dyplom „balakarza” jest powodem do dumy. fot. CARLA FIBLA GARCÍA-SALA

Młodzi Afrykańczycy chcą studiować u siebie

13 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Chęć uniknięcia trudności w uzyskaniu wizy i wysokich kosztów utrzymania w Europie, ale przede wszystkim poczucie, że jest się u siebie, bez konieczności opuszczania kontynentu, skłania tysiące studentów z Afryki Subsaharyjskiej do podejmowania studiów na uniwersytetach Afryki Północnej.

Afryka przed Europą  

Matka zmarła podczas jego porodu, a ojciec na trąd pięć lat później. Elvis Gori Molubela urodził się w Bukunga, wiosce w Katanga (DRK) i jest jej pierwszym mieszkańcem, który wyjechał do miasta i osobiście zobaczył białego człowieka. Dowiedział się także, że na świecie jest wiele krajów poza Stanami Zjednoczonymi, Belgią i Francją. W wieku trzynastu lat rozpoczął swoją drogę przez dziewięć krajów, aby osiągnąć jeden wręcz obsesyjny cel – naukę. 

W ciągu trzyletniej podróży ze swojej wioski do Maroka Elvis siedem razy zmieniał nazwisko. Mówił, że pochodzi z Tanzanii, Burkiny Faso, Senegalu, Gabonu, Kenii i Gwinei Równikowej, i należy do sześciu różnych grup etnicznych, czego umiejętnie bronił, nabywając wiedzę o nich i asymilując się z nimi. 

W wieku pięciu lat zdecydowałem się pójść do szkoły jak moi przyjaciele. Niestety, ojca nie obchodziła ani moja szkoła, ani moje rodzeństwo. Żadne z nich nigdy nie widziało tablicy. Ale byłem zdecydowany uczyć się” – mówi Elvis w książce, którą sam wydał w Rabacie (Maroko) z pomocą przyjaciół i znajomych. Książka zaczyna się od cytatu św. Augustyna: „Świat jest książką i ci, którzy nie podróżują, czytają tylko jedną stronę”. 

>>> ZOBACZ TAKŻE: 20 najpiękniejszych cytatów ze świętego Augustyna

Katanga, początek wszystkiego 

Poza skomplikowaną sytuacją rodzinną dzieciństwo Elvisa było silnie związane z miejscem jego urodzenia. Bukunga jest częścią Katangi (południowa DRK), regionu bogatego w minerały (miedź, złoto i uran), którego niepodległość ogłosił Moise Tshombe w dniu 11 lipca 1960 r., jedenaście dni po tym, jak DRK przestała być kolonią belgijską. Pierwszy konflikt w tym rejonie trwał do listopada 1965 r., kiedy władzę przejął generał Joseph Désiré Mobutu, który w 1971 r. zmienił nazwisko na Mobutu Sese Seko. Była to rebelia, w której brał udział Che Guevara, wspierający Armię Wyzwolenia Konga, oraz w której z rąk samego Tshombe’a zginął premier kraju i antykolonialny przywódca Patrice Lumumba. 

W okresie kolonialnym Belgia nie kształciła tym kraju żadnych miejscowych studentówdlatego niewielu Kongijczyków ukończyło szkołę średnią. To właśnie w szkole, od nauczycieli historii, Elvis uzyskał informacje na temat tego, co się wydarzyło w jego kraju, i wyrobił sobie bardzo krytyczną opinię na temat konsekwencji kolonializmu w Afryce, wartości zachodniej demokracji, a także potrzeby obrony swojej tożsamości. 

Jego podróż, podróż sieroty, która w wieku dziewięciu lat postanowiła zostać koczownikiem, opiera się również na kłamstwie, którego celem było przetrwanie. Twierdzi, że nie jest dumny z tego, że oszukiwał straż graniczną, policjantów, dyplomatów i dyrektorów szkół o swoim pochodzeniu, ale uzasadnia  w przekonujący sposób – że jego cel zawsze był ten sam: mieć dostęp do nauki, aby poszerzyć wiedzę, móc zadawać pytania, sprawdzić czy jego założenia były słuszne.  

