fot. freepik

Misjonarka z Afryki w Meksyku i USA o służbie imigrantom

Siostra Isabelle, misjonarka kombonianka pochodząca z Demokratycznej Republiki Konga, podzieliła się swoim nowym doświadczenie misyjnym w Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej.

Kilka miesięcy temu Rada Generalna zgromadzenia poprosiła mnie, abym po prawie dziesięciu latach posługi misyjnej w Meksyku przeniosła się do Stanów Zjednoczonych i zajęła pracą duszpasterską z imigrantami. Teraz mieszkam w Teksasie w mieście San Antonio, a moją codzienną pracą jest służba przybyłym tutaj imigrantom.

W swoim życiu zakonnym wielokrotnie stawałam przed wyzwaniem poznawania nowych kultur i integracji w nowych sytuacjach. Nierzadko musiałam odkładać na bok własne stereotypy, sposoby myślenia i zwyczaje, by móc zrozumieć styl życia i zwyczaje ludzi mieszkających w miejscach, do których byłam posłana. W tych nowych miejscach zawsze uświadamiam sobie potrzebę akceptacji i mój brak doświadczenia, by otworzyć się na poznawanie nowych zwyczajów i pokochanie tego, czego wcześniej nie znałam. Nigdy nie było to łatwe, a teraz, gdy poproszono mnie o przeprowadzkę do USA, na nowo doświadczam tej sytuacji.

fot. S. ISABELLE KAHAMBU VALINANDE CMS

Obecnie pracuję w ośrodku recepcyjnym migrantów przybywających do Stanów Zjednoczonych z różnych części świata. Cierpienie, którego ci ludzie doświadczają w procesie poszukiwania lepszej przyszłości, bardzo mnie porusza i wywołuje we mnie głębokie współczucie. Słuchając ich opowieści, myślę sobie, że tak naprawdę tylko oni i Bóg wiedzą, jak można przetrwać tak trudne doświadczenia. Ich historie tak mnie poruszają, że często  boli mnie serce. Większość z nich wolałaby mieszkać w swoim kraju, ale sytuacja życiowa zmusza ich do wyjazdu za granicę. Jak choćby Juan z Meksyku, którego pozbawiono jego własnej ziemi, czyli środków do życia i możliwości utrzymania rodziny. Mężczyzna musiał opuścić swój kraj i zabrać swoją rodzinę do USA, gdzie miał nadzieję znaleźć nowy dom. Czy Katie z Haiti, która musiała opuścić kraj z powodu swojego zaangażowania politycznego, ponieważ ona i cała jej rodzina otrzymywała pogróżki. Natomiast Eduardo z Kolumbii postanowił zabierać rodzinę z własnego kraju, by móc wychowywać swoich synów z dala od świata przestępczego i narkotyków, które zdominowały środowisko, gdzie dotąd żył. Takich historii jest mnóstwo.

fot. S. ISABELLE KAHAMBU VALINANDE CMS

W obliczu tego ich cierpienia i upokorzenia, którego często doświadczają, czuję ogromną bezradność, bo nie jesteśmy w stanie zapewnić im pomocy, jakiej potrzebują. Jednak zdaję sobie sprawę, że moja bliskość i czas im poświęcony czasem znaczy więcej niż konkretna pomoc materialna. Sama obecność, chęć spędzenia z nimi czasu i wysłuchanie ich opowieści czy nawet zwykłe pozdrowienie i ciepły uśmiech, którym staram się wszystkich obdarzać, dają tym ludziom poczucie spokoju i nadziei. Czują się wówczas ważni i z ufnością otwierają swoje serca. Ja te wszystkie ich opowieści zachowuję w pamięci i zanoszę je Panu Bogu w codziennej modlitwie. Ta interakcja napawa mnie siłą i nadzieją, ponieważ pozwala mi zobaczyć ich wytrwałość w walce z przeciwnościami losu. Ich determinacja, zmagania i wytrwałość w tym, aby spełnić marzenie o lepszej przyszłości dla swoich dzieci i wnuków sprawia, że sama czuję się silniejsza i patrzę na przyszłość z większą dawką optymizmu.

Często jednak zastanawiam się, dlaczego tak wiele osób musi opuszczać swoją ojczyznę i ryzykować życie. Przybywają do nowego miejsca, gdzie spotykają niechęć i są postrzegane jako intruzi, gdzie nikt nie przejmuje się tym, że nie wiedzą, jak odnaleźć się w nowej sytuacji. Wielu z tych, których spotykam w naszym ośrodku, zostawiło wszystko w nadziei znalezienia w obcym kraju bezpieczeństwa dla siebie i swoich rodzin. Tylko takie rozwiązanie dawało im nadzieję na życie w pokoju i poczuciu bezpieczeństwa. A co najczęściej znajdują? Trudności, nieporozumienia, odrzucenie, a nawet pogardę. Bardzo trudno jest żyć będąc traktowanym w ten sposób.

fot. S. ISABELLE KAHAMBU VALINANDE CMS

Pochodzę z Afryki i wielu ludzi, znając misyjne potrzeby na moim kontynencie, mówi mi, że praca misyjna w Ameryce czy Europie nie ma sensu, bo tu ludzie mają wszystko. Ja również nigdy wcześniej nie myślałam, że w tak rozwiniętym i bogatym kraju jak USA jest potrzeba takiej działalności. Niestety, często patrzymy na rzeczywistość bardzo powierzchownie. Dobrobyt nie ogranicza się do rzeczy materialnych. Prawdziwe bogactwo to znajomość i życie z Chrystusem, który nas kocha i oddał swe życie, aby nas zbawić. Jestem przekonana, że w świecie, w którym nie brakuje bogactwa materialnego, często brakuje dobrobytu pojętego w szerszej perspektywie. Ewangelizacji i obecności misjonarzy potrzebują nie tylko mniej rozwinięte kraje, taka obecność potrzebna jest również tutaj.

fot. S. ISABELLE KAHAMBU VALINANDE CMS

Jestem misjonarką i przyjęłam dar życia misyjnego, aby służyć Chrystusowi w innych ludziach, gdziekolwiek się znajdują. Jestem siostrą zakonną i jako taka jestem gotowa służyć w każdym miejscu, gdzie tylko jest potrzeba, poznając miejscową kulturę i język, a także integrować się z lokalnym społeczeństwem. Czuję się spełniona i szczęśliwa z mojego powołania. Jestem dumna, że mogę przyczyniać się do misji ewangelizacyjnej Kościoła, dzieląc się swoim bogactwem kulturowym, religijnym oraz doświadczeniem zebranym w całym moim życiu z ludźmi pochodzącymi z różnych części świata, kultur i religii. A przy tym mogę się również wiele od nich nauczyć. Niejednokrotnie się przekonałam, że im bardziej otwieramy się na innych i jesteśmy wobec nich hojni, tym więcej się uczymy i więcej otrzymujemy dobra zarówno od ludzi, jak i od Boga. Moje szczęście polega na dzieleniu się z innymi wszystkim, czym obdarzył mnie Bóg.

Google News
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!

Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.

Czytałeś? Wesprzyj nas!

Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!

Zobacz także
Wasze komentarze