Nieodzowna pomoc [MISYJNE DROGI]

6 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Choć znają dobrze liturgię, nie odprawiają Mszy św. Potrafią za to naprawić radio, agregat, wybudować szkołę, a do tego poprowadzić krąg biblijny. Bracia zakonni.
Pisze się o nich mało, a robią tak wiele.

Powołanie brata zakonnego jest dzisiaj niemal zapomniane i niekiedy definiowane negatywnie, szczególnie w porównaniu z powołaniem kapłańskim. Można usłyszeć następujące opinie:
„Brat zakonny to ktoś, kto nie mógł zostać księdzem” lub: „Brat pomaga kapłanom w pracy duszpasterskiej, albo jest na ich usługach”. Takie pojmowanie powołania brata zakonnego jest błędne. Brat nie jest osobą, której brakuje predyspozycji do tego, aby zostać kapłanem, lub kimś, kto całe swoje istnienie uzależnia tylko od relacji z kapłanem. Brat to człowiek, który świadomie nie przyjmuje święceń kapłańskich, aby mieć więcej czasu na poszukiwanie Boga i świadczenia o Nim życiem we wszystkich pracach.

Ważne, jak to się robi

Niegdyś poszukiwanie Boga oraz świadczenie o Nim przez braci zakonnych polegały przede wszystkim na pełnieniu posług domowych, takich jak kucharz, furtian, zakrystianin lub osoba odpowiedzialna za porządek. Inni podejmowali się tej misji jako stolarze, murarze czy mechanicy. Dziś coraz więcej braci zakonnych kończy studia wyższe, aby móc pracować z dziećmi czy młodzieżą jako pedagodzy lub psychologowie. Nierzadko można także spotkać braci pracujących na wyższych uczelniach jako profesorowie czy też członkowie kadry zarządzającej instytucjami, placówkami czy organizacjami. Są bracia lekarze czy bracia doskonale realizujący się w rozliczaniu pozyskanych pieniędzy. W gruncie rzeczy nieważne jest, co się robi, ale jak się to robi. To znaczy: czy w wykonywanej pracy podkreślony jest wymiar duchowy? Czy w tej pracy jest obecne poszukiwanie Boga i dawanie o Nim świadectwa?


Afrykańskie powołania

W Demokratycznej Republice Kongo, gdzie pracowałem, wielu młodych chłopców pragnie zaangażować się w życie Kościoła jako bracia zakonni. Biorąc pod uwagę kryzys powołań, przez jaki aktualnie przechodzi większość zgromadzeń zakonnych, czasami zastanawiałem się, czym to zainteresowanie jest motywowane. Czy postawą starszych braci zakonników, którzy włożyli spory nakład sił w budowę lokalnego Kościoła w tym właśnie kraju? Bo nie można przecież zapomnieć tych, którzy pozostawili po sobie niezatarte wspomnienie życia w modlitwie, prostocie, braterstwie, w poczuciu spełnienia. Większość braci w Demokratycznej Republice Kongo zużyła swoje siły na pełnieniu posług zawodowych: murarza, stolarza czy mechanika. Budowali szkoły, szpitale, kościoły, drogi. Zawsze chętnie pomagali ludziom w codziennych pracach i troszczyli się o rozwój kraju, w którym przyszło im żyć. Niejednokrotnie przychodziły mi też na myśl inne powody zainteresowania życiem zakonnym, na przykład pokusa lżejszego życia, łatwiejszego studiowania, władzy i kariery. W kraju takim jak Kongo, gdzie trudno o codzienny posiłek, gdzie wszystkie szkoły są płatne, gdzie nie ma żadnej pracy, możliwość studiowania i zdobycia pożądanej pozycji społecznej jest nikła. Wstąpienie do zakonu daje możliwość bezpłatnego studiowania, zapewnia opiekę zdrowotną i codzienną strawę. Niepokojące jest jednak to, że wśród braci zakonnych, którzy już skończyli formację i złożyli śluby wieczyste można zauważyć brak podstawowych cech, które powinny charakteryzować brata zakonnika, takich jak prostota serca, głębokie uduchowienie, braterstwo i nieustająca chęć posługi. Łatwo jest jednak osądzać ludzi pochopnie,
a siebie usprawiedliwiać. Właściwie tak do końca nie wiemy, czym są motywowane powołania na braci zakonnych i dlaczego w jednym miejscu ich liczba maleje, a w innym rośnie. Na pewno skryty jest w tym wszystkim tajemniczy zamysł Boży. Jednakże to my sami jesteśmy odpowiedzialni za swoje życie i powołanie, które możemy kształtować i doskonalić.