Kłamstwem udało mu się przekonać dyrektora pierwszej szkoły podstawowej, do której się udał, aby mógł zapłacić za zajęcia maniokiem, który ukradł z siostrą. Tak samo przekonał księdza prowadzącego katolicką szkołę średnią, aby pozwolił mu uczęszczać na lekcje, chociaż był świadkiem Jehowy i poszukiwał wiedzy, a nie nowej doktryny religijnej. Ten sam dyrektor pod koniec szkoły, widząc jego notatki z lekcji, powiedział: „Jestem dumny, że młody człowiek, taki jak ty, tak dużo się uczy. Jutro będziesz musiał walczyć w obronie siebie”. 

Uniwersytet Międzynarodowy w Rabacie. fot. CARLA FIBLA GARCÍA-SALA

Pośrodku konfliktu 

Elvis urodził się w roku 1998, kiedy rozpoczęła się druga wojna domowa w Kongu, znana również jako wojna o koltan, zakończona porozumieniem w Pretorii w 2003 r., która kosztowała życie 3,8 miliona ludzi, zmarłych głównie z głodu i chorób. Według jego relacji konflikt ten spowodował, że jego wioska zmniejszyła się 15 tys. do 250 mieszkańców wskutek śmierci lub ucieczki tych, którzy opuścili rodzinne ziemie ze względu na okrucieństwa popełniane przez siły zbrojne Konga (FAC). W wieku dziewięciu lat opuścił Bukungę z marzeniem, że zostanie filozofem, dziennikarzem lub pisarzem. Jego przyjaciel Guillaume przekazał mu pierwsze informacje na temat nieuznanej Republiki Katangi i walki o niepodległość. I tak oto Elvis postawił sobie trzy istotne cele: poznać historię swojego narodu, uczyć się i zaspokoić swoją ciekawość na temat życia w mieście. 

Wytrwałość, z jaką podążał do przodu, była mu narzucana od urodzenia. Ojciec obwiniał go, od kiedy pamiętał, za śmierć matki i nie pozwalał z tego powodu płakać, wszak „to przez niego umarła. I nadał mu złożone imię, które w języku kiluba oznacza „złość lub utrapienie, „negocjatora lub tego, kto błaga drugiego, „wolę zwycięstwaTakie imię to deklaracja woli, której nie przestał być wierny, pomimo zmian tożsamości na drodze do swojego celu. 

„Kiedy przybywałem do nowego kraju, wiedziałem, że nikogo nie mam, ale zachowałem wiarę i przekonywałem sam siebie, że to, co mówię, jest prawdą. W ten sposób wyjaśniłem pewnej rodzinie w Tanzanii, że chcę iść do szkoły i że do tego potrzebuję, aby ojciec rodziny zgodził się być bratem mojego ojca, który pojechał do Konga układać sobie życie i że teraz oni się cieszą, że ich członek rodziny powrócił do wioski. Zgodzili się i kiedy opowiedzieliśmy to władzom, dostałem dokumenty i mogłem uczyć się w mieście. Mieszkając tam, pewnego dnia Elvis zobaczył zdjęcie Thomasa Sankary, prezydenta Burkiny Faso, który walczył o niepodległość kraju. Przeczytał jego historię i postanowił pojechał do Wagadugu. Jeśli dziecko chce walczyć o niepodległość w Afryce, musi naśladować Thomasa Sankarę. Musiałem pojechać do Burkiny Faso, chociaż nawet nie wiedziałem, gdzie leży na mapie. Szukałem w Internecie potrzebnych mi informacji i w lipcu 2013 r. udałem się do Centrum Imigracyjnego w Dar es Salaam, powiedziałem im, że jestem Burkińczykiem, ale mieszkałem z ojcem w RPA, a teraz on umarł i muszę wrócić do matki. Najpierw mi nie uwierzyli, ale nalegałem i dwa tygodnie później rząd zapłacił za mój bilet do stolicy Burkina Faso”. 

