grupa teatralna Mumio

Fot. YouTube

Mumio: zobaczyliśmy w Kościele wiele cudów 

3 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Mumio to grupa teatralna założona w 1995 r. w Katowicach. Ludzie często kojarzą ich ze śmiesznymi reklamami i poczuciem humoru. Ale okazuje się, że jest też Ktoś, o kim można z nimi porozmawiać zupełnie serio. To Bóg. 

Cała trójka z Mumio: Darek, Jacek i Jadwiga są we wspólnocie neokatechumenalnej, która pozwala im wyzwalać się z lęków, a nawet przekraczać stany depresyjne. Do neokatechumenatu trafili dzięki Darkowi Malejonkowi, Robertowi Friedrichowi, o. Augustynowi Pelanowskiemu i książce „Radykalni” Marcina Jakimowicza, w której opisana jest ich droga do Kościoła i Neokatechumenatu. 

Okazali się super ludźmi – do tańca i do różańca – mówi Jacek w rozmowie z tygodnikiem Wprost. Takimi, którzy żyją wiarą, ale są prawdziwi, z krwi i kości. Potrafią się kłócić, a przede wszystkim potrafią się godzić – dodaje Jadwiga.  

Myślałem, że Bóg jest straszliwym sędzią 

Dariusz – tak jak pewnie wielu z nas – uważał kiedyś, że Bóg jest straszliwym sędzią. Tak go nauczono. Nic więc dziwnego, że był też wrogiem Kościoła. Bo kto chciałby powierzać swoje życie komuś, kto – jak myślał – będzie go tylko tropił i karał. A przecież właśnie o to chodzi w wierze. – Wierzyć, że Bóg istnieje, o czym dziś mówi otwarcie wielu poważnych naukowców, to jedna rzecz, a druga to wiara rozumiana jako zaufanie. Żydzi używali terminu „emunach” – „oprzeć się” o Boga. Jakoś tam w Jego istnienie wierzyłem, ale relacji z Nim nie doświadczałem, nie wiedziałem, że jest bezwarunkową Miłością – opowiada Dariusz w tygodniku Wprost. 

grupa teatralna Mumio

Fot YouTube

Błagaliśmy Boga 

Jadwiga opowiada o ważnym dla nich doświadczeniu. Przez kilka lat prosili Boga, by pomógł im z mieszkaniem. – Błagaliśmy: „Panie Boże, ratuj nas z tego niedostatku, bo zwariujemy. Widzisz, że kamienica się rozpada!” I dostaliśmy odpowiedź. W nadmiarze.  

Ale nie tylko mieszkanie było dla nich takim cudem. W wywiadzie dla Gościa Niedzielnego” Jadwiga opowiada, że innym bardzo mocnym doświadczeniem była dla niej historia, która wydarzyła się jednej z bliskiej jej osób. – Jedna z bliskich mi osób była zniewolona nałogiem, bardzo piła. I kiedyś ja – poukładana, świetnie ubrana „księżniczka”, która znakomicie maskowała wszelkie uczucia – nie wytrzymałam. Pękłam. I zaczęłam wyć do poduszki. Byłam sama i wpadłam w histerię. Wrzeszczałam, tak by nikt nie słyszał: „Boże, rób coś, ratuj!”. I ta osoba przestała pić. Natychmiast. Następnego dnia. Ja nie mogę o tym nie opowiadać, bo to moje bardzo konkretne doświadczenie. Spotkałam Boga, który słucha. Do dziś, gdy czytam w Piśmie Świętym, jak zwraca się do mnie zdrobniale „dziecko”, „robaczku”, jestem rozłożona na łopatki. 

Widzicie grzechy Kościoła – dlaczego wciąż w nim jesteście? 

Dziennikarz w wywiadzie dla tygodnika Wprost zapytał członków Mumio o grzechy Kościoła. O to, jak to jest, że widzą to zło, a jednocześnie ciągle w nim są. Wydawało mu się to niezrozumiałe. – Bo poznaliśmy wiele cudów, które się dokonały w nim i dzięki niemu. W mojej wspólnocie jest człowiek, który był bezdomnym alkoholikiem. Przyszedł na wstępne katechezy, wszedł do wspólnoty, nikt go nie umoralniał, nie nawracał, on po prostu usłyszał Dobrą Nowinę o bezwarunkowym oddaniu się Chrystusa grzesznikowi. Uwierzył w to i doświadczył tego wybaczenia i tego Ducha z ogromną mocą. Jego życie się zmieniło, dziś ma żonę i dwójkę dzieci – mówi Dariusz. 

I właśnie takie doświadczenie bliskiego Kościoła jest uzdrawiające. Jak się jest we wspólnocie, to Kościołem są przede wszystkim ludzie, których się dobrze zna, zarówno z dobrej, jak i złej strony. Wiemy, że wszyscy jesteśmy grzesznikami, ale to nam nie przeszkadza, przeciwnie – pomaga – dodaje Jacek. 

 

 

Zobacz także
Wasze komentarze