ks. Rafał Ochojski MSF, Norwegia

ks. Rafał Ochojski MSF, Norwegia

Noce ciemne jak węgiel. Misje na dalekiej Północy [MISYJNE DROGI]

Na Północy przez wiele tygodni słońce w ogóle nie wschodzi. Od listopada do końca stycznia ziemia pogrążona jest w całodobowej ciemności, którą rozświetla jedynie zorza polarna.

Kościół katolicki na Północy jest nieliczny. Ale i gęstość zaludnienia na Islandii, w Norwegii czy w Kanadzie Północnej jest niewielka. O trudnościach tych misji można powiedzieć wiele, bo dla każdego coś innego jest tam wyzwaniem. Siarczyste mrozy, wielkie odległości, nieprzebrane lasy, pustkowia i wreszcie naruszony rytm dobowy. Równowaga między dniem i nocą jest tutaj zachwiana jak nigdzie indziej.

>>> Norwegia: dzień z życia misjonarza [FOTOREPORTAŻ/MISYJNE DROGI]

Dni i noce polarne

Wielu ludzi nawet w polskich warunkach powtarza, że zimą to nie mróz jest najgorszym czynnikiem obniżającym nastrój. Najbardziej przytłaczająca potrafi być ciemność. W okolicach koła podbiegunowego trwa ona kilka miesięcy, bez przerwy. – Noc polarna jest sporym obciążeniem dla psychiki, zwłaszcza kiedy przez większość dnia jest się samemu ze sobą. Znam osoby, które w tym czasie wyjeżdżają z północnej Norwegii, żeby się regenerować. Ja akurat zawsze lubiłem klimat nocy polarnej. To czas, który kojarzy mi się z kominkiem, świeczkami, książką, ciemną kaplicą z czerwoną lampką i światłem skierowanym tylko na Niego. Tak, to mój klimat – mówi ks. Rafał Ochojski MSF, który na co dzień pracuje duszpastersko w Tromsø. – Na pewno bardzo pomogła mi w oswojeniu nocy polarnej wizyta na Svalbardzie, bo tam noc jest czarna jak węgiel. Jestem Ślązakiem, wiem, co mówię. Tam nawet nie widać ośnieżonych szczytów gór otaczających miasto. Nie widać nic! Odprawiałem tam mszę św. w ekstremalnych warunkach. Potrzebna była eskorta ze strzelbami na wypadek ataku niedźwiedzi. Dlatego kiedy wróciłem do siebie, to stwierdziłem, że już nigdy nie będę narzekać na noc polarną w kontynentalnej części Norwegii – dodaje z uśmiechem misjonarz Świętej Rodziny.

Msza św. na archipelagu Svalbard. fot. arch. ks. Rafał Ochojski MSF

Do obłędu mogą prowadzić nie tylko ciemności, ale też dzień polarny. – Ciemność nie jest aż taka zła. Miasta są bajecznie oświetlone. Chociaż najkrótszy dzień w roku trwa u nas zaledwie trzy godziny, to jednak właśnie białe noce są dla ludzi najbardziej męczące i zakłócają funkcjonowanie. Nie można się wyspać. Ostre białe noce trwają od maja do końca lipca i są naprawdę męczące – podkreśla z kolei ks. Damian Wyżkiewicz CM, który od trzech lat jest duszpasterzem na Islandii.

Wielokulturowa Islandia

Cała Islandia to jedna diecezja katolicka. Cała wyspa jest podzielona na dziewięć parafii. Niebawem będzie możliwe otwarcie dziesiątej. Łączna liczba zarejestrowanych katolików przekracza 16 tysięcy, ale ich rzeczywista liczba jest znacznie wyższa. Samych Polaków jest tu ponad 35 tysięcy. Kościół na Islandii jest prawdziwie powszechny. Przynajmniej 80%–90% katolików ma korzenie imigranckie, więc to nie narodowość, a doświadczenie wiary jest wspólnym mianownikiem tamtejszych wspólnot. Większość katolików tutaj to Polacy, Filipińczycy, Litwini, Latynosi. Trudno trafić z Ewangelią do ludzi tak zróżnicowanych kulturowo. Nawet podczas mszy świętej modlitwa wiernych czy czytania odbywają się w kilku językach, żeby każdego zauważyć.

– Gdybym miał określić jednym słowem, co jest największą trudnością duszpasterską na Islandii, to użyłbym słowa „brak”. Brak wiernych, brak struktur, brak kościołów, brak pieniędzy i brak możliwości bycia blisko ludzi wszędzie. Ale z każdym dniem jest coraz lepiej. Dlatego każdy, kto odważnie deklaruje swoją wiarę i jest gotów poświęcić swoje życie nieustannej ewangelizacji naszej wyspy jako kapłan czy osoba świecka, albo przynajmniej ją wesprzeć, modlitwą czy finansowo,  jest bardzo serdecznie witany – mówi biskup Reykjavíku, David Tencer.