Elvis zręcznie rozwiązywał napotykane po drodze trudności. Był świadom swoich błędów i weryfikował swoje fizyczne i psychiczne ograniczenia, które zazwyczaj dla nastolatka nie istnieją. Bezpiecznie stawiał kroki, opierając się na podsłuchanych komentarzach na temat sytuacji w innych krajach afrykańskich i zwracając baczną uwagę na szczegóły. W ten sposób rozpoczął drogę emigracji subsaharyjskiej w kierunku Europy, chociaż nie zamierzał przeprawiać się przez Morze Śródziemne, ponieważ jego celem było kontynuowanie nauki tylko tam, gdzie mu na to pozwalano. A ponieważ nie miał wystarczających środków pieniężnych, wykorzystywał swoje słowa, swoją zdolność przekonywania i nie poddawania się w obliczu przeciwności. Z uporem dąż do celu. „Mówiłem prawdę, że nie mam nic i że jeśli będą chcieli, mogą mnie przepuścić lub dać mi pieniądze na podróż. A potem zapewniałem ich, że nie jestem szalony i że muszą mi pomóc. 

Upragnione Maroko 

Kiedy Elvis dotarł do Maroka, trudno mu było znaleźć pracowników organizacji pozarządowych, ambasad, instytucji międzynarodowych i administracji, którzy by zrozumieli, że nie przyjechał do królestwa rodziny Alaoui, aby stąd udać się do Europy. „Chciałem się uczyć, ale ludzie myśleli, że jestem tu, aby przepłynąć na drugą stronę. Monica Pedraza z Caritasu była jedyną osobą, która mnie rozumiała. W styczniu 2015 r. znalazłem szkołę, ale problem polegał na tym, że nie miałem nic, nawet paszportu ani plecaka. Miałem tylko głowę, żeby pokazać, że się uczyłem i że chcę kontynuować naukę. 

W Maroku zaproponowano mu kursy zawodowe, aby nauczył się fachu, ale Elvis chciał się kształcić na uniwersytecie. Jednak po drodze nauczył się wielu rzemiosł m.in. szewstwa, dzięki któremu ma teraz dach nad głową w Rabacie. 

Kiedy niestrudzenie próbował przekonywać pracowników ambasad, dyrektorów szkół i kierowników placówek oświatowych, nie zaprzestawał też zwracać uwagi na ludzi, których spotykał na swojej drodze i przy każdej okazji starał się zbliżyć się do tych, którzy mogliby ułatwić mu dostęp do nauki. Dzięki temu udało mu się ukończyć szkołę średnią, a w listopadzie 2018 r. rozpocząć studia prawnicze na Uniwersytecie Mohameda V w Agdal w stolicy Maroka. Ale „papiery, karty pobytu, paszporty i akty urodzenia zawsze stanowiły problem w życiu Elvisa i dziś zmuszają go do dalszego życia z dnia na dzień, bez pewności, że będzie w stanie ukończyć studia. „Prawda jest taka, że się uczyłem, że udało mi się dostać na uniwersytet, że jestem pierwszym z 600 studentów, ale prawdą jest również to, że nie mam marokańskiej karty pobytu, ponieważ nie mam paszportu z Gwinei Równikowej lub DRK, a kiedy je skończę, nie dadzą mi dyplomu, jeśli ich nie przedstawię. 

Ma kilka możliwości. Jedną z nich jest taka, że rodzina z Demokratycznej Republiki Konga prześle mu akt urodzenia zawierający jego nazwisko, pod którym uzyskał stopień naukowy i które umożliwiło mu podjęcie studiów wyższych. 

