Na koniu do Rzymu: w pogoni za „uciekającym” obrazem

3 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Już niedługo tysiące osób wyruszą na pielgrzymi szlak. Pielgrzymować można pieszo, na rowerze, na wrotkach, a nawet na koniu. Stomatolog Bożena Skłodowska na swojej klaczy przemierzyła 6 państw, pokonała ponad 2300 km, by dotrzeć do Rzymu. Skąd taki pomysł? Wszystko zaczęło się od historii Matki Bożej Kodeńskiej, którą znalazła w kupionej przez siebie książce…  

Bożena Skłodowska na co dzień jest stomatologiem, ale jej pasją jest też jeździectwo. 14 kwietnia br. na koniu „Zadymce” wyruszyła z Zarąb Kościelnych do Rzymu. Jej podróż trwała 74 dni. Przejechała przez Polskę, Słowację, Węgry, Chorwację, Słowenię i Włochy, pokonując łącznie 2320 km. Pielgrzymka zakończyła się sukcesem – 26 czerwca wjechała na Plac Świętego Piotra. Tam czekał na nią komitet powitalny, który specjalnie przybył na tę okazję. 

Uciekająca Matka Boża Kodeńska 

Pomysł konnego pielgrzymowania do Wiecznego Miasta zrodził się w 2015 r. podczas konno-rowerowej wyprawy do sanktuarium w Kodniu. Bożena Skłodowska kupiła książkę, w której znalazła opisaną historię obrazu Matki Bożej Kodeńskiej. Jednym z właścicieli Kodnia był książę Mikołaj Sapieha, który został sparaliżowany. Za namową żony udał się do Rzymu, aby prosić o łaskę powrotu do zdrowia. Papież Urban VIII zaprosił go na Mszę św. sprawowaną przed obrazem Matki Bożej. Podczas Eucharystii książę został uzdrowiony. Zapragnął zabrać ze sobą cudowny wizerunek do powstającego kościoła w Kodniu, jednak Ojciec Święty mu odmówił. Sapieha nie ustępował – ukradł obraz. Urban VIII posłał za nim pościg, ale książę zdążył bezpiecznie dojechać z malowidłem do kraju.  

„Moja pielgrzymka to trasa uciekającego obrazu Matki Bożej Kodeńskiej” – mówiła w rozmowie z KAI Skłodowska. 

Papież nałożył na księcia ekskomunikę. Po kilku latach Sapieha udał się w pielgrzymkę pokutną do Rzymu. Karę cofnięto, a nawet wyrażono zgodę, aby mógł zatrzymać ukochany obraz. 

Bo nikt nie ma z nas tego, co mamy razem 

Pątniczka trasę na koniu pokonała sama, ale miała pomocników, którzy jechali w busie. Pomagali m.in. w rozkładaniu i zwijaniu „obozu”, praniu oraz przygotowaniu posiłków. Jednego dnia nawet na wspólnym stole zagościła pizza z okazji urodzin współtowarzyszki Skłodowskiej. 

Przygotowania do pielgrzymki trwały kilka lat. Najpierw Skłodowska przejechała całą trasę samochodem. Musiała też przyzwyczaić konia do tak dużych odległości oraz ruchu na drodze. Na szczęście „Zadymka” spisała się na medal. 

fot. aloszak-szerokitrakt.blogspot.com

Upały, meszki i szaleni kierowcy 

Stomatolog często wyruszała w drogę o 3 w nocy, pokonując poranny odcinek do godz. 9. Trzeba było przeczekać niesamowite upały, aby jechać dalej. Również licznie latające owady utrudniały dalszą podróż. Co jeszcze dawało się we znaki pątniczce? 

„Do Rzymu zostało 170 km, niewiele, ale wyjątkowo trudno się w tym kraju jedzie: cały czas asfalt, góry, duży ruch samochodowy i szalenie szybko jeżdżący Włosi” – opisywała na Facebooku. 

Pielgrzymowała w dwóch intencjach 

Mimo że zmagała się ze zmęczeniem, a także niesprzyjającymi warunkami pogodowymi, to ani razu nie chciała zawrócić. Do Rzymu „wiozła” dwie intencje: osobistą oraz związaną z odzyskaniem przez Polskę niepodległości. W drodze powrotnej odwiedziła również wzgórze na Monte Cassino, aby oddać hołd poległym żołnierzom. 

„Ta pielgrzymka to też dobra okazja do modlitwy w setną rocznicę odzyskania niepodległości przez naszą ojczyznę i za wszystkich, którzy m.in. tu, we Włoszech, oddali za nią życie” – mówiła w rozmowie z KAI. 

Ludzie są dobrzy  

Kilka dni później stomatolog wraz z pomocnikami i koniem bezpiecznie dotarła do kraju.  

„Doświadczyliśmy ogromu ludzkiej życzliwości, przygarniali nas w swoich domach, na podwórkach, posesjach, Bóg zapłać” – podsumowała Bożena Skłodowska. 

Na koniu do Rzymu: w pogoni za „uciekającym” obrazem
Oceń ten artykuł

Zobacz także
Wasze komentarze