fot. Vatican Media
Abp Fulton Sheen: ewangelizacja przez radio i telewizję
Przyszły błogosławiony dał się poznać nie tylko jako człowiek modlitwy, gorliwy pasterz i autor licznych książek. W Stanach Zjednoczonych abp Fulton Sheen zdobył ogromną popularność przede wszystkim jako znakomity komunikator. W epoce rozwoju radia i telewizji dostrzegł w nowych mediach przestrzeń, w której wiara może spotkać się z pytaniami i niepokojami współczesnego człowieka.
Na kilkanaście dni przed beatyfikacją amerykańskiego arcybiskupa Agencja Fides przypomina jego postać jako jednego z pionierów katolickiej obecności w mediach. Sukces Sheena nie był jedynie rezultatem talentu oratorskiego. Stały za nim głęboko przeżywana wiara, solidna wiedza teologiczna i filozoficzna, umiejętność posługiwania się językiem zrozumiałym dla szerokiej publiczności oraz uważne wsłuchiwanie się w pytania nurtujące słuchaczy i widzów.
Solidne przygotowanie
Jednym z fundamentów programów Fultona Sheena było jego wszechstronne wykształcenie. Studiował na Katolickim Uniwersytecie Ameryki, Uniwersytecie w Louvain oraz rzymskim Angelicum. Jego tomistyczna formacja sprawiała, że refleksje czerpały z chrześcijańskiej metafizyki i antropologii, nauki o stworzeniu, a także z przekonania o rzeczywistości grzechu pierworodnego i ludzkiej wolności.
>>> Madagaskar: odbudujMY kościół zniszczony przez cyklon [ZBIÓRKA]

Horyzont intelektualny Sheena sięgał jednak znacznie dalej. W swoich audycjach przywoływał Platona, Arystotelesa, Dantego Alighieri, Williama Shakespeare’a, Gilberta Chestertona czy Charlesa Dickensa, ale także Aleksandra Wielkiego, Winstona Churchilla i Alberta Einsteina. Pokazywał w ten sposób, że wiara chrześcijańska może podejmować dialog ze starożytną filozofią, literaturą i nauką, a także mierzyć się z dramatami politycznymi XX wieku.
Dziesiątki godzin pracy
Za naturalnością, którą wielu odbiorców brało za improwizację, kryła się ogromna praca. Biograf Sheena Thomas Reeves szacuje, że hierarcha poświęcał od 40 do 60 godzin na przygotowanie audycji radiowej i około 30 godzin na każdy odcinek telewizyjny.
„Bycie dobrym mówcą to dziesięć procent wystąpienia i dziewięćdziesiąt procent myślenia, analizy, wysiłku i ciężkiej pracy” – wyjaśniał sam Sheen. To właśnie staranne przygotowanie pozwalało mu później mówić przed mikrofonem i kamerą z pozorną łatwością.
Miliony słuchaczy
Sheen zadebiutował w radiu w 1928 r., a dwa lata później stał się jednym z głosów „Catholic Hour” – ogólnokrajowej audycji służącej popularyzacji nauczania katolickiego i budowaniu dobrych relacji między wspólnotami wyznaniowymi.
Skala zainteresowania szybko rosła. Jak podaje Agencja Fides, do 1933 r. program nadawały 54 stacje NBC, a do redakcji napływało około trzech tysięcy listów miesięcznie. Rozprowadzono ponad 1,3 mln drukowanych egzemplarzy wystąpień Sheena. Do 1940 r. audycję emitowało już 106 stacji, a teksty jego przemówień ukazywały się w milionowych nakładach.

Z radia do telewizji
Amerykanie po raz pierwszy zobaczyli Sheena w telewizji 12 lutego 1952 r. Nowe medium właśnie wkraczało wówczas do amerykańskich domów i zaczynało zmieniać codzienne nawyki rodzin.
Program „Life Is Worth Living” – „Życie jest warte przeżycia” – musiał konkurować z popularnymi programami rozrywkowymi. Tym bardziej zaskakiwała jego prostota: biskup, biurko, kilka książek, figurka Maryi z Dzieciątkiem i tablica.
W ciągu kilku tygodni program stał się ogólnokrajowym fenomenem. Jeszcze w 1952 r. Sheen otrzymał nagrodę Emmy dla telewizyjnej osobowości roku, pokonując znane postacie amerykańskiej rozrywki. Odbierając statuetkę, żartował: „Chciałbym podziękować moim czterem autorom: Mateuszowi, Markowi, Łukaszowi i Janowi”.
Zawsze konkretny człowiek
Sukces Sheena opierał się również na dialogu. W czasach „Catholic Hour” wiele miejsca poświęcano pytaniom słuchaczy obecnych w studiu, na które odpowiadał bez przygotowanego wcześniej tekstu.
Do redakcji napływały także listy z pytaniami, wątpliwościami dotyczącymi wiary i prośbami o pomoc. W latach 40. korespondencji było już tak dużo, że do jej obsługi potrzebny był zespół sekretarek, a Sheen każdego dnia dyktował setki odpowiedzi.
Masowy charakter mediów nie oznaczał dla niego utraty kontaktu z pojedynczym człowiekiem. Przeciwnie – punktem wyjścia pozostawało spotkanie z konkretną osobą, jej historią i pytaniami. Dopiero w ten sposób można było dotrzeć do milionów.
Od ludzkich niepokojów do Ewangelii
Szczególną cechą programów Sheena było pragnienie dotarcia również do niekatolików. „Zaczynając od tego, co było wspólne dla ogółu społeczeństwa i dla mnie, stopniowo przechodziłem od tego, co znane, do tego, co nieznane” – tak opisywał swoją metodę komunikacji.
Dlatego często rozpoczynał od problemów dobrze znanych przeciętnemu odbiorcy. Mówił o zmęczeniu, nudzie w pracy, wychowaniu nastolatków, samotności, wolności czy lęku przed wojną i konfliktem nuklearnym.
Nierzadko punktem wyjścia była anegdota lub żart, które skracały dystans z odbiorcą. Później Sheen prowadził go coraz głębiej: od codziennego doświadczenia do diagnozy moralnej, od niej do pytań o sens i przeznaczenie człowieka, a wreszcie do chrześcijańskiej odpowiedzi.
W ten sposób radio i telewizja nie były dla niego jedynie narzędziami pozwalającymi mówić do milionów. Stawały się przestrzenią ewangelizacji, w której pytania współczesnego człowieka mogły spotkać się z odpowiedzią Ewangelii.
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!
Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.
Wybrane dla Ciebie
Czytałeś? Wesprzyj nas!
Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!
| Zobacz także |
| Wasze komentarze |
Dzieci czekające na rodziców mają o wiele gorzej niż dorośli czekający na dzieci [ROZMOWA]
Nie liczy się tylko ostatni mecz [FELIETON]





Wiadomości
Wideo
Modlitwy
Sklep
Kalendarz liturgiczny