zdj poglądowe, Fot. pixabay
Polska wolontariuszka o Etiopii: wojna to ogromne cierpienie i katastrofa humanitarna
Na wojnie cierpią zawsze najbiedniejsi ludzie. Wojny nie da się usprawiedliwić. To jest ogromne cierpienie i katastrofa humanitarna – wskazała w rozmowie z Polskifr.fr magister pielęgniarstwa Klaudia Daszuta, uczestniczka wyjazdów z Zespołem Pomocy Humanitarno-Medycznej przy Ministerstwie Zdrowia i w ramach wolontariatu do Etiopii.
Klaudia Daszuta jest specjalistką pielęgniarstwa anestezjologicznego i intensywnej terapii. Pracuję w zawodzie od 2010 roku. Przez kilka lat pracowała jako szpitalny koordynator transplantacyjny, ale z chwilą wybuchu epidemii COVID-19 przeniosła się wraz z personelem medycznym ze szpitala we Włocławku do szpitala na Stadionie Narodowym. „Tam walczyliśmy z epidemią, pomagaliśmy ludziom wyjść z choroby – opowiedziała. – Jak COVID-19 się kończył, to była informacja o tym, że prawdopodobnie wybuchnie konflikt w Ukrainie i przygotowywaliśmy pociąg medyczny do ewakuacji rannych z Ukrainy”.
Z pomocą dla Ukrainy
Pierwszy transport, który Klaudia Daszuta ewakuowała z Ukrainy wraz z zespołem, to było ok. 600 osób. „Nie planowaliśmy tej ewakuacji. Pojechaliśmy tam przećwiczyć załadowywanie np. pacjentów, czy uda nam się wejść z noszami, czy to będzie wyglądało sprawnie. Jako zespół chcieliśmy przećwiczyć wszystkie te procedury; czy niczego nam nie brakuje, bo tam był i blok operacyjny, i sala intensywnej terapii w tym pociągu dla ewakuacji ciężko rannych osób” – poinformowała.
Wobec dramatu, który już rozgrywał się na Ukrainie po przybyciu zespołu medycznego, zapadła decyzja o zabraniu do Polski takiej liczby osób, jaką uda się jednorazowo przetransportować. Było to ponad 600 osób, matek z dziećmi, osób starszych, wycieńczonych ogromnym stresem.
Jak poinformowała rozmówczyni Polskifr.fr, rządowy Zespół Pomocy Humanitarno-Medycznej oficjalnie powstał 12 maja 2022 roku, czyli już po wybuchu pełnoskalowej wojny, ale „bardzo duża część osób, która brała wcześniej udział w tej ewakuacji rannych pociągiem, jest obecnie w ZPHM. „Dalej działamy na rzecz innych osób” – powiedziała Klaudia Daszuta.

Przebieg pomocy
Wspominając wyjazd na Ukrainę z października 2022 r., Klaudia Daszuta podkreśliła, że Charków był wówczas świeżo wyzwolony spod bezpośredniego zagrożenia rosyjską okupacją. „Nasza pomoc polegała na tym, że zabraliśmy ze sobą leki, sprzęt medyczny i pojechaliśmy do tych miejsc, gdzie tego dostępu do opieki medycznej nie było przez pewien czas. Mieliśmy karetkę i jeździliśmy jako zespół: ratownik, pielęgniarka, lekarz i badaliśmy tych pacjentów, oferując im bezpłatne leki i bezpłatne konsultacje medyczne” – opowiedziała.
„Bardzo duża część osób miała ciśnienie tętnicze krwi tak wysokie, że byliśmy po prostu przerażeni – wskazała. – W Polsce w normalnych warunkach to jest nie do pomyślenia. A tam bez pomocy przez pół roku pacjenci zostawieni z nieustabilizowaną cukrzycą, nadciśnieniem tętniczym i wieloma, wieloma innymi chorobami. Największa część tych osób miała duże problemy natury psychicznej, psychologicznej. Więc jak zobaczyliśmy tych pacjentów tam na miejscu, to było dla nas przerażające. Wiedziałam wtedy, że ja dalej będę chciała pomagać. Byłam na kilkunastu takich misjach”.