Elvis posługuje się sześcioma językami (angielskim, francuskim, hiszpańskim, rosyjskim, suahili i lingala), z których większość nauczył się sam. Jest przekonany, że nie będzie ryzykował życia w regionie Morza Śródziemnego, ponieważ „musi jeszcze walczyć o niepodległość Katangi”. W tym czasie dalej będzie podążał za swoim motto: „Kiedy jest problem, idź do przodu i nigdy nie oglądaj się za siebie”. 

studenci angażują się w życie uczelni. fot. CARLA FIBLA GARCÍA-SALA

Ułatwienia w pobliżu Europy 

Co dziesiąty student na świecie, który wyjechał ze swojego miejsca pochodzenia w celu podjęcia nauki na uniwersytecie, to student z Afryki. Według raportu Międzynarodowej Mobilności Studentów Afrykańskich francuskiej Agencji Promocji Szkolnictwa Wyższego, Przyjmowania i Mobilności Międzynarodowej do roku 2027 spodziewany jest wzrost o 20%, zwłaszcza w Nigerii, Demokratycznej Republice Konga, Etiopii i Nigrze. 

Istnieje duża różnica pomiędzy mobilnością studentów z Afryki Północnej i reszty kontynentu (na każdego studenta z Afryki Subsaharyjskiej przypada pięciu studentów z Maghrebu), jak też zrównoważony podział na studentów anglojęzycznych i francuskojęzycznych studiujących za granicą. Francja jest pierwszym krajem docelowym, do którego przyjeżdża ponad 43% afrykańskich studentów, połowa z krajów Maghrebu, do Republiki Południowej Afryki najwięcej studentów z innych państw na kontynencie. Również Maroko i Tunezja stały się interesującym celem akademickim dla tych, którzy chcą uniknąć trudności w uzyskaniu europejskiej wizy, wysokich kosztów utrzymania i dostosowywania się do zachodnich zwyczajów. Ponadto kraje te wykorzystują boom we współpracy Południe-Południe, co przekłada się na znaczną liczbę stypendiów. 

Trzy dekady gościnności 

Przez ostatnie trzy dekady Maroko regularnie przyjmuje studentów z Afryki Środkowej i Południowej. De facto trzydziestu ministrów i ponad tysiąc przywódców subsaharyjskich studiowało w kraju dynastii Alaoui. „Przyszłość naszego kontynentu zależy od rozwoju afrykańskiej młodzieży, edukacji i szkolenia, a także od kwestii demograficznych” – wyjaśnił Mohamed Methqal, dyrektor generalny Marokańskiej Agencji Współpracy Międzynarodowej (AMCI), na Forum „Rethinking Africa” zorganizowanym na początku marca przez Międzynarodowy Uniwersytet w Rabacie (UIR). „Afryka Północna stała się ulubionym kierunkiem dla rozwoju afrykańskiego talentu” – dodał. W obecnym roku akademickim w Maroku studiuje i kształci się zawodowo 11 tys. studentów z innych krajów afrykańskich (90% studentów zagranicznych) w publicznych i prywatnych ośrodkach uniwersyteckich. A 75% z nich korzysta ze stypendiów AMCI, które obejmują czesne, zakwaterowanie i wyżywienie. 

„Afryka jest kontynentem, który najmniej emigruje w skali światowej, a 80% ruchów migracyjnych odbywa się wewnątrz kontynentu. To właśnie kraje afrykańskie a nie Europa przyjmują na siebie obciążenie demograficzne. Żyjemy w afropolityzmie, ponieważ duże afrykańskie miasta są wieżami Babel, które zamieszkują dziesiątki narodowości. Afryka na nowo odkrywa siebie na uniwersytetach, w sztuce, w kulturze” – mówi marokański socjolog Mehdi Alioua, który opowiada się za likwidacją granic, ułatwieniem kontaktów i odpowiedzią na potrzeby młodych ludzi, bo dopóki uważa się, że migracja jest problemem, nie będzie prawdziwego rozwoju. 

Alioua wskazuje również, że studenci są najbardziej uprzywilejowanymi migrantami z administracyjnego punktu widzenia, ponieważ na wypadek blokad zawsze znajdzie się jakieś rozwiązanie. A problem ksenofobii traci na znaczeniu, gdy studentów postrzega się w swoich krajach jako elity lub klasę średnią”. 

