Fot. archiwum Piwnicy Powszechnej
Piwnica Powszechna – to miejsce działa jak magnes
Kraków, Pijarska 5. Niedaleko Rynku Głównego, a także dworca działa Piwnica Powszechna. Piwnica może kojarzyć się z czymś ponurym, ale okazuje się, że pozory mylą. To miejsce pełne życzliwości i otwartości na drugiego człowieka. Wypełnione rozmowami, wspólnym byciem i zapachem kawy.
Kamienica należała do Marii Osterwy-Czekaj, córki Juliusza Osterwy i Matyldy z książąt Sapiehów, która zmarła w zeszłym roku. Jej życzliwy stosunek do Piwnicy kontynuują jej spadkobiercy.. Na początku miała to być tylko siedziba stowarzyszenia, ale z czasem Piwnica Powszechna stała się i azylem, i miejscem dialogu, spotkań z gośćmi, wernisaży. Ale przede wszystkim – miejscem przyjaznym, pełnym wzajemnej życzliwości i zaufania. Ta atmosfera stała się jak magnes.

Jak magnes
Przestrzeń stała się magnesem nie tylko dla klubowiczów, ale także dla osób, które po prostu zainteresowały się jakimś spotkaniem czy obszarem działalności Piwnicy Powszechnej.
– Chodziło też o to, by zorganizować przestrzeń, do której ludzie mogą przyjść wypić kawę, herbatę, pogadać, gdzie mogą zorganizować swoje spotkanie. Dzisiaj swoje wydarzenia organizują w Piwnicy Powszechnej różne koła naukowe, zwłaszcza kiedy Uniwersytet Jagielloński postanowił wprowadzić oszczędności i nie chciał udostępniać studentom sal na spotkania. I od tamtego czasu, z różną częstotliwością, przychodzą do Piwnicy. Zresztą, nie są to tylko członkowie kół naukowych, ale także inne młode osoby, które angażują się w różne inicjatywy – mówi Marcin Pera, członek Klubu „Tygodnika Powszechnego” w Krakowie, prezes stowarzyszenia Jerzego Turowicza.

Kiedy wybuchła wojna w Ukrainie, okazało się, że ten lokal przydaje się także do tego, by pomóc przetrwać Ukraińcom początki pobytu w Polsce. Mogli tam przenocować, ale z czasem formy pomocy się zmieniały. Zaczęły się spotkania integracyjne i nauka języka polskiego.
– Na początku wojny organizowaliśmy też zajęcia plastyczne dla osób z Ukrainy. Miały ogromną rolę terapeutyczną. Przychodziły głównie matki z dziećmi, potwornie zestresowane. Był to dla nich relaks, bezpieczne miejsce, w którym przez moment mogły zapomnieć o wszystkim – opowiada Barbara Niedźwiedzka, zaangażowana w działanie Piwnicy Powszechnej.

Były więc zajęcia ceramiczne, ale także malowanie, robienie laleczek czy ozdób na święta. Zorganizowano też zajęcia z malowania na szkle. Stopniowo, kiedy sytuacja zaczęła się normalizować, dzieci poszły do szkoły, ludzie zaczęli odnajdywać się w nowej sytuacji i zaczął zmieniać się cel zajęć, ale także sami odbiorcy. – Ale została również stała grupa cudzoziemców, dla których stało się to takich ich miejscem. Przychodzą też trzy ukraińskie ikonopisarki, które szukały tu spokoju i jakichś kontaktów. Dzięki poznanym tu ludziom mogły zorganizować wystawę czy wykonywać swoją pracę. W ostatnim czasie dwie panie wymalowały kościół w Toruniu, pod opieką pana Środonia, który zajmuje się dekorowaniem kościołów. Inna ikonopisarka prowadziła u nas serie wykładów, a w tym roku poprowadziła kurs ikonopisania, na koniec odbyła się wystawa stworzonych prac. Trafił do nas także malarz, który przygotowywał jednego z chłopaków, Ukraińca, do egzaminów na ASP i chłopak się dostał – mówi Barbara Niedźwiedzka.

