), w których również mieliśmy pomóc. Nie było to takie proste, ponieważ czas, nasze umiejętności oraz materiały budowlane były ograniczone a stan techniczny domku pozostawiał wiele do życzenia. W Kazachstanie remontów podejmują się tylko kobiety, które również, według tamtejszego obyczaju, zobowiązane są ustępować miejsc, w autobusach lub wchodząc do pomieszczenia, mężczyznom. To one noszą ciężkie przedmioty.

Na miejscu

Dla nas Kazachstan okazał się być bardzo łagodnym: pierwsze dni dość chłodne, późniejsze temperatury odrobine niższe niż w Polsce. Mieszkańcy jednak nie mają wcale tak łatwo, gdyż zawsze „Wielki Brat patrzy” (Sergieg). Kamery były widoczne praktycznie wszędzie, tak samo policja. Choćby ze względu na ciągłą kontrolę nikt nie ośmieli się dokonać dewastacji mienia publicznego.

Niedawno rząd podjął próbę wprowadzenia granicy wieku, jaką musi spełniać obywatel, aby samodzielnie mógł wybrać się do danej wspólnoty religijnej czy wyznaniowej. Prowadzi to do absurdu, gdyż według takiego przepisu 16letnia dziewczyna bez problemu mogłaby dokonać aborcji, a więc zabić człowieka, a obywatel niemający jeszcze skończonych 18 lat nie mógłby sam, bez zgody opiekunów prawnych udać się do kościoła, cerkwi, synagogi czy meczetu. Oczywiście bunt środowisk religijno-wyznaniowych zatrzymał próbę zwiększenia kontroli nad życiem Kazachów, ale nie oznacza to, że próby podobnych działań będą ponawiane.

Chciano również, aby w szkolnych toaletach były dostępne prezerwatywy, aby uniknąć niechcianych ciąż. Istnieje także dość kuriozalna praktyka „bezpiecznego”, oczywiście nie dla kobiety, planowania rodziny, gdzie po ciąży, bez pytania pacjentki, umieszcza się tzw. spiralę w macicy. Zakłada się wówczas, że jeśli kobieta zdecyduje się na kolejne dziecko, przedmiot zostanie jej usunięty. Sporo kobiet nie ma świadomości, że coś podobnego jest w ich organizmie, co często jest powodem dramatu niemożności posiadania kolejnego dziecka. Zdarzają się też sytuacje gdzie matki przyprowadzają córki na zabieg. Efektem jest wysoki wskaźnik rozwiązłości seksualnej oraz zachorowań na choroby weneryczne. Gwałty, znęcanie się w domu czy niechciane ciąże prowadzą do częstych samobójstw bądź prób targnięcia się na swoje życie. O tym nikt nie mówi, tego problemu nie ma, pozostaje w sferze tabu, bo przecież nie dotyczy to ludzi zamożnych z najwyższej klasy społecznej, która rządzi i ma wpływ na sytuacje społeczno-polityczną. Średnia klasa może, w przeciwieństwie do najniższej, pomarzyć o lepszej przyszłości, o wyjeździe lub zmianie sytuacji ekonomicznej i lepszym bytowaniu dzieci i wnuków. Taki kontekst dopiero pozwala zrozumieć dlaczego tak ważni są tam kapłani, mnisi, siostry zakonne, misjonarze i wierni Chrystusowi.

Trudny teren misyjny

W Kazachstanie jest ok 18 milionów obywateli, to bardzo mało jak na tak rozległy kraj, w którym sześciogodzinna podróż uważana jest za krótką. Nieco ponad 24% stanowią chrześcijanie, głównie prawosławni (ok 3 852 tyś). Katolików zaś jest nieco ponad 2% (ok 432 tyś). Dominuje tam islam, prawie 13 milionów wyznawców, których ciągle można było mijać.

Kazachstan jest prawie 9 razy większy od Polski, a mimo to posiada tylko jedną diecezję, w której biskupem jest nasz rodak, Tomasz Peta, z którym mogliśmy się spotkać wraz z jego gośćmi i biskupem diecezji siedleckiej. Bp Kazimierz Gurda był zafascynowany działalnością AKM i naszym entuzjazmem misyjnym oraz potrzebą wyjścia ze swej strefy komfortu, dlatego razem ze swoimi pomocnikami chciałby nawiązać współpracę między naszym kołem a jego nowo powstającym diecezjalnym środowiskiem misyjnym. Być może było to przełomowe, dla polskiej młodzieży akademickiej, spotkanie.

Podczas animowania półkolonii dla dzieci w wieku od trzech do dwunastu lat nie liczyły się wcale zajęcia na których dzieci rysowały, lepiły figurki, tańczyły, wykonywały zadania ruchowe, gotowały…, najważniejsza dla nich, i jak się później okazało, dla nas także, była nasza wzajemna obecność; uśmiechy, niezliczone „przytulasy”, wspólna pomoc, radość, gdy po którejś próbie udało się dogadać z polskiego na angielski i z angielskiego na rosyjski, i z rosyjskiego na polski. Codziennie uczestniczyliśmy we Mszy świętej, na której spotykaliśmy siostry oraz kilku, a czasem tylko dwóch parafian. Najbardziej budujące dla mnie było zaangażowanie kilku miejscowych dziewczyn, które swoją dojrzałością odbiegały od reszty rówieśników, które, mimo iż są ze wspólnoty cerkwi prawosławnej, swoją obecnością i dobroczynnością wspierają Kościół powszechny.

Powrót do rzeczywistości

Pod koniec wyjazdu wszyscy nam dziękowali za to co zrobiliśmy dla tamtejszej wspólnoty, a ja czuję, że cokolwiek zrobiliśmy jest niczym wobec tego co sami otrzymaliśmy: poznaliśmy niesamowicie dobre siostry, pełnego pokoju Ojca franciszkanina, bardzo odpowiedzialne dziewczyny, które stały się naszymi przyjaciółkami, a także wolontariuszy lagrów, bez których nie udałoby się zaanimować czasu naszym dzieciakom. Spędziliśmy swój wolny czas w najważniejszych miejscach Nur Sułtanu (dawniejszej Astany), poznaliśmy język rosyjski i tamtejszą kuchnie oraz codzienne życie w miejscach, po których nie oprowadza się turystów. Gdy wyjeżdża się choćby na krótki czas do misyjnych placówek trzeba się liczyć z najwyższą ceną jaką jest pozostawienie części swojego serca i tęsknotą, którą odczuwamy będąc w Polsce. Mamy nadzieję, że wrócimy tam, że kontakt z tamtejszą ludnością nie wygaśnie, a cztery strefy czasowe nie będą nam przeszkodą w dalszym umacnianiu się w codzienności.

Zapraszam do lektury bloga z doświadczenia misyjnego w Kazachstanie: https://akmkazachstan2019.blogspot.com/

Zobacz także
Wasze komentarze