Zdjęcie: jezuita o. Lesław Ptak, fot. YouTube, Maskacjusz TV

Podczas Liturgii Wielkiego Czwartku ksiądz zrobił coś nietypowego…

3 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Tradycyjnym obrzędem Liturgii Wielkiego Czwartku jest umycie nóg. Robi to kapłan na pamiątkę tego, co Chrystus zrobił wobec uczniów podczas Ostatniej Wieczerzy.

Dość nietypowo w tej kwestii postąpił w ostatni Wielki Czwartek o. Lesław Ptak. To jezuita, który przewodniczył mszy św. w kościele Matki Bożej Łaskawej w Warszawie. To sanktuarium na warszawskim Starym Mieście, którym opiekują się ojcowie jezuici.

Ojciec Lesław postanowił „zrobić to nieco inaczej niż co roku”. W przypadku bowiem zwyczaju obmycia nóg, zwyczajem było również to, by już wcześniej ustalić, kto będzie w składzie tych 12 osób, przed którymi kapłan uklęknie z miską wody i ręcznikiem. Taki sposób jest praktykowany w wielu parafiach, niekiedy parafianie z przymrużeniem oka mówią, że rzadko mają tak czyste nogi jak wtedy, gdy znajdują się w składzie owych 12 osób.

fot. Jakub Kamiński, PAP

Dwa scenariusze

W tym roku o. Ptak powiedział: „To pewne ryzyko. Możemy bowiem popaść w dwie skrajności” – zagaił i tłumaczył dalej: „Możemy znaleźć się jutro na stronach gazet – jako ci, którzy przyszli by Jezus im nogi umył, a oni tego nie chcieli”. Istniało bowiem „ryzyko”, że jeśli kapłan poprosi 12 osób, by mógł im umyć nogi, to nikt może się na to nie zdecydować. Bywa, że każdy patrzy wtedy na drugiego i w końcu nikt się nie zdecyduje na to, by wyjść na środek. Mimo że w kościele był tłum ludzi.

Możliwy był jednak i drugi scenariusz. „Możemy też przejść do księgi rekordów Guinnessa jako najdłuższa liturgia Wielkiego Czwartku” – uśmiechnął się ksiądz. To wtedy, gdyby do obrzędu chcieli przystąpić wszyscy, którzy przyszli w ten wieczór do kościoła. Obrzęd mógłby trwać godzinę jeśli nie dłużej. Wierni patrzyli po sobie, nie obyło się bez uśmiechów. Wielu zapewne poczuło wtedy odpowiedzialność za Liturgię, za jej przebieg i znaczenie, za jej przeżycie. To już nie tylko msza, którą obserwujemy, to pamiątka Ostatniej Wieczerzy, w której aktywnie uczestniczymy. Wszyscy poczuli się wspólnotą zgromadzoną przy jednym stole, za którym zasiada też Chrystus. „Zdejmuję szaty, będę czekać tu na Was” – powiedział o. Lesław i dodał, że gdyby na początku nikt nie chciał podejść, on da sobie kwadrans i będzie czekać cierpliwie.

Zdjęcie: obraz przedstawiający Ostatnią Wieczerzę

Skończyło się na „rozwiązaniu pośrednim”. Do obrzędu przystąpiło więcej niż 12 ludzi, ale nie zdarzyło się też tak, by pod stopnie ołtarza podeszli wszyscy. Jak tłumaczył o. Leon Ptak, chciał przez tę propozycję pokazać, że Jezus chce obmyć nogi wszystkim – nie tylko wybranym.

Nie bójcie się, by Jezus nogi wam umywał

W czasie homilii pytał nawet tak: „Dlaczego tak często boicie się tego, by Jezus umył wam nogi? By był waszym sługą?”. Jezuita podkreśla, że to paradoksalnie może być trudne. Nie chcemy, by Jezus mył na nogi – to oznacza też to, że nie chcemy, by widział nasze słabości, nasz brud i grzechy. Wolimy nawet niekiedy widzieć Go jako srogiego sędziego, ale gdzieś daleko od nas. Ojciec Lesław wskazał też na to, że ci, który nogi w ten wieczór nie zostały obmyte, nie powinni mieć poczucia zawodu albo niedosytu. „Chodzi już o samo pragnienie, by Jezus umył nam nogi. Już wtedy Jezus znajdzie drogę, by do nas przyjść i być naszym sługą” – mówił jezuita w wielkoczwartkowym kazaniu. „Msza święta polega na tym, by doświadczyć Chrystusa, który chce być moim sługą. Nie jednorazowo, jak przy umyciu nóg, ale cały czas” – tak o. Ptak podkreślił znaczenie każdej Eucharystii.

Podczas Liturgii Wielkiego Czwartku ksiądz zrobił coś nietypowego…
6 (100%) 2 ocen.

Zobacz także
Wasze komentarze