fot. Pexels

Przewodnicy życia i wiary [MISYJNE DROGI]

5 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Nikt nie jest samotną wyspą. W codziennych działaniach przekonujemy się, jak bardzo potrzeba nam rady, wsparcia i świadectwa innych osób. Podobnie na drodze wiary potrzebujemy pomocy, wskazówek, kierownictwa i przykładów.

Ważne jest, aby przewodnicy duchowi, nauczyciele czy liderzy religijni sami byli wiarygodnymi świadkami prawd i wartości, które głoszą. Pasterzami, którzy prowadząc swe stado, szukają nie własnych korzyści, ale dobra owiec powierzonych swej pieczy. Znamy wielu takich pasterzy w swoim Kościele, poznajmy także tych, którzy odgrywają podobną role w innych tradycjach religijnych.

Foto: Gerald Stiehler/WIKIMEDIA COMMONS

Pod kierownictwem szajcha

Sufizm to mistyczny nurt w obrębie islamu. Nazywany „religią miłości”, opiera się na pragnieniu osiągnięcia jedności z Bogiem. Liczne bractwa, rozsiane po całym muzułmańskim świecie, wykształciły szczególny charakter relacji między uczniem a mistrzem. Uczeń, wchodzący na drogę sufich, potrzebuje mistrza (nazywanego pirem, murszidem lub szajchem), który będzie go prowadził i uchroni od pobłądzenia na drodze poszukiwań. Podporządkowanie życia regułom duchowym i poddanie się kierownictwu szajcha stanowią niezbędny warunek osiągnięcia duchowego celu. Arabskie słowo „szajch” oznacza osobę starszą, doświadczoną, posiadającą wielki autorytet. Mistrz musi być osobą w pełni wykształconą i posiadać godność, moc i autorytet duchowy do sprawowania władzy nad sufimi. W Afryce Subsaharyjskiej, gdzie sufizm ma bardzo wielu wyznawców, przywódcy duchowi określani są mianem marabutów i niejednokrotnie uznawani są przez społeczność za świętych, posiadających moc czynienia cudów. Jednak najważniejszym ich zadaniem jest kierownictwo duchowe i doradzanie miejscowej ludności. Marabut jest jednocześnie nauczycielem i lekarzem, który wyjaśnia tajniki wiary oraz leczy i oczyszcza serca swoich uczniów ze złych elementów. W niektórych krajach bractwa sufickie prowadza aktywną działalność społeczną. W tej sytuacji rola szajcha przekracza znaczenie duchowe i urasta do przywództwa społecznego. Pokazuje to historia Senegalu w okresie kolonialnym. Rola marabutów w społeczeństwie była wtedy tak duża, że wywoływała zaniepokojenie francuskich władz, które posuwały się do ich prześladowań. Wybitnym przywódcą z tego czasu jest Ahmadou Bamba (1853-1927), założyciel sufickiego bractwa muradijja. Ścieżka ta opiera się na wiernym przestrzeganiu zasad wiary muzułmańskiej i dążeniu do doskonałości duchowej – poprzez modlitwę, pracę i pokorę. Ahmadou Bamba określał siebie mianem „sługi Proroka” i podkreślał, że jego religią jest miłość do Boga. Choć jego działalność była całkowicie pokojowa, to popularność wśród Senegalczyków, zwłaszcza wśród chłopów, budziła obawy Francuzów, że może on zmobilizować lud do wystąpienia przeciw władzy kolonialnej. Dlatego stał się ofiarą prześladowań. 17 lat przebywał na wygnaniu (w Gabonie i Mauretanii), a po powrocie 13 lat, czyli resztę życia, spędził w areszcie domowym, pod stałą kontrolą władz kolonialnych.

