Na rowerach pojechali do Fatimy

2 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Wyprawa zakończona, Fatima zdobyta, a my z sentymentem spoglądamy na nasze rowery, które najlepiej pamiętają każdy kilometr pokonanej trasy.

Wyprawa trwała prawie cztery tygodnie, a każdą niedzielę mieliśmy wolną od pedałowania dzięki wielkodusznemu kierownikowi naszej wyprawy – o. Krzysztofowi Machelskimu OMI.

W tym czasie przejechaliśmy około 2500 km, a więc mniej niż planowane 3000 km, a ze skróconej z powodu licznych usterek rowerowych trasy wykluczone zostało Guadalupe. Poza Fatimą ważnymi punktami na trasie były Lourdes, Oviedo, Santiago de Compostela i na końcu Lizbona, z której wróciliśmy opóźnionym samolotem do Warszawy.

Niestety, podobnie jak niepełna była ostateczna trasa, tak samo nasza grupa wyruszyła w niepełnym składzie, ponieważ zabrakło w niej jednej uczestniczki – Julii, która z powodów zdrowotnych nie mogła jechać z nami. Jak jednak sama zaznacza, była obecna duchem, kontemplując nasze facebookowe posty.

W tym miejscu trzeba docenić szczególnie mocne w tym roku wsparcie wszystkich, którzy śledzili nasz fanpage i dodawali otuchy i sił wszelkimi metodami interaktywnego kibicowania. Miło było czuć, że jesteście z nami. Pomagało nam to sprostać trudom drogi i dawało motywację, żeby codziennie podzielić się z wami naszymi wrażeniami.


Lecz nie tylko wasze wsparcie pobiło rekordy na tegorocznej wyprawie. Osiągnięciem tym poszczycić się też mogą koła naszych rowerów, które aż kilkunastokronie domagały się wymiany, pękających prawie codziennie szprych i dziurawiących się dętek oraz bardzo kapryśna pogoda we Francji, która przywitała nas tygodniem deszczu, a którą opuszczaliśmy w rekordowym dla naszych wypraw, 48-stopniowym upale wśród pirenejskich podjazdów.

Jednakże te wszystkie trudności były niczym przy wyrazach Bożej opieki na naszej drodze do Fatimy. Jedyny zaplanowany nocleg czekał na nas już na samym początku wyprawy, w Lyonie, gdzie skorzystaliśmy z gościnności ojca Przemka Kościanka, a wszystkie pozostałe były spontanicznymi darami spotkanych przypadkowo na naszej drodze hojnych serc dobrych ludzi, których nie brakowało niezależnie od kraju, przez jaki przejeżdżaliśmy. W wykuwaniu tego cennego jak złoto dobra z serc pomocna była na pewno znajomość języka hiszpańskiego przez Bogusię Sierocką oraz niebagatelnej wielkości flaga naszej Ojczyzny (w stylu Górnika z NiniwyTEAM), którą dumnie wiózł na swoim rowerze Kuba Boruta aż do Santiago de Compostela.

Mimo że wyprawa zakończyła się kilka tygodni temu, nasze głowy i serca nadal przepełnione całą masą wspomnień i doświadczeń, które trudno zamknąć w jednym artykule do gazety. Dlatego wszystkich zainteresowanych dogłębnym poznaniem wyprawowego życia odsyłam do naszej strony na Facebooku (www.facebook.com/fateama2017), gdzie każdego dnia przez całą wyprawę umieszczaliśmy relacje wraz ze zdjęciami, w których staraliśmy się jak najlepiej oddać to co nas spotykało na drodze. Na stronie zostanie też wkrótce umieszczony film podsumowujący naszą podróż, który jest obecnie na etapie produkcji.

Galeria (4 zdjęcia)
Na rowerach pojechali do Fatimy
6 (100%) 1 ocen.

Zobacz także
Wasze komentarze