Madagaskar, dziecko

Zdjęcie: dziecko na Madagaskarze, fot. Marek Ochlak OMI

Madagaskar. Tutaj bliźniaki są przekleństwem

3 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Liczące około 50 tysięcy członków plemię Antambahoaka na wschodzie Madagaskaru wierzy, że bliźniaki przynoszą nieszczęście. Dwojaczki są więc porzucane przez rodziców.

Misjonarzom nie do końca udało się wykorzenić wśród członków plemienia przekonanie, że bliźniaki mogą przynosić pecha. Chrześcijaństwo pomaga jednak niektórym Malgaszom przeciwstawiać się temu zwyczajowi. – To wiara dała nam odwagę, by zatrzymać nasze bliźnięta. Zostaliśmy wykluczeni przez naszą społeczność, ale udało nam się uratować dzieci – mówi para, która postanowiła nie wierzyć w zabobon.

>>> #MisyjnyWtorek: Madagaskar 

Skąd wzięła się klątwa bliźniąt?

„Fady kambana” (tabu bliźniaków) sięga niepamiętnych czasów. Mówi się, że trzy żony pierwszego Antambahoaka umarły wydając na świat bliźnięta, on zaś przysiągł, że jego plemię nigdy nie będzie wychowywało takich dzieci. To nie jedyna legenda o początkach klątwy. Inna głosi, że pewien astrolog przestrzegł królową Ranavalonę I Okrutną (1828-61), że bliźnięta mogą zagrozić jej panowaniu. – Malgasze bardzo wierzą astrologom. Nawet przy budowaniu domu mieszkańcy wyspy pytają ich o opinię – np. o to, kiedy rozpocząć prace, żeby zakończyły się one pomyślnie – mówi brat Daniel Kloch OMI, który przez wiele lat pracował na Madagaskarze. Zakonnik podkreśla, że do dzisiaj praktykowany jest okrutny zwyczaj, który wówczas wprowadziła monarchini. Bliźniaki poddaje się tzw. próbie kopyt. Dzieci kładzie się na ziemi i przepędza bydło. Jeśli maluchy przeżyją, będą mogły zostać w wiosce. – Czasem zanosi się także nowonarodzone bliźniaki nad ocean i zostawia przy brzegu. Jeśli fale je zabiorą – trudno – taka jest wola przodków. Jeśli nie, dzieci wracają do rodziców, albo znajdzie się ktoś, kto je przygarnie – dodaje br. Kloch.

Madagaskar, dziecko

fot. Błażej Mielcarek

Niezbywalne piętno

Kult przodków jest na Madagaskarze wyjątkowo silny. Pamięć o zmarłych jest dla nich bardzo ważna i wierzą, że mogą oni zapewnić powodzenie lub przekleństwo całej wiosce. W społecznościach malgaskich wszystkie osoby, które zostały wyrzucone poza nawias społeczny, np. samobójcy, są pozbawieni prawa do obrzędów pogrzebowych, co oczywiście powoduje, że nie mogą stać się przodkami. Taki stan można porównać do chrześcijańskiego piekła. Przyszłość bliźniaków zależy więc od przodków. – Jeśli dzieci przejdą ten „test” pomyślnie są jakby odczarowane, ale mimo wszystko jakieś piętno na nich zostaje. Jeśli cokolwiek złego będzie się działo w wiosce, to w ludziach będzie przekonanie, że to właśnie przez nich. Dlatego często decydują się na życie na uboczu. Uprawiają swoje małe poletka, żeby przeżyć i starają się nie rzucać w oczy – mówi misjonarz.

>>> Święcenia oblatów na Madagaskarze [GALERIA]

Zmiana mentalności

Lokalne i międzynarodowe organizacje praw człowieka współpracują z rządem Madagaskaru, aby położyć kres tej praktyce. – Państwo próbuje walczyć z tym okrutnym zwyczajem. Podobnie zresztą misjonarze. Można oczywiście tworzyć jakieś ośrodki, czy instytucje, które ratują bliźnięta, ale kluczowa jest tutaj zmiana mentalności. Tylko ta droga jest jakąś gwarancją wyjścia z przesądów, które niszczą rodzinę – mówi brat Kloch. W innych częściach wyspy przesąd nie jest właściwie obecny. – Zdarzyło mi się znaleźć rodzinę zastępczą dla pewnych dwojaczków. Rodzice chcieli się ich pozbyć, a para z innej części wyspy zapewniła, że ich przygarnie. Takie sytuacje też się zdarzają – opisuje brat Daniel Kloch OMI.

Zobacz także
Wasze komentarze