Tariq Jedad, prezes Popular Modernist Association z siedzibą w Settat – mieście, w którym w tym roku uczy się 1400 studentów z krajów subsaharyjskich – przyznaje: „organizujemy spotkania w celu omówienia spraw kontynentu, wymian wewnątrzregionalnych. Pracujemy na rzecz ich integracji. Kultura i tożsamość Maroka mają wiele źródeł: afrykańskie, arabskie, andaluzyjskie, żydowskie, muzułmańskie… To normalne, że w Maroku są czarnoskórzy. 

Na Międzynarodowym Uniwersytecie w Rabacie studiują dziś studenci z wielu krajów Afryki Subsaharyjskiej. fot. CARLA FIBLA GARCÍA-SALA

Pozytywne doświadczenia 

Opinie osób ubiegających się o stypendium AMCI są pozytywne. „Chciałem wydostać się z mojej strefy komfortu, odkryć inne kultury. Maroko jest dobrym wyborem, ponieważ na naszym kontynencie jest tak wiele do poznania. Dla mnie Afryka jest przyszłością dla jej zasobów. Podróżowałem do krajów europejskich, ale tutaj czuję się lepiej, życie jest spokojne, a ludzie są mili” – wyjaśnia Aboubacar Sidik Diakite, pochodzący z Wybrzeża Kości Słoniowej, po sześciu miesiącach studiowania nauk politycznych na Międzynarodowym Uniwersytecie w Rabacie. Jego marokański kolega Mohamed Nassim wtóruje mu: „Maghreb jest bramą do Europy, dobrą okazją do poznania innej kultury, ale pozostając w Afryce. Tutaj mamy do czynienia z afrykańskimi wpływami o zachodnich konotacjach. Istnieje też ważna społeczność subsaharyjska, która pozwala zachować tradycyjną solidarność, zwłaszcza w popularnych i ubogich dzielnicach. 

Leila Diaby z Wybrzeża Kości Słoniowej, studentka pierwszego roku nauk politycznych, wskazuje istotny czynnik, jakim jest rasizm. „Przyjechałam do Maroka, ponieważ jest to najmniej rasistowski kraj w Afryce Północnej, a jego uniwersytety mają profesorów z wielu krajów i dużo na nich różnorodności. Dobrze się zintegrowałam, nie widzę żadnych różnic”. Z drugiej strony Bienvenu Domboue, który studiuje od sześciu miesięcy w prywatnej szkole biznesu, podkreśla łatwość zapisania się, ale nie bardzo jest zadowolony z integracji. „Nie ma zbyt wielu relacji między uczniami. Marokańczycy nawiązują więzi między sobą, a my, Subsaharianiemiędzy sobą. Mam kolegów, ale nie mam przyjaciół wśród Marokańczyków. 

Dwadzieścia pięć lat temu utworzono w Maroku Konfederację Studentów i Stypendystów z Afryki Zachodniej (CESAM), aby bronić materialnych i niematerialnych interesów studentów, wskutek ich niewystarczającej integracji” – wyjaśnia Mohamed Ag Mattou, prezes organizacji w Settat, potwierdzając, że dziś większość czuje się mile widziana. 

„Maroko ma wiele zalet: jest blisko, szkolenia są tańsze, studenci nie odczuwają większych zmian, np. z powodu klimatu, i mają dużą wspólnotę, która pomaga w trudnych chwilach. Praca krajów takich jak Maroko na rzecz współpracy Południe-Południe z Afryką Zachodnią jest niezwykła” – podsumowuje Mamadou Badj, dziekan Wydziału Nauk Prawnych i Politycznych Uniwersytetu Cheij Anta Diop w Dakarze (Senegal).   

tekst i zdjęcia: CARLA FIBLA GARCÍA-SALA

tłumaczenie: ALEKSANDRA RYTUNA

Zobacz także
Wasze komentarze