W późniejszym okresie doszła do tego praca w szpitalach, żeby odciążyć personel medyczny w obwodzie charkowskim. „Jako pielęgniarka anestezjologiczna znieczulałam z lekarzem anestezjologiem pacjentów do zabiegów operacyjnych. Wykonywaliśmy takie czynności medyczne, jak to w szpitalu się wykonuje” – podkreśliła rozmówczyni Polskifr.fr.
Świadomość ryzyka
„Gdy przekraczamy granicę ukraińską, to musimy mieć świadomość, że możemy stamtąd nie wrócić” – powiedziała uczestniczka działań humanitarno-medycznych na Ukrainie. „Uważam, że jako medycy i jako ludzie nie możemy zamykać się tylko i żyć w swojej własnej bańce i w wygodnym mieszkaniu, tylko musimy pomagać innym ludziom – dodała. – Gdyby u nas wybuchła wojna, chciałabym, żeby inne państwa również przyjechały z pomocą. Dlatego uważam, że trzeba ten strach przezwyciężyć i pomagać innym. Takie jest nasze życiowe zadanie. Otaczamy się ludźmi i musimy innym w potrzebie pomagać, czyli robić to, co sami chcielibyśmy, żeby w stosunku do nas zrobiono”.

Najtrudniejsze wyzwania
Klaudia Daszuta wspomniała, że podczas pobytu na Ukrainie najtrudniejsze były noce. Charków jest położony bardzo blisko linii frontu. W ciągu dnia liczne obowiązki sprawiają, że człowiek mniej myśli o zagrożeniach, ale w nocy jest to szczególnie uciążliwe, gdy trzeba co kwadrans uciekać do schronu.
„Po pewnym czasie nie byliśmy w stanie budzić się co chwila i zbiegać do tego schronu, bo te alarmy potrafią być co 15 minut na przykład. Więc często jest tak, że my po prostu już śpimy w miejscu bezpiecznym, bo nie jesteśmy w stanie wyspać się, co chwilę zbiegając” – poinformowała.
>>> Gwinea Bissau: córka imama złożyła pierwsze śluby jako zakonnica katolicka
Wyjazdy do Etiopii
Klaudia Daszuta ma za sobą wyjazdy na Ukrainę wraz z misją humanitarno-medyczną, ale brała udział również w działaniach pomocowych w Etiopii. „Jest to nasza prywatna inicjatywa. Wyjeżdżamy z zespołem Helping Hand Medical Team. Jest to grupa pasjonatów medyków, którzy chcą tam na miejscu pomagać społeczności. Głównym organizatorem jest dr Bizuayehu Tegene. To anestezjolog, który pracuje w szpitalu we Włocławku od wielu lat, ale z pochodzenia jest Etiopczykiem i od sześciu lat wyjeżdżamy z takimi regularnymi misjami. Wspieramy szpitale w różnych częściach kraju” – opowiedziała.
Daszuta wspierała szpital w Addis Abebie. „Tam robiliśmy operacje neurochirurgiczne. Mieliśmy swój zespół, czyli anestezjologa, mojego męża, neurochirurga, jeżdżą z nami pielęgniarki i instrumentariuszki, więc cały zespół medyczny do zabiegów jest nasz” – poinformowała.
„Oczywiście pomaga nam w pracy miejscowy personel szpitala, czyli lekarze i pielęgniarki z miejscowego szpitala, ponieważ sami nie dalibyśmy rady wszystkiego zrobić – opowiedziała. – Wyjazdy tam są niezwykle emocjonujące i bardzo satysfakcjonujące. Te zabiegi, które robimy, są to zabiegi, których na miejscu nie są w stanie zrobić etiopskie służby medyczne”.
Wiele radości personelowi sprawia powrót pacjentów do zdrowia, jak np. jeden mężczyzna, który rok temu był operowany, a w tym roku przyszedł podziękować medycznej ekipie. „Ten zabieg nie tylko pomógł mu lepiej funkcjonować w życiu codziennym, ale też ten pacjent miał ogromną satysfakcję z tego, że mógł się z nami spotkać i nam osobiście podziękować” – powiedziała rozmówczyni Polskifr.fr.
