Zdjęcie: Republika Środkowoafrykańska, fot. PAP/EPA

#MisyjnyWtorek – RŚA: misje między wystrzałami z karabinów

8 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Singi Malingi” znaczy „dziękuję”, „bibaramo to coś w stylu „dzień dobry”. To zwroty języka sango, oficjalnego języka Republiki Środkowoarfykańskiej. Od grudnia 2017 r. posługuje tam biskup Mirosław Gucwa. Papież Franciszek mianował go biskupem diecezjalnym diecezji Bouar 

 Ksiądz Gucwa właśnie tam przyjął święcenia biskupie. Pochodzi z diecezji tarnowskiej. W 1988 r. zaczynał tam służbę wikarego, ale już 4 lata później wyjechał, właśnie do Bouar. W RŚA był wikarym, proboszczem parafii katedralnej, później też rektorem Niższego Seminarium Duchownego w Yole. Był też kapelanem szpitala i więzienia. Od wielu lat angażuje się w działania na rzecz pokoju i przeciwdziałania analfabetyzmowi. 

Zdjęcie: ks. bp Mirosław Gucwa, fot.: A.Styruła

 Biskup Gucwa opowiedział o swojej pracy podczas spotkania Papieskiej Unii Misyjnej na Jasnej Górze. Na chwilę wróćmy do słownictwa. Wyraz „bibaramo” nie oznacza „dziękuję” w sensie dosłownym. To bardziej „dzień dobry” z domieszką „dziękuję” i „zauważam Cię”/„doceniam”. „Kiedy spotykamy się codziennie, pozdrawiamy się. Ten, który się do mnie zwraca, zauważa mnie, otwiera się na dialog. Tego dialogu jednak w Republice bardzo brakuje.  

Lata służby

Ewangelizacja w RŚA zaczęła się w 1894 r., zatem w tym roku mija 125 lat od przybycia pierwszych misjonarzy. Misjonarze tarnowscy mają spory wkład w tę pracę – w 2018 r. minęło 30 lat ich posługi w tym kraju. Pierwsi misjonarze przybyli do RŚA na statku parowym z Kongo do Bangi – stolicy kraju. Wtedy było to jeszcze małe miasteczko, osada. Zatrzymali się w jednej miejscowości przy rzeczce i tam się wszystko zaczęło. Później, głównie przez uciążliwe muchy tse tse, musieli przenieść się w głąb kraju. Wybudowali kościół, który istnieje do dziś, a poświęcony został apostołowi narodów – świętemu Pawłowi. W 1938 r. do RŚA dotarli kapucyni z Włoch i Francji. Obok parafii i ośrodków formacyjnych powstały też dwie szkoły dla katechistów, bo ci są od lat prawą ręką polskich misjonarzy i księży. Każda parafia ma wiele wspólnot, które są porozrzucane w różnych miejscowościach i w niektórej parafiach jest 30 (a nawet więcej) wspólnot. Nieraz misjonarze dojeżdżają do tych wniosek dwa, trzy razy w roku, ale to nie znaczy, że przez ten czas te wspólnoty nie żyją żywą wiarą. Wręcz przeciwnie. Dzieje się tak między innymi dzięki katechistom. Do ich zadań należy nie tylko organizowanie katechezy, ale też budowanie i wspieranie życia religijnego we wspólnocie. 

Zdjęcie: święcenia biskupie, 11.02.2017, fot. Alberto

Jak się rozwija katolicyzm  

W ciągu 40 lat wzrosła liczba katolików – z 25 tysięcy do 110 tysięcy. Było kilka parafii, teraz jest ich 12. Zwiększa się też liczba katechistów – jest ich 300. Pracuje 50 księży. Wśród posługujących tam księży i misjonarzy są kapucyni i karmelici, niektórzy urodzeni już w Centralnej Afryce. Wśród kapucynów są też księża z zagranicy – z Czadu, Włoch, Francji i Polski, w tym aż 5 z Tarnowa, czego nie sposób nie czytać jako owoc świadectwa biskupa Gucwy. Część z posługujących tam duchownych potrafi porozumiewać się w języku narodowym RŚA. Dzięki temu mogą go używać w liturgii, katechezie, w spotkaniach formacyjnych i grupach apostolskich. 

Zdjęcie: spotkanie z dziećmi w Bocaranga, fot. o. Robert Wnuk

Ostatnie 40 lat – które prawi w całości zna bp Gucwa – pokazują zaangażowanie Kościoła w różnych dziedzinach. Na pierwszym miejscu jest oczywiście głoszenie Dobrej Nowiny, ale jest też formacja i pogłębianie życia religijnego. Jak podkreśla biskup Gucwa – udzielanie sakramentu to za każdym razem duże wydarzenie. Nawet gdy to jest sakrament chorych. „To nie jest tak, że spotykamy się wtedy tylko z chorym i tymi, którzy są w domu. To zawsze duże wydarzenie, w którym uczestniczy całą wspólnota” opowiada biskup. Podobnie jest przy chrzcie, bierzmowaniu czy małżeństwie. Celebracje takich wydarzeń potrafią trwać 3, 4 godziny. Święcenia kapłańskie odbywają się najczęściej raz w roku (choć bywa, że rzadziej). Takie wydarzenie jednoczy całą wspólnotę, nie tylko jedną parafię. Kościół angażuje się też w działalność społeczną i charytatywną. To nie tylko pomaganie ubogim, samotnym, niepełnosprawnym, ale też stwarzanie warunków do edukacji – to szczególnie ważne dla dzieci. W diecezji biskupa Gucwy jest osiem przedszkoli, w których uczy się ponad 500 dzieci. W tym rejonie świata bardzo ważna jest też opieka zdrowotna i profilaktyka. Istotną rolę spełniają ośrodki, w których chorzy na AIDS mogą liczyć na pomoc – otrzymują leki, które hamują postęp tej choroby. Drugą chorobą, z którą muszą się zmagać mieszkańcy tego kraju, jest malaria.  