Islandia
Islandia. fot. arch. ks. Damian Wyżkiewicz

Historia ks. Damiana Wyżkiewicza ze Zgromadzenia Księży Misjonarzy jest znakomitym przykładem na to, że każdy ewangelizator jest na Islandii przyjmowany z otwartymi ramionami. Ksiądz Damian podjął decyzję o wyjeździe na Islandię w 2022 roku. Zasilił struktury tego niewielkiego Kościoła, choć – jak przyznaje – nie wszystko jest tutaj łatwe. – Język islandzki jest jednym z najtrudniejszych języków świata. Zbliżony jest do pierwotnego języka Wikingów. Jego nauka zajmuje mnóstwo czasu. Islandczycy znakomicie mówią po angielsku, ale żeby potraktowali kogoś jak swego i mu zaufali, to oczekują znajomości ich języka. To punkt wyjścia do zbudowania z nimi relacji. Uczę się islandzkiego od trzech lat. Ludzie to doceniają, ale ciągle z trudem przychodzi mi posługiwanie się tym językiem – przyznaje duchowny. Obfite opady śniegu i deszczu są tu oczywiście wyzwaniem. Ale, jak mawia klasyk, najgorszy jest wiatr. – Jego siła jest dosłownie porywająca. Silny podmuch jest w stanie strącić z klifu małe auto, a nawet ciężarówkę – opowiada ks. Wyżkiewicz. A odległości pokonuje się tutaj ogromne. Aby dotrzeć na mszę świętą, trzeba się czasem liczyć z tym, że zejdzie na to pół dnia. Albo i cały dzień. A podróżowanie po wyspie jest ryzykowne nie tylko ze względu na opady, ale także… z powodu owiec. Zwłaszcza późnym latem, kiedy wcześnie robi się ciemno, łatwo niestety o wypadek, bo owce pasą się tutaj bez większej kontroli.

>>> Najdalej na północ [MISYJNE DROGI]

Tromsø, Norwegia. fot. ks. Rafał Ochojski MSF

Hammerfest i Tromsø

Wróćmy jeszcze do Norwegii. Ksiądz Rafał Ochojski MSF opowiada, że coraz więcej młodych Norwegów konwertuje do Kościoła katolickiego. Takie głosy słychać także z innych europejskich krajów. To znak, że czasem cicha, ale konsekwentna obecność misjonarzy w różnych zakątkach świata jest potrzebna i przynosi konkretne rezultaty.

W ostatnich dziesięciu latach liczba katolików w Norwegii wzrosła (choć oczywiście częściowo także za sprawą migracji) z ok. 95 tys. do 168 tys. – W mojej poprzedniej parafii w Hammerfeście w niedzielę miałem może 50 osób na mszy świętej. W tygodniu zaledwie kilka, ale zawsze ktoś był. Dbaliśmy o śpiew, a ja przygotowywałem kazanie, nawet jak w kościele była jedna osoba – opowiada ks. Ochojski. – Teraz jestem w Tromsø, wypełniając nową misję, do której powołał mnie bp Erik Varden OCSO. Moja obecna funkcja rozszerza się na wszystkie parafie diecezji. Mam nadzieję, że uda mi się coś zdziałać na rzecz lepszego skomunikowania i zorganizowania działań lokalnego Kościoła. Im lepsza komunikacja, tym lepsze efekty. Szczególnie przy tak dużych odległościach – zaznacza. Misjonarz Świętej Rodziny podkreśla, że podczas niedzielnej Eucharystii w Tromsø kościół pęka w szwach. I parafianie, i turyści licznie uczestniczą w życiu parafii.

Norwegia
Norwegia. fot. ks. Rafał Ochojski MSF

Misja to nie skuteczność, a wierność

Izolacja, zimno i ciemności dotyczą także misjonarzy pracujących w północnej Kanadzie. W surowym klimacie i w małych wspólnotach wszystko staje się wyraźniejsze: zmęczenie, ograniczenia, duchowa kruchość. Nie można schować się za aktywizmem czy za planem duszpasterskim. – Północ Kanady nie przyjmuje entuzjazmem ani natychmiastową bliskością. Przyjmuje ciszą, która weryfikuje intencje. W tej ciszy szybko okazuje się, czy przyjechałam tutaj, aby coś udowodnić, czy naprawdę służyć. Ona obnaża pośpiech i ukryte pragnienie widocznych owoców, a zarazem uczy, że największym wyzwaniem jest słuchanie – mówi Magdalena Maliszewska, która pracuje wśród Inuitów w diecezji Churchill-Hudson Bay.

Wobec braku masowych nawróceń i kościoła pełnego wiernych pojawia się czasem pokusa zniecierpliwienia. – Zadaję sobie czasem pytanie: czy moje bycie tutaj ma jakikolwiek sens? Bóg jednak przychodzi z odpowiedzią. Dostrzegam ją w spojrzeniu człowieka, który po raz pierwszy od dawna czuje się wysłuchany. W prostej liturgii, gdzie każdy śpiew i każde słowo nabierają gęstości. W świetle zorzy polarnej, która przypomina, że nawet nad najciemniejszym i najbardziej lodowatym horyzontem Bóg potrafi dać światło – zauważa świecka misjonarka. – Wyzwaniem dla misjonarza z koła podbiegunowego jest nauczenie się, że misja nie jest kwestią skuteczności, lecz wierności. A najważniejsze dzieje się nie w statystykach, lecz w sercu. I misjonarza, i tych, do których jest posłany – zaznacza Magdalena Maliszewska.

Google News
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!

Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.

Czytałeś? Wesprzyj nas!

Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!

Zobacz także
Wasze komentarze