Fot. Archiwum Przymierze Miłosierdzia
O. Henrique Porcu o Mieście Miłosierdzia: chcemy żyć kulturą, która stwarza nas do miłości [ROZMOWA]
– Fundamentem Miasta Miłosierdzia jest duchowość i jedynym warunkiem, by w nim zamieszkać jest pragnienie życia Ewangelią. Chcemy żyć kulturą, która nie tylko nas stwarza do informacji, ale też taką, która stwarza nas do miłości – opowiada o Mieście Miłosierdzia o. Henrique Porcu, jeden z założycieli wspólnoty Przymierze Miłosierdzia.
Z inicjatywy wspólnoty Przymierze Miłosierdzia w Brazylii powstaje Miasto Miłosierdzia. Będzie to miasto ekologiczne. Ze względu na zastosowane w nim technologie, a przede wszystkim z powodu sposobu myślenia o ludziach – nikt nie będzie w nim traktowany jak zbędny, bezwartościowy, bez względu na to, co potrafi czy jaką historię życia ma za sobą.
Justyna Nowicka: Zbudować miasto to bardzo ambitny plan. Skąd wzięła się taka myśl?
Ojciec Henrique Porcu: – Pierwszą rzeczą, która odkryliśmy w naszym życiu, kiedy jeszcze z o. Antonello i Marią Paulą byliśmy młodzi, było to, że żyjemy w społeczeństwie, które umiera w śmieciach. Produkujemy mnóstwo śmieci, ale też innych ludzi traktujemy jak śmieci. Żyjemy w społeczeństwie, w którym ludzie mają wartość wtedy, kiedy są produktywni, a nie dlatego, że po prostu są. Stają się jednorazowi, tak jak wszystko, czego używamy.
Mieliśmy mniej więcej kilkanaście lat, kiedy odkryliśmy, że to, co wydajemy na lunch w szkole, może uratować jedno dziecko, może mu pomóc. Zdaliśmy sobie sprawę z tego, że nasza obojętność zabija. I spróbowaliśmy żyć ekologiczne, to znaczy odkrywaliśmy, że wielu rzeczy nie potrzebujemy i w tym ubogim, prostym życiu odkryliśmy wiele radości. Trzeba sobie powiedzieć, że społeczeństwo konsumpcyjne także nas konsumuje. Nabywanie rzeczy ponad miarę staje się destrukcyjne. Niszczy nas na płaszczyźnie i fizycznej, ponieważ zaśmiecenie powoduje wiele chorób, i psychologicznej, ponieważ osoba, która żyje tylko dla siebie i chce zaspokajać tylko swoje potrzeby w pewien sposób zabija siebie. Zabija także duchowo, ponieważ nadmiernie konsumując, stajemy się współodpowiedzialni za cierpienie dużej części ludzkości, nawet jeśli tego nie zauważamy. A na koniec życia będziemy sądzeni z miłości i z tego, czego nie zrobiliśmy dla jednego z tych najmniejszych, czyli z tego, czego nie zrobiliśmy dla Jezusa.
I w ten sposób zrozumieliśmy, że Jezus chce byśmy dali od siebie najpierw coś małego, a potem, że Jezus chce byśmy oddali całe nasze życie.
>>> Świecka misjonarka: dla tej kobiety to był znak, że Bóg nie zapomniał o Mozambiku [ROZMOWA]

I rzeczywiście to daje radość?
– Całe nasze ludzkie życie, ale także natura uczy nas, że żyć oznacza być w relacji z braćmi, ponieważ wszystko żyje w relacji z innymi i ze wszystkim. Tak jak mówił papież Franciszek, że woda nie płynie dla siebie samej i drzewo także nie rodzi owoców, by nasycić siebie samo tymi owocami. Sekret bycia radosnym polega na dzieleniu się z innymi tym, co otrzymujemy od Boga. A wszystko, co zatrzymujemy tylko dla siebie, tutaj na ziemi, sprawia, że stajemy się ubożsi w wieczności. To, co posiadamy, bierze nas w posiadanie. Więc przez swój egoizm nie tylko niszczymy naturę, niszczymy ludzkie życie, ale także niszczymy swoją duszę.

