fot. OPEN DOORS

Tam, gdzie Ewangelia kosztuje życie [MISYJNE DROGI]

W Polsce katolikom żyje się bardzo dobrze, a ewangelizacja jest prowadzona w swobodny sposób. Może się to czasem wiązać z niezrozumieniem, pewnymi formami wykluczenia lub agresją słowną (bardzo rzadko fizyczną) w najgorszym wypadku. Są jednak miejsca na świecie, gdzie głoszenie Ewangelii nie kończy się na krzywym spojrzeniu, lecz stanowi poważne ryzyko. Misjonarze jadą i tam.

Według tegorocznego Światowego Indeksu Prześladowań aż 315 mln chrześcijan doświadcza  prześladowań w sposób wysoki lub ekstremalny. Miejsc, w których wiara w Chrystusa wymaga odwagi jest wiele. Przyjrzyjmy się kilku.

Balony z Biblią

Niezmiennie od wielu lat na pierwszym miejscu wspomnianego indeksu znajduje się Korea Północna. To najbardziej niebezpieczny kraj dla chrześcijan. Jedno słowo dziecka w szkole o tym, że rodzice się modlili może kosztować wolność (areszt, więzienie, obóz reedukacji), a czasem i życie, nie tylko ich, lecz i wielu krewnych. Reżim Kimów stosuje tutaj odpowiedzialność zbiorową. Czasem więc wierzący w Chrystusa muszą się ukrywać nawet we własnym domu ze swoją wiarą. Muszą w każdej sytuacji zachować ekstremalną ostrożność. Od małego Koreańczycy z Północy są edukowani w ubóstwianiu dynastii, chrześcijan zaś przedstawia się im jako szpiegów i zagrożenie. Wjazd misjonarzy do tego kraju jest praktycznie niemożliwy. Jak więc to możliwe, że w tym totalitarnym państwie mieszka, według szacunków, nawet ok. 300- 400 tys. chrześcijan? Ewangelizacja, zwłaszcza w trudnym terenie, sprzyja kreatywności.

Od dekad chrześcijanie z Korei Południowej wysyłają balonami Biblię czy pendrive’y z plikami lub na-graniami katechez. W samym kraju działają też aktywnie, co może się wy-dawać szokujące, misjonarze. Choć nie tacy misjonarze, jak sobie zapewne wyobrażamy. Są to Koreańczycy, którzy uciekli z kraju i na emigracji usłyszeli o Chrystusie. Potem wracają do piekła, z którego chcieli się wydostać, by z ogromnym ryzykiem głosić Ewangelię swoim rodakom. Takim przykładem jest choćby para, którą uratował protestancki misjonarz znany jako Ewangelista Cho. Chodził do lasu, gdzie przez rzekę nielegalnie przeprawiali się do Chin Koreańczycy z północy. Przynosił im pożywienie, koce i zabierał do kryjówek, w których chronili się uchodźcy, wyłapywani przez rząd Chińskiej Republiki Ludowej. Jednak najważniejszą rzeczą jaką im ofiarowywał była Biblia i przesłanie o Jezusie.

fot. Open Doors

Tak też pewnego razu spotkał parę uciekinierów, którzy na początku się go przestraszyli i nie chcieli też przy-jąć od niego Biblii. Wkrótce jednak zachwycili się Ewangelią, a Chrystus stał się na tyle ważny w ich życiu, że postanowili zaryzykować całkowicie, by podzielić się Dobrą Nowiną z innymi Koreańczykami, żyjącymi pod butem Kimów. Wrócili do Korei Północnej. Po jakimś czasie do Chin przyszła zaszyfrowana wiadomość, że ich mała chrześcijańska wspólnota liczy już pięć osób.

Ich prawdziwe imiona nie są znane. Ale właśnie liczne grono tych anonimowych chrześcijan, świeckich misjonarzy, którzy każdego dnia są gotowi stracić życie, by tylko przybliżyć chociaż jedną osobę do Chrystusa, nie tylko podtrzymuje wiarę, ale i ją rozszerza w tym najbardziej zamkniętym państwie świata.