– Organizowaliśmy także ekoczwartki, w czasie których organizowaliśmy różne spotkania wokół tematyki zwierząt i ich praw. Tematyka ekologiczna często łączona była z zajęciami artystycznymi, a więc na przykład robiliśmy zwierzęta z gliny. Próbujemy jakoś to połączyć, by także działalność artystyczna posłużyła walce o zwierzęta – dodaje.
>>> Ks. Adam Boniecki honorowym obywatelem miasta [+GALERIA]
To jest nasze, wspólne
Do Piwnicy Powszechnej można przyjść także poza spotkaniami, ponieważ przez sześć dni w tygodniu są tu wolontariusze, którzy pełnią tzw. dyżur w Piwnicy. Czyli po prostu są i można przyjść i z nimi porozmawiać, zobaczyć, jak wygląda życie, zorientować się w działalności albo po prostu posiedzieć, poczytać książkę, popracować lub po prostu odpocząć. – To, co dzieje się w Piwnicy to chyba naprawdę fenomen w skali kraju. Jest to naprawdę przyjazne i ciepłe miejsce, w którym panuje taka luźna atmosfera. Jest ono utrzymywane z zupełnie dobrowolnych składek. Dodatkowo wiele osób wolontaryjnie zaangażowało się w dyżury, czyli od poniedziałku do soboty, tygodniowo 24 osoby, siedzą, już trzeci rok. Cały czas ktoś tam jest, by żadna z osób, które chcą wpaść nie zastała zamkniętych drzwi. I widzę, jako koordynatorka dyżurów, że przeważnie starsze panie traktują to miejsce jak swój dom; sprzątają, kupują za swoje pieniądze, a to herbatę, a to ciasteczko, a to szmatkę, żeby była do wytarcia. Naprawdę zawiązała się niesamowita społeczność wokół Piwnicy Powszechnej – mówi Barbara Niedźwiedzka.

Ci, którzy w jakiś sposób uczestniczą w życiu Piwnicy Powszechnej czasami przynoszą różne potrzebne rzeczy, jak chociażby najbardziej prozaiczny papier toaletowy czy herbatę. Ale nie ma żadnej dyscypliny czy rozliczania się, pilnowania. Jest po prostu zaufanie.
Miejsce bezinteresowności i dialogu
– Staramy się, by Piwnica była oazą, bezpiecznym miejscem dla wszystkich, dla ludzi o różnych poglądach, także takich, którzy być może gdzie indziej nie zostali przyjęci. W piwnicy zawsze jest dla nich miejsce pod jednym tylko warunkiem – że uszanują to miejsce. Ideą jest także, by przestrzeń do zorganizowania spotkania była udostępniana bezpłatnie. Ktoś może zostawić jakiś pieniądz albo wpłacić na stowarzyszenie na utrzymanie tego miejsca, w zamian za udostępnienie na spotkanie czy dlatego, że tam przenocuje, ale nie jest to warunek konieczny. Chcemy, żeby Piwnica była miejscem bezinteresowności. Miejsce to jest tworzone bezinteresownym zaangażowaniem wielu osób, którzy wkładają w tę inicjatywę swój czas i energię, po prostu dla idei. Nie mamy przy tym, żadnego interesu – opowiada Marcin Pera.

Piwnica Powszechna w swoim założeniu ma misję wynikającą z chrześcijaństwa, ale pozostaje otwarta na niechrześcijan. Ważne jest jednak, żeby niechrześcijanie chcący skorzystać z tej przestrzeni spotkania uszanowali charakter misji Piwnicy, czyli też byli otwarci na dialog, na współpracę.
Dlaczego piwnica?
Na początku miała być to tylko siedziba stowarzyszenia. Nie myślano od razu o otwartej przestrzeni ze spotkaniami. Po różnych próbach zorganizowania lokalu przez znajomych trafili do pani Marii Osterwy-Czekaj, znanej krakowskiej dziennikarki i działaczki społecznej. – Pani Maria miała na wynajem dwa lokale, nas było stać tylko na ten w piwnicy. Okazało się, że w stosunku do tego, co zakładaliśmy przestrzeń jest dość duża, więc postanowiliśmy ją wykorzystać znacznie szerzej – opowiada Marcin Pera

– Takie przestrzenie są bardzo ważne, ponieważ nie tylko dają przestrzeń biurową, ale także powodują, że ludzie mogą bardziej osobiście utożsamić się z inicjatywą. W pewien sposób nasz ruch dostał dom, w którym ludzie zaangażowani mniej lub bardziej w Kluby Tygodnika Powszechnego, mogą poznać się i nawiązać więź – dodaje Marcin Pera.
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!
Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.
Wybrane dla Ciebie
Czytałeś? Wesprzyj nas!
Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!
| Zobacz także |
| Wasze komentarze |
Karmel Ducha Świętego. Miejsce, w którym każdy będzie wysłuchany [REPORTAŻ]
W „polskiej Jerozolimie”. Kalwaria Zebrzydowska [FOTOREPORTAŻ]
Wstań z kanapy i zmieniaj świat [MISYJNE DROGI]





Wiadomości
Wideo
Modlitwy
Sklep
Kalendarz liturgiczny