To bardzo głębokie rozumienie ekologii. To prawda, że nasza kultura przejawia tendencję, by traktować innych jak przedmioty, które można użyć, a jeśli nie są przydatne – to wyrzucić.
– Zauważyliśmy, że Bóg nas wzywa do tego, żebyśmy żyli ekologią globalną. Jeśli myślę o ubogim jak o śmieciu, to uczę się wykorzystywać dary Boże tylko na swój użytek, zużywać innych ludzi tylko do własnych celów. Więc naszym pierwszym krokiem było wyjście na ulice, by odnowić życia ludzkie, które są zniszczone. Nasi misjonarze śpią na chodnikach, w miastach, razem z braćmi na ulicy, z osobami w kryzysie bezdomności, by zobaczyć w nich twarz Jezusa. Jezus także był uznany za śmiecia, odrzucony, wyrzucony, niepotrzebny. Chcemy zostawić swoje bogactwa, tak jak Jezus zostawił swoje bogactwo, swoją chwałę i potęgę, by stać się takim jak my – człowiekiem.
Tam, na ulicy, odkryliśmy drogocenne perły. Zrozumieliśmy, że odnowienie nawet jednego ludzkiego życia jest największym zyskiem jaki możemy mieć.

A czy udaje Wam się w jakiś sposób wyławiać i ochraniać te drogocenne perły?
– Papież Franciszek mówił, że począwszy od troski o pojedynczego człowieka, jesteśmy w stanie nauczyć się dbać o cały dom, czyli o naturę. Po kontakcie z osobami żyjącymi w ubóstwie zaczęliśmy przyjmować ich w naszych domach. Na początku nie mieliśmy nic, ale Opatrzność się o nas troszczyła. Dawaliśmy im obiad i możliwość umycia się. W naszych domach był też moment formacji i zapraszaliśmy do tego, żeby wyjść z ulicy. I nadal tak jest. Kiedy ubodzy zdecydują się na taki krok, wówczas przez rok przechodzą proces, w czasie którego wychodzą z alkoholizmu czy narkomanii. Później narodził się nowy typ domów, takich, w których oni mogą wrócić do społeczeństwa. Ale nawet w takich domach niektórzy nie mieli siły, żeby wytrwać. Na ulicy często żyją ludzie, którzy mają ograniczenia psychologiczne czy psychiatryczne i nie są wstanie być tak produktywni, jak oczekiwałyby od nich tego społeczeństwa konsumpcyjne. Dlatego są przez społeczeństwo odrzuceni jako bezużyteczni, jak śmieci, i nikt nie jest nimi zainteresowany. I Bóg nas krok po kroku prowadził do tego, byśmy zrozumieli, że chcemy stworzyć miejsce i społeczność dla ludzi odrzuconych. Taki „nowy” rodzaj społeczeństwa, gdzie człowiek będzie wartościowy przez to kim jest, w którym będziemy żyć słowem Bożym. Społeczeństwa, w którym jedni będą żyć miłością wobec drugich.

Czasami trudno nam uwierzyć, że taka miłość przemienia, ona wydaje się słaba.
– Opowiem pewną historię. Jedna z kobiet mieszkająca w Mieście Miłosierdzia ma sześć córeczek. Wcześniej żyłła na ulicy, była uzależniona od narkotyków, od cracku. Chodziła przed teatrem na ulicy i prosiła o pieniądze. Widziała tam piękne kobiety w długich sukniach, które chodziły do tego teatru, a ona była obok nich na ulicy, prosząc o pieniądze. Pomyślała wtedy: „Nigdy nie wejdę do tego teatru. Jestem tutaj jak śmieć na tej ulicy”. Pewnego dnia spotkała misjonarzy Przymierza Miłosierdzia, którzy poszli ewangelizować na ulicy. Ona i jej mąż zdecydowali się, że z pomocą wspólnoty zaczną zmieniać swoje życie i zamieszkają w jednym z naszych domów przyjęć, w których osoby z ulicy rozpoczynają swoją drogę do zmiany życia. Pewnego dnia dostaliśmy zaproszenia do tego teatru, pod którym ona wcześniej prosiła o pieniądze. To były bilety na „Nędzników” Wiktora Hugo. Ona wtedy skończyła już drogę wychodzenia z narkotyków, więc dostała ten bilet. Poszła do teatru. Była bardzo szczęśliwa. Opowiadała, że przypomniała sobie słowa z psalmu o tym, że Pan podnosi biedaka ze śmieci i sadza go przy stole Króla. Dzisiaj ta kobieta razem z mężem i córkami mieszka w jednym z domów w Mieście Miłosierdzia. I rzeczywiście, dzień po dniu możemy obserwować, że ta rodzina została odnowiona. To jest właśnie ekologia globalna, obejmująca wszystkie poziomy życia człowieka. O takiej ekologii marzymy.