Dodała, że część z osób, którym pomagają w Etiopii, ucierpiała w wyniku konfliktów wojennych. Sytuacja polityczna w tym kraju pozostaje niepewna.
W Etiopii panuje ogromna bieda. „Brakuje podstawowych sprzętów, które są potrzebne do leczenia dla nas, jako zespołu. Jak patrzymy na tamte warunki, to jest aż nie do uwierzenia, że medycy są w stanie poradzić sobie z pacjentami w tak ograniczonych zasobach” – mówiła Klaudia Daszuta.

Wzajemna nauka i wdzięczność
„To, co mi się bardzo w ludziach podoba, to jest chęć nauki i tam każdy lekarz, każda pielęgniarka bardzo korzystali z naszych doświadczeń, bardzo się cieszyli, że mogą się czegoś nowego nauczyć – zaznaczyła specjalistka pielęgniarstwa anestezjologicznego – My też mogliśmy się od nich nauczyć podejścia do życia, tego, że mimo tej biedy, ogromnej biedy, ogromnego głodu, oni są uśmiechnięci i czerpią z życia jak najwięcej. Są bardzo przyjaźnie nastawieni, wdzięczni”.
„To samo mogę powiedzieć o pacjentach, których miałam w Ukrainie. Są niezwykle wdzięczni za polska pomoc, którą otrzymują. Gdy patrzymy na te stosunki, które są między Polakami a Ukraińcami tam na miejscu, to są po prostu wręcz przyjacielskie. Są bardzo wdzięczni i szczęśliwi z tego powodu, że im pomagamy” – dodała Klaudia Daszuta.
Pomagać Polakom i innym, którzy są w potrzebie
Jak zaznaczyła rozmówczyni Polskifr.fr, Zespół Pomocy Humanitarno-Medycznej nie powstał tylko dlatego, żeby oferować pomoc międzynarodową. „Nasz Zespół jest stworzony do tego, żeby ewakuować Polaków, którzy znaleźli się poza granicami kraju w bardzo trudnej sytuacji. To jest nasze główne działanie” – poinformowała. „To, że pomagamy w Ukrainie, jest związane z porozumieniami i solidarnością międzynarodową i dlatego nasz Zespół tam jeździ i pomaga” – dodała. „Jeżeli ktoś chce pomagać ludziom, to odnajdzie się w takim Zespole – mówiła. – Ja się spełniam w tej pracy”.
Rozmówczyni Polskifr.fr podkreśliła, że ZPHM działający na Ukrainie jest znacznie wspierany przez ks. Wojciecha Stasiewicza, który pracuje w ostrzeliwanym Charkowie jako dyrektor lokalnej Caritas Spes. Bezcenna jest jego znajomość lokalnych spraw, dzięki temu pomoc może najefektywniej docierać do tych, którzy najbardziej jej potrzebują.
Do Etiopii Klaudia Daszuta jeździ dodatkowo w ramach wolontariatu. „Sprzęt medyczny, który ze sobą zabieramy, najczęściej jest z pieniędzy ze zbiórek i od firm farmaceutycznych, które z Etiopią chcą się tym sprzętem podzielić” – powiedziała. „Mówimy z mężem, że ten wyjazd do Etiopii to są takie nasze wakacje, urlop, a przy okazji możemy zrobić coś dobrego” – podsumowała.
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!
Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.
Wybrane dla Ciebie
Czytałeś? Wesprzyj nas!
Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!
| Zobacz także |
| Wasze komentarze |
Meksyk: archidiecezja apeluje o godny pochówek dzieci zmarłych przed narodzeniem
Indonezja: ofiarą trzęsienia ziemi seminarzysta z Ritapiret, które odwiedził św. Jan Paweł II
Na Kubie walczą o każdy posiłek. Polski misjonarz: nigdy tak źle nie było






Wiadomości
Wideo
Modlitwy
Sklep
Kalendarz liturgiczny