fot. cathopic.com

Nie mów fałszywego świadectwa

4 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Księży w ostatnim czasie pokazuje się w mediach jako sprawców okropnych czynów. Rzadziej mówi się i pisze, że bywają również ofiarami.

Ksiądz Adam Kuszaj pracował w parafii w Javorniku tuż przy granicy polsko-czeskiej. W 2009 r. spadły na niego najcięższe oskarżenia, jakie może usłyszeć duchowny. Jeden z ministrantów, który miał wówczas szesnaście lat, oskarżył go o wykorzystywanie seksualne. W 2011 r. sąd uznał winę polskiego kapłana i skazał go za to na pół roku więzienia w zawieszeniu na dwa lata. Ksiądz otrzymał też zakaz pracy z osobami niepełnoletnimi. Ksiądz Adam opuścił parafię i podjął pracę jako robotnik. Jego współpracownicy nie wiedzieli nic o jego przeszłości.

Nowe zeznania i uniewinnienie

Po kilku latach, w 2016 r., pojawili się nowi świadkowie w tej sprawie, którzy rzucili zupełnie nowe światło na tę sprawę. Trójka znajomych byłego ministranta zeznała, że oskarżenie jest nieprawdziwe i zostało wymyślone przez byłego ministranta, który chciał zemścić się na księdzu, kiedy ten przestał dawać pieniądze jego rodzinie.

Sprawa sądowa w tej sprawie została wznowiona. Po przesłuchaniu świadków i zasięgnięciu opinii biegłych zapadł wyrok uniewinniający księdza Adama. – Walczyłem przez dziesięć lat. To było bolesne doświadczenie. Moją pierwszą reakcją było przebaczenie ministrantowi, który niesłusznie mnie oskarżył – powiedział ksiądz Adam po ogłoszeniu uniewinniającego go wyroku. Przełożony zgromadzenia salwatorianów, do którego należy, zwrócił się do Kongregacji ds. Instytutów Życia Konsekrowanego i Stowarzyszeń Życia Apostolskiego o zdjęcie z duchownego kary suspensy. – Chcę służyć ludziom i Bogu, a powrót do kapłaństwa jest dla mnie najważniejszy – podkreślał ks. Adam.

Fałszywe oskarżenia

Takich historii jest więcej. W Irlandii ks. Timowi Hazelwoodowi z Cork fałszywe oskarżenie o gwałt zniszczyło nie tylko dobrą reputację, ale właściwie całe życie. – Wolałbym, aby ktoś od razu strzelił mi w głowę niż przechodzić jeszcze raz postępowanie z oskarżenia o gwałt – wyznał szczerze przed sądem irlandzki duchowny. Zaznaczył, że nie czuł także wsparcia biskupów, którzy wszystkie siły poświęcają na walkę z nadużyciami, a nie zajmują się tak bardzo wspieraniem kapłanów, którzy zostali fałszywie oskarżeni.

Wraz z falą ujawniania nadużyć rośnie fala pomówień, która jest przecież równie niebezpieczna i niszczycielska. Uderza w dobre imię i może złamać życie, bo o ile łatwo jest rzucić na kogoś cień podejrzeń, to uwolnienie podejrzanego od zarzutów jest już dużo trudniejsze. Niektórzy, tak jak w przypadku ks. Adama, oskarżają, bo czują chęć zemsty. Inni kierują się chęcią wyłudzenia od Kościoła potężnego odszkodowania. Niezależnie od pobudek, każde fałszywe oskarżenie również wymaga surowego podejścia wymiaru sprawiedliwości.

fot. cathopic.com

Konieczna jest ostrożność

Problem z nadużyciami seksualnymi w Kościele niewątpliwie istnieje. Inaczej papież nie zwoływałby szczytu na ten temat z udziałem wszystkich przewodniczących episkopatów z całego świata. Trzeba się temu sprzeciwiać i zwalczać to zjawisko wszelkimi dostępnymi sposobami. Dobrze, że media o tym piszą. Zresztą samo biuro prasowe Stolicy Apostolskiej dziękowało dziennikarzom za ujawnianie nadużyć i piętnowanie postaw, które są absolutnie niedopuszczalne. Należy jednak pamiętać, żeby walcząc z nadużyciami, nie wylewać dziecka z kąpielą, bo może się okazać, że oczyszczając Kościół z osób niegodnych zaufania, możemy przy okazji pozbyć się niewinnych kapłanów, którzy w medialnym szumie padli ofiarą bezpodstawnych oskarżeń.

Księża się boją. Także ci niewinni

Doszliśmy do momentu, w którym wielu księży boi się rozmawiać z dziećmi czy zachowywać się przy nich naturalnie. Wpadliśmy w jakąś paranoję. Duchownym coraz częściej towarzyszy strach przed pomówieniem. – Boję się dnia, w którym ktoś mnie oskarży o molestowanie. (…) Nie, nie jest tak, że uczciwy człowiek, który nikogo nie skrzywdził, nie powinien się bać. Lęk jest i trudno z jego istnieniem dyskutować. (…) Kiedy zbliżają się zajęcia z dziećmi, czy to w parafii, czy w szkołach, to naprawdę boli mnie brzuch, bo boję się, że ktoś może dopatrzeć się czegoś, czego nie ma. Boję się, że któryś z rodziców, po opowieści dziecka, tak zinterpretuje moje słowa, zachowanie, że jutro będzie na plebani policja – pisze o. Grzegorz Kramer SJ na swoim blogu. I wcale mu się nie dziwię, bo żeby oskarżyć, nie trzeba mieć dowodów. Wystarczy zła wola, a ta co jakiś czas ujawnia się w ludziach, którzy niekoniecznie dobrze życzą księżom i Kościołowi.

Nie chcę w żadnym wypadku powiedzieć, że mamy „odpuszczać” temat nadużyć i każdą sprawę dobrotliwie usprawiedliwiać tym, że to na pewno fałszywe oskarżenia. Sprawiedliwość wymaga jednak tego, abyśmy lekką ręką i bez dokładnego zbadania sprawy nie przypinali nikomu tak trudnej do zerwania łatki osoby, która dopuściła się nadużyć. Cierpienie ofiar pedofilii jest z pewnością ogromne, ale nie mniejszy jest ból osób, które przez lata musiały oczyszczać się z nieprawdziwych zarzutów tylko dlatego, że nosiły koloratkę.

Zobacz także
Wasze komentarze