To bardzo głębokie. A w jaki sposób to ekologiczne myślenie, ten styl życia, który ma ocalać, przejawia się w mieście – tak pod względem technicznym?
– Budujemy domy w sposób ekologiczny, wykorzystujemy energię słoneczną, ekologiczną oczyszczalnię ścieków, ale także gaz pozyskiwany z biomasy. Konstrukcja domów jest nowoczesna, a jednocześnie ekologiczna. Dachy są porośnięte roślinnością, w ten sposób ziemia ochrania dom przed wysoką temperaturą. Natomiast ściany się zbudowane z gliny, co sprawia, że dom „oddycha”. W Brazylii nie musimy w takich domach używać systemów grzewczych, ponieważ w czasie dnia glina przyjmuje ciepło, a w czasie nocy je oddaje.
Teren, który dostaliśmy był odlesiony, w związku z tym sześć wykopanych studni wyschło. Od razu posadziliśmy więc 17 tysięcy drzewek. I teraz teren się odradza, a w efekcie woda zaczyna powracać do studni i źródełek.
Zbierana jest także deszczówka, by podlewać warzywa i inne rośliny, wykorzystywana jest także do sprzątania. Chcemy także uprawiać rośliny bez nawozów sztucznych. Produkcja jest wtedy mniej wydajna, ale jedzenie takich roślin nie zwiększa prawdopodobieństwa zachorowania na raka.

Rzeczywiście, może rzeczy będzie mniej, ale będą mniej szkodliwe.
– Kiedy my nie będziemy pazerni, kiedy będziemy dobrze wykorzystywać to, co mamy do jedzenia i picia, to nie będziemy potrzebować np. dwudziestu szaf, w których trzymamy ubrania. Nasze życie wówczas staje się zdrowsze i szczęśliwsze. I znacznie spokojniejsze.
Fiodór Dostojewski pisał, że serce człowieka ma wielką dziurę wielkości Boga. Kiedy człowiek traci Bożą obecność, to poszukuje napełnienia w tym, co nie jest Bogiem, ale to nie nasyca jego serca. To miejsce, które jest dla Boga próbuje zapełnić czymś innym. Wszystko inne staje się bogiem, a człowiek staje się niewolnikiem rzeczy.

Ile domów już powstało?
– Jesteśmy na początku naszego projektu. Na razie wybudowaliśmy 30 domów. Docelowo ma to być 321 domów, czyli małe miasto, w którym ludzie będą mogli żyć z własnej pracy. Oczywiście mieszkańcy będą mogli pracować też na zewnątrz, ale będą wracać do tego miejsca żyjącego duchowością, tam mogą czerpać siłę, by nie ulegać pokusie posiadania, nadmiernego gromadzenia.
W mieście nie będą mieszkać tylko osoby z ulicy. Domy będą własnością Przymierza Miłosierdzia. Będzie w nich także miejsce dla wolontariuszy, którzy będą mogli nam pomóc budować to miejsc i dbać o ubogich, którzy u nas będą mieszkać.

Brzmi to rzeczywiście zupełnie odmienne niż kultura konsumpcji.
– Hasłem przewodnim Miasta Miłosierdzia są słowa z Psalmu 127:: „Jeżeli Pan domu nie zbuduje, na próżno się trudzą ci, którzy go wznoszą. Jeżeli Pan miasta nie ustrzeże, strażnik czuwa daremnie”. Zatem fundamentem Miasta Miłosierdzia jest duchowość i jedynym warunkiem, by w nim zamieszkać jest pragnienie życia Ewangelią. Chcemy żyć kulturą, która nie tylko nas stwarza do informacji, ale też taką, która stwarza nas do miłości.
Żyjemy przygodą, ryzykowaniem robienia nowych rzeczy, ponieważ tę śmiałość daje nam Duch Święty, ufamy obietnicy Pana. Można powiedzieć, że jest to projekt pilotażowy. I jeśli się uda, a ja wierzę, że się uda, to inni mogą to powielić.

Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!
Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.
Wybrane dla Ciebie
Czytałeś? Wesprzyj nas!
Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!
| Zobacz także |
| Wasze komentarze |
Misjonarka (Przymierze Miłosierdzia): warto być misjonarzem, to otwiera oczy i serce
Świecka misjonarka: bez gestu miłości słowa o Bogu są puste [ROZMOWA]
Amazonia: 20 lat bez pierwszej Komunii [MISYJNE DROGI]





Wiadomości
Wideo
Modlitwy
Sklep
Kalendarz liturgiczny