Wśród chasydów

Foto: WIKIMEDIA COMMONS

Duchowym przywódcą i autorytetem religijnym w religii żydowskiej jest rabin. Jego rolą jest szeroko pojęta działalność duszpasterska, kierowanie liturgią synagogalną oraz rozstrzyganie spornych kwestii rytuału żydowskiego. Kimś więcej natomiast jest cadyk. Pojęcie to oznacza człowieka sprawiedliwego, nieskalanego, stanowiącego wzór dla wyznawców. W takim znaczeniu cadykiem był biblijny Józef, syn patriarchy Jakuba. Cadykiem będzie też Mesjasz. W chasydyzmie – żydowskim ruchu mistycznym, który od XVIII w. rozwijał się na ziemiach Rzeczypospolitej – osoba cadyka nabrała nowego, szczególnego znaczenia. Zaczęto tak określać charyzmatycznych przywódców religijnych, otaczanych kultem przez wspólnotę. Głównym celem chasydyzmu jest zjednoczenie człowieka z Bogiem. Chasyd nie mógł jednak do tego dojść własnymi siłami. Potrzebował pośrednika, mistrza, który znajdował się w takiej bliskości z Bogiem, że mógł pomóc innym wznieść się ku Niemu. Cadyk, dzięki mistycznemu zespoleniu z Panem, stał się zatem ogniwem łączącym ludzi z Bogiem. Z czasem jego rolą stało się także przewodzenie całej społeczności chasydzkiej. Liczni uczniowie szukali u niego przewodnictwa duchowego i błogosławieństwa, a rzesze wyznawców przychodziły szukać nie tylko rady w sprawach duchowych, ale również rozwiązania życiowych problemów. Powszechne było przekonanie o cudownej mocy cadyków. Twórcą chasydyzmu i pierwszym chasydzkim cadykiem jest Izrael ben Eliezer (1700-1760), zwany Baal Szem Tow („Pan Dobrego Imienia”). Do grona najbardziej znanych cadyków należą Elimelech z Leżajska i Jakub Horowitz, znany jako Widzący z Lublina. Rola cadyka w społeczności chasydów nie kończyła się wraz z jego śmiercią. Miejsca ich pochówku stały się miejscami pielgrzymek. Chasydzi są przekonani, że ich święty mistrz, który za życia udzielał swoim wiernym rady i wsparcia duchowego, tym bardziej po śmierci będzie orędował za nimi przed Bogiem.

W klasztorze buddyjskim

Kluczowa rola duchowych przewodników stanowi element charakterystyczny dla religii Dalekiego Wschodu. W buddyzmie, w którym życie mnisze uznawane jest za najpewniejszą drogę do oświecenia, niezwykle ważny jest autorytet mistrza. Nowicjusz trafiający do zakonu otoczony jest opieką nauczyciela, który przekazuje mu naukę, określa jego obowiązki, wprowadza w praktyki religijne i kieruje jego rozwojem duchowym. Prowadząc uczniów do przeżycia oświecenia, mistrz musi sam głęboko go doświadczyć. Dlatego jest to człowiek o wysokim stopniu wykształcenia w sprawach religijnych, doświadczony w medytacji i ascezie. Ważne jest także, aby więź między uczniem a mistrzem opierała się na zaufaniu i zrozumieniu. Nepalska mniszka Ani Choyn Dolma w szczególny sposób wspomina swojego nauczyciela. Urodziła się w 1971 r. Już jako mała dziewczynka musiała pracować w domu i opiekować się młodszymi braćmi. Widząc trudną sytuację swej matki i innych kobiet w patriarchalnym społeczeństwie, zapragnęła odmienić swój los i zostać mniszką. Miała wówczas 13 lat. Trafiła pod opiekę mistrza Turku Urgyena Rinpocze, a ten dał jej tyle swobody, ile potrzebowała w tak młodym wieku. Mogła w ten sposób nadrobić dzieciństwo, którego jej zabrakło. Po pewnym czasie pod kierownictwem nauczyciela zaczęła czytać teksty filozoficzne i uczyć się śpiewu. Odkryła w ten sposób w sobie talent, który z pomocą mistrza mogła rozwinąć. Gdy Rinpocze zachorował, Ani opiekowała się nim przez wiele lat. Z bólem mówi o jego odejściu, ale jest przede wszystkim wdzięczna za to wszystko, czego się od niego nauczyła. Swoim talentem do śpiewu służy teraz innym, ponadto założyła szkołę dla mniszek, w której uczą się one nie tylko modlitw i rytuałów, ale też matematyki, angielskiego, podstaw wychowania, dbania o zdrowie i pielęgnowania chorych. To wielka szansa dla kobiet, które w tamtejszym społeczeństwie nie mogą liczyć na równe szanse w zdobyciu wykształcenia. W ten sposób dobro otrzymane przed laty od mistrza owocuje wciąż w innych osobach.

Przedstawione przeze mnie osoby dały świadectwo przewodnictwa, które jest służbą. Ten, kto prowadząc innych, oddaje im swe życie, nie tylko pozostanie na zawsze w ich pamięci, ale stanie się zaczynem dobra, które nie przestanie się rozszerzać.

>>>Tekst pochodzi z „Misyjnych Dróg”. Wykup prenumeratę<<<

Zobacz także
Wasze komentarze