O zaszczycie bycia sodalisem  

5 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Sodalicja (Kongregacja) Mariańska była jedną z form apostolskiej działalności jezuitów. Pierwszą założył w rzymskim kolegium około 1564 r. Jan Leunis z Flamandii, jezuicki kleryk i nauczyciel klasy gramatykalnej. 

Wyznaczył on Sodalicji następujące cele: „Przez miłość Panny Najświętszej i wierną Jej służbę dążyć do wybitnej cnoty chrześcijańskiej, aby jako hufiec Maryi dobrze zorganizowany szerzyć królestwo Jej Syna na ziemi (…). Jest też celem naszej kongregacji łączyć studia z pobożnością chrześcijańską”. ObIicze maryjne nie było jedynym obliczem Sodalicji prowadzonej przez jezuitów aż do kasaty Towarzystwa Jezusowego (1773 r.). Drugim było oblicze ignacjańskie (duchowość ukierunkowana ku apostolstwu), postawa ascetyczna i działalność charytatywna. Rozwój Sodalicji przebiegał niezwykle dynamicznie: po ponad dziesięciu latach od założenia pierwszej Kongregacji w szeregach Sodalicji znajdowało się 30 tysięcy młodzieży. 

Głos Stolicy Apostolskiej 

Statut Sodalicji Mariańskiej zatwierdzili dwaj papieże, którzy sami byli sodalisami: Grzegorz XIII i Benedykt XIV. Grzegorz XIII uczynił to bullą „Omnipotentis Dei”, a Benedykt XIV bullą „Gloriosae Dominae”. Nadto Grzegorz XIII erygował oficjalnie Sodalicję Mariańską w jezuickim kościele Il Gesù w Rzymie jako „Primaria Congregatio Mariana”, obdarzając ją takimi przywilejami jak na przykład odpusty, oraz zezwolił generałowi jezuitów na tworzenie Sodalicji w kolegiach innych niż rzymskie i na ich agregację do prymarii. Przywilej ten rozszerzył jego następca, papież Sykstus V. Wśród generałów Towarzystwa Jezusowego jednym z wielkich popularyzatorów Sodalicji był Klaudiusz Aquaviva. 

„Kawałek” „dobrej” historii… 

Aż do połowy XVIII w. Sodalicje zrzeszały jedynie młodzież męską. Dopiero w epoce Oświecenia zaczęto przyjmować do Kongregacji także dziewczęta i kobiety. Po kasacie jezuitów sodalicje zostały przejęte przez duchowieństwo diecezjalne, ale i tak najliczniejszymi i najaktywniejszymi okazały się w ciągu wieków sodalicje mariańskie działające w kolegiach Towarzystwa Jezusowego. Stały się one w nowożytnej pedagogice jezuickiej ważną i integralną częścią wychowania. W Polsce pierwszą Sodalicję założono w 1571 r. w Braniewie, a należało do niej w latach 1579–1623 około 2500 uczniów. Kolejną zapoczątkowano jesienią 1574 r. w Poznaniu. Istniały też kongregacje między innymi w Wilnie, Płocku, Krakowie, Pułtusku, Lublinie, Sandomierzu, Nieświeżu, Elblągu i Kaliszu. Kaliska liczyła w 1586 r. 127 uczniów, a w 1599 r., ze względu na liczebność, podzielono ją na trzy sodalicje. 

Oparte na samorządzie, Sodalicje posiadały własne kierownictwo, klasy i fundusze. Znani są też z imienia i nazwiska opiekunowie Sodalicji, na przykład w Grodnie pieczę nad Kongregacją sprawowali jezuici Hieronim Kierdey, Jan Gnatowski i Piotr Schawan. Często też przy większych kolegiach tworzono kilka Sodalicji zrzeszających młodzież w rozmaitym wieku. Były to Sodalicje: większa (najstarsi uczniowie), średnia i mniejsza. Sodalicje nosiły też wezwania, chociażby w Nysie – Wniebowzięcia NMP oraz NMP Niepokalanej, a w Głogowie i Żaganiu – Niepokalanego Poczęcia i Matki Przedziwnej. Znani są, także z imienia i nazwiska, niektórzy założyciele rodzimych, jezuickich Sodalicji, na przykład Sodalicję w Toruniu założył prowincjał Decjusz Striverius dla 40 wyróżniających się pobożnością uczniów. 

Ku świętości przez codzienność 

Dzięki wzorowej postawie i postępom w nauce sodalisi przyczyniali się do podniesienia poziomu nauczania w kolegiach. Jeśli chodzi o religijność, zobowiązani byli do codziennego udziału we Mszy św., cotygodniowej spowiedzi, codziennej medytacji i codziennego rachunku sumienia. Praktykowali ignacjańskie Ćwiczenia Duchowe, a także – tym razem mowa o pobożności maryjnej – odmawiali różaniec, litanię loretańską i chodzili na pielgrzymki. Ponadto organizowali procesje (na przykład pokutne) i w nich uczestniczyli. Praktykowali też post, czytali książki religijne, dyskutowali o życiu duchowym, słuchali nauk o ascezie, tworzyli muzyczną oprawę liturgii, wystawiali – wychowujące zwłaszcza religijnie i moralnie – przedstawienia teatralne, ale i, jak choćby w Toruniu, angażowali się ochoczo w spory wyznaniowe. Udzielali się również charytatywnie, na przykład ucząc katechizmu ubogie dzieci, wspomagając religijnie i materialnie więźniów czy opiekując się biednymi i chorymi w szpitalach i przytułkach oraz sprzątając szpitale. Nadto wiadomo, że chociażby w Kaliszu powołano do istnienia Sekcję Miłosierdzia, gromadzącą m.in. fundusze na lekarzy i lekarstwa dla ubogich, a w Wielki Czwartek urządzającą przyjęcia dla bezdomnych, którym uczniowie umywali nogi i usługiwali do stołu.  