Nie wyjedziemy bez naszych podopiecznych

Wciąż też miejsc, w których miliony chrześcijan cierpią prześladowania, nie brakuje w Afryce. W tym wypadku często nie są to represje ze strony państwa, lecz wynik jego nie-obecności. Islamistyczne bojówki atakują tam chrześcijan, potrafią nawet wycinać całe wioski – jak w Nigerii. Mniej znanym przykładem są chociaż-by północno-wschodnie prowincje Demokratycznej Republiki Konga. Rejon ten od dekad pogrążony był w wojnie domowej związanej z walką o dostęp do tamtejszych minerałów. Poza rebeliantami działa tam islamistyczne ugrupowanie Sojusz Sił Demokratycznych (ADF). Celem ataków są również chrześcijanie oraz instytucje prowadzone przez Kościół. Szokującym przykładem jest masakra pacjentów szpitala prowadzonego przez siostry zakonne we wsi Byambwe w prowincji Północne Kiwu. Mordowano nawet matki w ciąży.

Pacjenci oczekujący na konsultacje w szpitalu prowadzonym przez Siostry od Aniołów/fot. ARCHIWUM SIÓSTR OD ANIOŁÓW

W Północnym Kiwu od lat pracuje s. Agnieszka Gugała ze Zgromadzenia Sióstr od Aniołów. Od kilkunastu lat zarządza szpitalem oraz ośrodkiem dożywiania we wiosce Ntamugenga. W czasie nasilenia walk bomby spadły na terenie ich placówki – zginęły dwie osoby, a kilkanaście zostało rannych. Wiele organizacji humanitarnych w tamtym czasie wyjechało, lecz siostry postanowiły zostać, choć proponowano im ewakuację. – Uważałam po prostu, że propozycja, by trzeba było wybierać kilka osób, które mogą wyjechać, jest niestosowna. To jakby rodzic zostawił swoje dzieci. My, jako misjonarze, po prostu jesteśmy tam dla tej ludności – wyjaśnia siostra Agnieszka.

Misjonarka wskazuje, że doświadcza dużej wdzięczności od lokalnej ludności. – Jesteśmy zżyci – opowiada. W północnej części prowincji regularnie dochodzi do ataków ADF. W chwili obecnej nie zbliżyły się one jednak wciąż do wioski s. Agnieszki. W 2025 r. zakonnica została ona odznaczona przez Prezydenta RP Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.

Niebezpieczna pomoc migrantom

Jednym z najniebezpieczniejszych krajów dla księży katolickich jest Meksyk. Państwo, które raczej kojarzy się z silnym katolicyzmem. Kościół w niektórych rejonach znajduje się pod silną presją przestępczości zorganizowanej. Księża i działacze kościelni padają ofiarami wymuszeń, gróźb, a w końcu i morderstw. 9 marca tego roku w stanie Chiapas znaleziono ciało kolejnego kapłana, Juana Manuela Zavali. Takie wieści przychodzą do wiernych meksykańskich kilka razy w roku. Najbardziej narażeni są duchowni, którzy nie chcą milczeć na temat niesprawiedliwości, działają na rzecz ludności rdzennej i pomagają rzeszom migrantów, ciągnących na północ do Stanów Zjednoczonych lub chroniących się w Meksyku. Handel ludźmi to obecnie bowiem jedna z najbardziej dochodowych działalności kryminalnych.

fot. Piotr Ewertowski/misyjne.pl

W tym samym stanie w 2024 r. zamordowano jezuitę, o. Marcela Pereza, który bronił praw majańskiej społeczności Tzotzil. Kilka miesięcy temu władze kościelne ukryły ks. José Filiberto Velázqueza, który w stanie Guerrero pomagał migrantom. Przeżył kilka zamachów na swoje życie. Celem bezpośrednich ataków był również ks. Alberto Ruiz, który jest proboszczem parafii w zmarginalizowanej dzielnicy i prowadzi domy dla migrantów. Doświadcza jednak solidarności swoich parafian i silnego wsparcia Kościoła. – Jesteśmy parafią ubogą dla ubogich, ale wspomagają nas inni księża i archidiecezja – zauważył ks. Alberto Ruiz. Duchowny regularnie otrzymuje groźby, ale nie rezygnuje ze służby potrzebującym.

>>>Tekst pochodzi z „Misyjnych Dróg”. Zamów prenumeratę<<<

Niepokojony przez przestępców był nawet abp Guadalajary, kard. Francisco Robles. Kilka lat temu został zatrzymany przez uzbrojony „patrol” po tym, gdy publicznie skrytykował strategię bezpieczeństwa w Meksyku. Chociaż kraj ten jest zróżnicowany i często na co dzień spokojny, to wielu kapłanów znajduje się na celowniku. – Nie możemy poddać się lękowi. To nam zawsze pokazywał Jan Paweł II – podsumował ks. Juan Nuño.

Google News
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!

Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.

Wybrane dla Ciebie

Czytałeś? Wesprzyj nas!

Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!

Zobacz także
Wasze komentarze