Brat biblista

Jeden z moich współbraci werbistów, brat Albert Kurczab SVD, tak wspomina swój przyjazd do Demokratycznej Republiki Kongo. „Jako brat zakonny w Zgromadzeniu Księży Werbistów
pragnąłem zaangażować się w pracę socjalną. Widziałem się przede wszystkim w charakterze pomocnika w jednym z naszych domów, w których mieszkają tak zwane dzieci ulicy. Chciałem pomóc tym, którzy są najsłabsi i najbiedniejsi. Prowincjał jednak nie przydzielił mnie do tej pracy. Zaoferował mi pracę w apostolacie biblijnym, jako osoby odpowiedzialnej za jedno z naszych Centrów Formacji Biblijnej. Po niedługim namyśle przystałem na tę propozycję i pojechałem do Bandundu (450 km na wschód od stolicy), ażeby rozpocząć moją pracę”. Oczywiście, jak każdy misjonarz, brat Albert, aby wypełnić powierzone mu obowiązki, musiał pokonać barierę językową, ucząc się języka kikongo, jednego z tutejszych języków plemiennych. Z czasem zaczął organizować różnego rodzaju kursy i animacje biblijne w Centrum w Bandundu oraz w okolicznych wioskach. Zajęcia te cieszyły się sporym zainteresowaniem miejscowej ludności, która interesuje się Biblią (przede wszystkim Starym Testamentem) i chce jak najwięcej dowiedzieć się o Bogu. Częściowo spowodowane jest to tym, że tamtejsze społeczeństwo żyje w otoczeniu zwolenników różnego rodzaju sekt, a ich wiara w jakiś sposób przez cały czas jest kwestionowana i porównywana. W celu rozwinięcia apostolatu biblijnego, pod przewodnictwem brata Alberta,
dwa lata temu rozpoczęto publikację tekstów liturgicznych wraz z komentarzami i homiliami na każdą niedzielę i święta. Publikację nazwano „Lukaya ya Lumingu”, czyli „Kartka na Niedzielę”.
W jednym numerze publikowane są czytania i komentarze na wszystkie niedziele miesiąca i święta. Pod koniec każdego miesiąca jest dużo stresu związanego z zamknięciem numeru. Przygotowane materiały drukowane są w jednym egzemplarzu, który następnie jest kopiowany, spinany w formie zeszytu i rozprowadzany w okolicznych parafiach. Niejednokrotnie ze względu
na duże zainteresowanie egzemplarze wysyłane są do parafii i misji położonych w odległych wioskach. Niewątpliwie wiele jeszcze pozostało do zrobienia w apostolacie biblijnym w Bandundu, za który odpowiedzialny jest brat Albert, a Słowo Boże w kikongo ma jeszcze wiele szlaków do przetarcia. Myślę jednak, że z pomocą Bożą i dobrych ludzi wiele już się dokonało.


Poszukujący Boga

Jako kapłan, zakonnik i misjonarz nigdy nie odczuwałem, że brat zakonny ma ograniczone pole działania. Wręcz przeciwnie, często myślę, że są takie miejsca, do których kapłan nie może dotrzeć, gdyż na samo słowo „ksiądz” rodzi się opór. Oczywiście praca misyjna jest bardzo ważna, ale nie można zapomnieć o istocie tej posługi, to znaczy o ciągłym poszukiwaniu Boga, w którym realizuje się nasze uświęcenie poprzez nieustanne dawanie świadectwa ludziom o Chrystusie. To świadectwo może być słowne, ale najbardziej przekonujący jest przykład prostoty serca, głębokiego uduchowienia, braterstwa oraz zawsze chętnej posługi. Dawniej mówiono, że zakonnikowi-kapłanowi, zaangażowanemu w liczne posługi duszpasterskie, brat nie-kapłan przypomina, że życie zakonne ma wymiar wspólnotowy, o którym nie można zapomnieć. Natomiast bratu, wykonującemu zwykłe prace domowe, kapłan przypomina apostolski wymiar jego pracy. Dzisiaj
ta różnica się zaciera. Brat zakonny jest dzisiaj apostołem tak samo jak kapłan, z tą jednak różnicą, że jego dzieła apostolskie być może są mniej zauważane przez ludzi. Powinniśmy wspólnie zadbać o to, aby nasza praca miała oba wymiary: wspólnotowy i apostolski. Wszyscy powinniśmy świadczyć o Chrystusie słowem i przykładem, bo wszyscy jesteśmy zarazem braćmi i apostołami. Myślę, że jedynie w taki sposób nasze życie może stać się symbolem i może ukazywać wielkość Królestwa Bożego na ziemi.

>>>Tekst pochodzi z „Misyjnych Dróg”. Wykup prenumeratę<<<

Zobacz także
Wasze komentarze