Sodalis – wzorcowy chrześcijanin 

Nie każdy uczeń jezuickiego kolegium mógł zostać sodalisem, gdyż musiał odznaczać się pobożnością maryjną oraz „czystością obyczajów i pilnością w naukach” w szkole, poza szkołą i w domu. Dlatego Sodalicje były stowarzyszeniami elitarnymi. Wywierały one także pożądany przez jezuickich wychowawców wpływ na swoich członków. Chociażby uczniowie wywodzący się z magnackich i szlacheckich rodzin, aroganccy i przepełnieni pychą, po znalezieniu się w szeregach Sodalicji musieli poskromić niewłaściwą postawę. Samo „wkroczenie” do Kongregacji też nie było łatwe, bo po zazwyczaj trzech miesiącach „próbnych” uczeń wpisywany był dopiero na listę kandydatów. Następnie, zanim uroczyście, w kościele, włączono go do grona sodalisów, przechodził jeszcze jeden okres „próbny”, kończący się sodalicyjnym egzaminem. 

Nie brakowało i niesfornych sodalisów 

Mimo iż z założenia sodalis powinien świecić przykładem, niejednemu zdarzało się dalece zejść z drogi moralności. Jeśli zawinił najciężej, usuwano go z Sodalicji uchodzącej również w oczach Jędrzeja Kitowicza (1728–1804), kapłana i pamiętnikarza, za jedno z najznamienitszych bractw. O winie i karze za niegodne sodalisa zachowanie J. Kitowicz pisał: „[po Oficjum] ksiądz prefekt miał egzortę do sodalisów, zachęcając ich do życia jak najniewinniejszego i do bronienia honoru Matki Boskiej. Egzaminowano potem, jeżeli który sodalis nie jest w jakim znacznym występku notowany; co kiedy się pokazało, zostawał ekskludowany nie tylko z kongregacyi, ale też i ze szkół. Ekskluzyja ze szkół była tak straszna dla studentów jak klątwa kościelna; wystrzegali się wszyscy przestawiać, a nawet i mówić z ekskludowanym, tak jakby z wyklętym. Występek, ściągający na siebie ekskluzją, bywał pospolicie: przenoszenie się w biegu szkół nieodpowiednie z jednych do drugich, gdzie były dwoiste, jak to trafiało się w niektórych miastach, że był szkoły pijarskie i jezuickie; nocne grasowania i lusztyki po szynkowniach, po dwoistym napomnieniu lub karze szkolnej nie zaniechane; psota wyrządzona jakiej panience albo intryga z mężatką przez męża dowiedziona. Które ostatnie dwa przypadki nie miały żadnego gradusa admonicyi, ale prosto karane były ekskluzyją z przydatkiem, jeżeli winowajca mógł być pochwycony, stu batogów. W takowe występki – rzadko zdarzane – wpadali sami dyrektorowie uczący mniejszych studentów i sami będąc studentami. Ci zazwyczaj bywali mężczyźni dorośli pod wąsami i nie tak dla nauki, jak dla sposobu do życia szkoły traktowali, po skończonym raz kursie filozoficznym i teologicznym zaczynając go drugi raz albo też wziąwszy patenta z jednych szkół, o dobrym sprawowaniu się świadczące, przenosząc się do drugich”. Aleksander Brückner dopowiada, że za drobne winy karano klęczeniem, czyli zepchnięciem sodalisa w grono klęczących tyronów, to jest nowo przyjętych do Sodalicji, a za większe uchybienia rózgą. O klęczeniu za karę wspomniany Kitowicz pisze: „Mali sodalisowie za małe przewinienia, jako to nieodbywania powinności sodaliskich, nieskromne sprawowanie się podczas kongregacyi, nieznajdowanie się częste w niej, karane były degradowaniem sodalisa na tyrona. Sodalis był ten, który był przyjęty do księgi sodaliskiej i w obecności kongregacyi uczynił niby profesyją; był to pewien formularz, którym sodalis każdy obowiązywał się szczególniejszym sposobem służyć Najświętszej Pannie tak nabożeństwem do niej jako też niewinnym życiem. Tyro nazywał się, który dopiero do kongregacyi przystępował i miał pewne czasy do wysługi i nauczenia się sodalitatis obowiązków zamierzone. Sodalisowie na kongregacyjach zasiadali w ławkach, tyronowie stali na środku w oratoriach albo klęczeli, jeżeli co przewinili; i była to wielka kara na sodalisa, kiedy z ławki został rugowanym i w rząd między tyronów stojących, tym bardziej klęczących, skazanym”. 

Honor sodalisa 

Bycie sodalisem gwarantowało bardzo wysoki poziom moralny, a odwołanie się do zasad Sodalicji w moralnym rozprzężeniu stanowiło pewną ostoję. Towarzyszyło też temu powszechne przekonanie o niezwykłej skuteczności sodalisa przed Bogiem, jeśli chodzi o wstawiennictwo. O zaszczycie bycia sodalisem AP. Krzyżanowski następująco pisał w przedwojennym periodyku Sodalicji „Sodalis Marianus”, w roku wybuchu drugiej wojny światowej: „Ryngraf z wizerunkiem Najświętszej Panienki chronił rycerskie piersi przed wrażymi kulami, a patent sodalisa był zaszczytem, o który [także] królowie się ubiegali, ufni że Najświętsza Maryja Panna, tak dla narodu naszego łaskawa, roztoczy i nad nimi szczególniejszą opiekę”.

O zaszczycie bycia sodalisem  
6 (100%) 3 ocen.

Zobacz także
Wasze komentarze