Koronawirus w Ekwadorze fot. EPA/Jose JacomeKoronawirus w Ekwadorze fot. EPA/Jose Jacome

fot. EPA/Jose Jacome

Panika gorsza niż koronawirus [FELIETON]

3 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Żyjemy w czasach, kiedy niemalże wszystko można sprawdzić w Internecie. Wiele rzeczy nie dociera jednak do naszej świadomości i zamiast na chłodno analizować dane, dajemy się ponieść emocjom i zbiorowej panice. Przykładem jest tutaj właśnie koronawirus. W sklepach brakuje żeli antybakteryjnych, a w aptekach maseczek.

Nie chcę nikogo przekonywać, że koronawirus nie jest żadnym zagrożeniem. Bo jakimś na pewno jest. Jak każda choroba. W Polsce nie jest jednak zagrożeniem większym niż grypa. Czy jest się więc czego obawiać?

>>> Włochy: odwołano msze, nabożeństwa, pogrzeby i śluby

Trochę danych

W Polsce w 2019 r. z powodu grypy zmarło 146 osób. Na koronawirusa nie zmarła, ani nie zachorowała, do dzisiaj ani jedna osoba. To nie oznacza oczywiście, że wirus z Wuhan nigdy do nas nie dotrze. Pewnie prędzej lub później się pojawi. Problem polega jednak na tym, że grypa, która faktycznie jest przyczyną około stu zgonów, nikogo nie obchodzi, a koronawirusem już od kilku tygodni zajmują się w Polsce wszyscy. Koronawirus może prowadzić do śmierci i rzeczywiście za naszymi granicami zabił już kilka tysięcy osób, ale umieralność z jego powodu nie jest szczególnie wysoka. Największa jest w przypadku osób starszych (po 80. roku życia). Tutaj śmiertelność wynosi niecałe 15%. W przedziale wiekowym 40-49 lat ten wskaźnik wynosi już zaledwie 0,4%, a w przypadku osób młodszych jeszcze mniej. Według szacunkowych danych Światowej Organizacji Zdrowia, na grypę umiera rocznie na świecie nawet do 650 tys. osób, a liczbę zachorowań w Polsce szacuje się na około… 4 miliony. W jej przypadku śmiertelność wynosi na świecie średnio 0,1%. Wobec takich statystyk nie ma więc powodów, aby popadać w panikę.

Wskaźnik śmiertelności w wyniku koronawirusa

>>> Włochy: Kościół reaguje na koronawirusa

Kościoły zamknięte z powodu koronawirusa

Gdzieniegdzie panika jednak się pojawiła. Na terenie 10 diecezji znajdujących się we włoskim regionie Lombardia, w którym zanotowano dotąd najwięcej zakażeń koronawirusem w Europie, do odwołania zawieszono sprawowanie mszy św. i innych nabożeństw. Takie decyzje wydają mi się przesadzone. To co najmniej o jeden krok za daleko. Komunikacja miejska, sklepy, firmy, biblioteki, szkoły i uczelnie działają normalnie, a kościoły są zamykane. Troska o zdrowie wiernych jest oczywiście ważna, ale chyba nie mniej ważne jest zapewnienie im dostępu do sakramentów. Nieco inną i bardziej rozsądną drogą poszedł polski Episkopat. Kilka dni temu wydano specjalny komunikat przypominający o tym, że można przyjąć Komunię Św. na rękę lub duchowo, a zanurzanie ręki w kropielnicy nie zawsze jest higieniczne, więc można powstrzymać się od tego zwyczaju.

>>> Polskie kościoły przygotowują się na koronawirusa. Specjalny komunikat!

„Ponieważ istnieje wiele dróg przenoszenia się tego wirusa – a komunikacja między ludźmi jest dzisiaj bardzo intensywna – trzeba, aby księża biskupi w swoich diecezjach, w ośrodkach, w których pojawiłoby się takie zagrożenie, przekazali wiernym informację o możliwości przyjmowania na ten czas Komunii świętej duchowej lub na rękę. (…) Kto ma obawy przed zarażeniem, ten nie powinien w tym czasie korzystać z wody święconej umieszczonej w kropielnicach” – pisze przewodniczący KEP, abp Stanisław Gądecki.

Środki ostrożności i higiena to coś, pod czym podpisuję się obiema rękami. Nie dajmy się jednak zwariować. Prędzej śmierć zajrzy nam w oczy na trasie z Poznania do Warszawy niż z powodu koronawirusa. Ale ręce myjmy dokładnie. I często.

Zobacz także
Wasze komentarze