fot. Irene Strong/unsplash
Nie czekaj na znak od Boga, by podjąć decyzję [FELIETON]
Bardzo nie lubię popularnego wśród polskich katolików powiedzenia, że „jeśli chcesz rozśmieszyć Boga, to opowiedz Mu o swoich planach”. Płynące z niego przesłanie jest wartościowe, ale tylko jeśli dobrze się je rozumie. W innym wypadku może narobić wiele szkód w naszym życiu i być po prostu pretekstem od ucieczki od odpowiedzialności za nie.
Są osoby, które ciągle „rozeznają”, co Bóg chciałby od ich życia i co mają robić, jakie decyzje podjąć. Czasem takie „rozeznawanie” trwa tygodniami, miesiącami i latami. W skrajnych przypadkach niektórzy „rozeznają”, czy zjeść dzisiaj cukierka albo jaką modlitwę odmówić. Jak twierdzą, szukają tylko woli Bożej w każdym aspekcie. W efekcie dobro, które mogło być uczynione, zostaje tylko w sferze rozważań. Takie osoby najchętniej zamieniłyby się w niewolników, którzy czekają na wyraźny rozkaz z góry i nie muszą myśleć nad tym, jak postępować i jakie decyzje podejmować. Ale co najważniejsze – nie muszą brać za te decyzje odpowiedzialności. Nie muszą być dorośli, nie muszą być wolni. A Chrystus przecież wezwał nas do wolności.
Przestań odkładać na wieczne „potem”
Nie wierzę w predestynację. Bóg nie wymyślił nam życia co do każdej sekundy. Poza tym, że możemy wybierać dobro i zło (i w tym aspekcie nie budzi wątpliwości, co jest wolą Bożą), to mamy szereg możliwości, co do tego, jak będziemy prowadzić nasze życie. I jestem przekonany, że Bóg nie zostawił nam tylko jednej możliwości. Z każdej z nich Jego Wszechmoc i Wszechwiedza wyciągnie dużo dobra. Mogę zostać prawnikiem albo lekarzem, i w obu przypadkach może to być realizacja tej samej woli Bożej. To, że jestem teraz w jakiejś wspólnocie, nie znaczy, że Bóg mnie do niej przeznaczył odwiecznym nakazem i muszę być w niej zawsze. Jeżeli mi nie służy, to mogę poszukać innej. I uwaga – lepiej spróbować coś zrobić i ponieść porażkę, lepiej wybrać kolejną grupę parafialną i sprawdzić osobiście, czy ta duchowość mi odpowiada, niż zastanawiać się i „rozeznawać” długimi tygodniami i miesiącami.

Najbardziej uwidacznia się to w licznych aspektach życia doczesnego. Pomijając już drobne decyzje życia codziennego, to również te większe są w obszarze naszej wolności. Wszystko należy ofiarować Bogu i przed każdą decyzją warto się modlić. Ale potem trzeba tę decyzję podjąć. W zdecydowanej większości wypadków nie otrzymamy jakiegoś znaku z nieba, nie doznamy objawienia czy szczególnego przeczucia. Po prostu – zgodnie z naszymi marzeniami, rozumem i w głębokim zaufaniu Panu Bogu – wybieramy: czy chodzi o pracę i założenie firmy, czy o wyjazd do innego kraju czy o oświadczenie się dziewczynie. Takie decyzje wymagają racjonalnej refleksji, a nie szukania znaków. Często lepiej popełnić błąd i w odpowiednim momencie potem pójść w inną stronę, niż stać w miejscu. Inaczej nie dojdziemy nigdzie, a nasze życie stanie się miałkie i pozbawione smaku.
Warto planować
Pan Bóg wcale nie śmieje się z naszych planów. Bierze je na poważnie i – jeśli są zgodne z Ewangelią – błogosławi im. Jeżeli z jakiegoś powodu Jego wola jest inna, to i tak w pewnym momencie nam to pokaże, a czas spędzony na innej ścieżce wykorzysta ku naszemu dobru. Jeżeli chcemy coś osiągnąć – i dotyczy to każdego aspektu naszego życia – to planowanie jest do tego kluczem. Więcej, powinniśmy planować również nasze życie duchowe. Stworzenie sobie określonej rutyny modlitwy i praktyk religijnych oraz włączenie ich do planu dnia zapewni nam pogłębianie więzi z Bogiem i rozwój duchowy. Dlaczego uważano dawniej, że łatwiej zostać świętym w klasztorze? Myślę, że jednym z podstawowych powodów był konkretny plan życia duchowego, formacja prowadzona zgodnie z określonym planem. Istnieje inne powiedzenie: „Duch Święty lubi porządek”. Chaos nie jest rzeczą Bożą. Chaos niszczy.

W sprawach doczesnych warto, a jest to wręcz niezbędne, planować życie rodzinne czy swoją karierę i wydatki. Aż w końcu warto planować sobie każdy dzień. Jeśli Bóg zechce, to będzie inaczej, niż sobie zaplanowaliśmy. Wtedy ze spokojem możemy przyjąć, że nie wszystko musi być po naszemu – ufamy Bogu. Planowanie, odważne podejmowanie wyzwań i decyzji to sygnał dojrzałości. Biorę wówczas odpowiedzialność za swoje życie i jestem gotowy ponieść konsekwencje tych dobrych i tych błędnych decyzji. Mam bowiem ufność, że towarzyszy mi Bóg, który mnie wspiera.
Oczywiście, wybór powołania życiowego (np. decyzja o wstąpieniu do zakonu) jest przypadkiem szczególnym, który wymaga wielu modlitw i prawdziwego rozeznania (nie „rozeznania” w formie wiecznej ucieczki od decyzji). Ale także tutaj decyzja musi być w końcu podjęta – najprawdopodobniej nie doznasz objawienia, podczas którego otrzymasz wskazówki, co robić. Po to jest nowicjat, śluby czasowe, czas seminarium, by lepiej rozpoznać Boże zaproszenie do określonego życia. Jeśli nie postawisz kroku w żadną stronę, to na zawsze utkniesz w tym sam miejscu z bolesną świadomością, że nawet nie spróbowałeś.
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!
Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.
Wybrane dla Ciebie
Czytałeś? Wesprzyj nas!
Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!
| Zobacz także |
| Wasze komentarze |
Siostry pallotynki w Tanzanii wzmacniają pozycję kobiet
Kościół w Sydney rozkwita: rekordowa liczba chrztów i konwersji
Niedziela „Ad Gentes” w praktyce – ks. Piotr Paga w Ekwadorze





Wiadomości
Wideo
Modlitwy
Sklep
Kalendarz liturgiczny