Gdy rebelianci wychodzą na ulice…  

Republika Środkowoafrykańska jest niepodległa od 1960 r. Ta niepodległość nie oznacza jednak wewnętrznego spokoju. Kraj jest targany zamachami i przewrotami politycznymi. Do ostatniego, bardzo bolesnego, którego skutki odczuwane są do dziś, doszło w 2013 roku. Rebelianci rozpoczęli wtedy marsz na stolicę. Problem w tym, że po przejęciu władzy zachowywali się tak jak przed jej przejęciem, czyli po rebeliancku. Gdy przyjeżdżali do danej prefektury, oznaczało to jedno: wszystko będzie zniszczone, domy będą spalone, okradzione, a kobiety zgwałcone. Po drodze niszczyli wszystko, co spotkali, kradli, gwałcili, palili domy. Niszczyli instytucje państwowe i kościelne – kościoły, domy sióstr i księży, także ich dobytek, sprzęt, który pozwalał im na kontakt z całą parafią: samochody, motory, komputery. Niestety nierzadkie są też ataki na duchownych.


Zdjęcie: przed spalonym domem w Bohong, fot. Gilbert Guété.JPG

To nie religia jest źródłem konfliktu  

Dla opinii międzynarodowej to był konflikt między chrześcijanami a muzułmanami, a to nie religia była jego źródłem. Przyczyną było zachowanie rebeliantów, a ginęli wszyscy: i muzułmanie, i chrześcijanie. Później – jak to oczywiście w czasie wojny bywa – zabijają się już wzajemnie, konflikt rodzi kolejny konflikt. I tak trwało to do 2015 r. Przyjechali żołnierze z Francji, przyjechała misja ONZ, sytuacja się nieco uspokoiła. Wiele pomogła też pielgrzymka papieża. Franciszek rozmawiał z muzułmanami, co dało początek rozmowom na linii prezydent – rebelianci. „Wydawało się, że pokój będzie bardziej trwały, ale niestety, dzisiaj widzimy, że trzy czwarte kraju znów jest zajęte przez bojówki. Prezydent podpisuje z nimi porozumienia, ale po kilku dniach oni już ich nie respektują. Zajmują i chcą rządzić tymi regionami, które są bogate w ropę, złoto, diamenty, uran. Kontrola tych źródeł zapewnia dostęp do źródła gotówki” opisuje afrykańską rzeczywistość biskup Gucwa. Armia dopiero się formuje, a w tym czasie liczba grup zbrojnych powiększa się, są coraz lepiej uzbrojone, niekiedy lepiej niż wojska ONZ. Tu trzeba zwrócić uwagę na ważny paradoks mimo embarga na import broni ta broń do rebeliantów dociera i jest to broń produkowana na Zachodzie. 

fot. Joanna Stepczynska

Kapłani zostają ze swoimi ludźmi  

Jak podkreśla biskup Gucwa, w posłudze księży i misjonarzy chodzi przede wszystkim o to, by pasterze byli zawsze ze swoimi ludźmi, braćmi i siostrami – czyli księża, misjonarze z wiernymi, by ludzie nie czuli się opuszczeni. Parafie są dla nich punktem odniesienia, są miejscem, w którym mogą się schronić. W najgorszych momentach Ministerstwo Spraw Zagranicznych apelowało do polskich księży, by wrócili do kraju albo przenieśli się w bardziej bezpiecznie miejsca. Ci zostali jednak w swoich parafiach. Po przejściu rebeliantów przez miasto, przy domach można było zobaczyć już tylko szkielety ludzi. Ofiarami byli też księża.Pomimo tego wszystkiego, kiedy sprawowaliśmy Eucharystię bezpośrednio po tych tragicznych wydarzeniach, zostaliśmy, by posłuchać ludzi i pozwolić się im wypowiedzieć, wyrazić ból, żal, złość. Zapytaliśmy, czego im najbardziej tam potrzeba. O czym powiedziały nam kobiety? O tym, że martwią się, czy ich dzieci będą mogły się uczyć” wspomina duchowny. Biskup spodziewał się, że ci którzy stracili wszystko, będą myśleć bardziej o żywności, o ubraniach, o domach. To był jednak październik, a rok szkolny nie mógł się zacząć. Matki myślały więc o przyszłości swoich dzieci, o ich edukacji.

Zdjęcie: spalone domy w Bohong 2013, fot. ks. bp. Miroslaw Gucwa

To pokazuje niezwykłą siłę, odwagę i determinację ludzi mieszkających w RŚA. Podobnie jest z duchownymi, którzy tam pracują. Mimo ciężkich doświadczeń, które mogłyby niejednego zniechęcić, biskup Gucwa wierzy, że wszystko może się jeszcze ułożyć, że jest nawet możliwa wewnętrzna, głęboka przemiana tych, którzy źle czynią. „Pan Bóg czyni cuda, jest w stanie przemienić ludzkie serca. Nasza modlitwa, a czasami i ofiara, mają sens. Nawet nie wiemy, kto gdzie i kiedy odnajduje Boga i ilu misjonarzy dzięki tej modlitwie może pracować, mają do tej pracy siłę i ta praca owocuje. Mimo wszystko, mimo obecnego zła. Bo miłość jest silniejsza od zła” mówi biskup Gucwa. 

*
Pamiętajmy o polskich misjonarzach, księżach i wszystkich posługujących w Republice Środkowoafrykańskiej.  

Oceń ten artykuł

Zobacz także
Wasze komentarze