„Pogrzeby to nasze życie” czyli o pogrzebach i pogrzebanych obrzędach

7 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

W pogrzebach, a dokładnie mówiąc w obrzędach pogrzebowych, bywamy zachowawczy. Często myślimy: „A co ludzie powiedzą?”. O ironio, umieramy podobnie, a przynajmniej tak chowamy zmarłych. Pogrzeb – co podkreśla autorka książki „Pogrzeby to nasze życie” – jest od wielu lat w Polsce prezentacją statusu finansowego rodziny. Jest więc niekiedy, niestety, na pokaz. W myśl zasady: „zastaw się, a pokaż się”. Pogrzeb, by był godny, w mniemaniu wielu musi więc być okazały. Nie myśli się za to o prywatnej, cichej duchowości.

Zdjęcie: Cmentarz Stare Powązki w Warszawie, fot. Maciej Kluczka, misyjne.pl

Zwyczaje umierają na naszych oczach
Anna E. Kubiak to profesor antropologii kultury z Instytutu Filozofii i Socjologii PAN. – Inne narody podchodzą do tych uroczystości nieco inaczej. Bywa, że jest tam miejsce również na uśmiech i humor. Możemy spotkać się z pieśniami ludowymi pełnymi humoru  mówi w rozmowie z dziennikarzem „Polityki” Juliuszem Ćwieluchem. Jednak i w Polsce, w ciągu ostatnich lat, zwyczaje pogrzebowe bardzo się zmieniły. W dawnych czasach do dnia pogrzebu ciało zmarłego było w mieszkaniu, były to tak zwane puste dni. Przy zmarłym śpiewano pieśni – te religijne, ale i rubaszne, grano w karty, spożywano posiłki. Śmierć była więc bardziej oswojona, była po prostu bliżej. Teraz samo umieranie odbywa się nie w domu, ale coraz częściej w szpitalu, hospicjum, generalnie – w miejscu odosobnienia, z dala od najbliższych. To rodzi problemy nie tylko dla umierającego, także dla jego bliskich. Mimo że takie rozwiązanie, na pierwszy rzut oka, może wydawać się komfortowe.

Klient – żałobnik
Główny powód tego stanu rzeczy? Kultura konsumpcyjna. – To ona z żałobnika zrobiła klienta zakładu pogrzebowego  mówi profesor Kubiak. Pogrzeby zabił kapitalizm, bo zabił wspólnotowość. A pierwsze ku temu zachcianki miała… Polska Ludowa. – Ludowa obrzędowość pogrzebowa ginie dziś dosłownie na naszych oczach  mówi profesor i dodaje: – Autorytarne państwo, jakim był PRL, chciało ingerować w każdy obszar życia człowieka. Próba wymuszenia sekularyzacji śmierci się kompletnie się jednak nie powiodła. To, czego „nie udało się” zrobić w czasach PRL, zdaniem pani profesor, robi dziś kapitalizm. Szybko i skutecznie. Kapitalizm podkopywał bowiem fundament, na którym opierała się bogata kultura ludowa. Uderzył w jej serce, a nim jest wspólnotowość. Mamy szansę rozmawiać z ostatnimi, którzy tę tradycję znają (nawet jeśli niekoniecznie ją praktykują). Śmierć coraz częściej przeżywamy samotnie (my – którzy umieramy, my – którzy umierających żegnamy). A taka sytuacja stworzyła możliwości dla zakładów i firm pogrzebowych. I to one (to nie ocena, ale stwierdzenie faktu) dyktują nowe tradycje i zwyczaje.

Wspólnotowość ofiarą naszych czasów
Ten brak wspólnotowości, jeśli chodzi o przeżywanie śmierci, widać nie tylko w samych rodzinach. Widać to też w szpitalach, w pracy. A także na stypach. – W dużych miastach nie mają się świetnie, ale to ciągle ważny element ceremonii i rzadko się z niego rezygnuje  mówi profesor Kubiak. Na wsi i w małych miasteczkach wciąż uczestniczy w nich prawie cała wieś albo wszyscy najbliżsi sąsiedzi. W miastach, siłą rzeczy, świętuje się w miejscu publicznym. Mieszkania są mniejsze, rodziny też. No i z reguły następnego dnia trzeba iść do pracy. A tam zwyczaje i stosunki międzyludzkie też się zmieniają. – Śmierć prywatna nie może już liczyć na tyle zrozumienia  konstatuje profesor. Śmierć podlega presji medykalizacji. Walczy się o podtrzymanie życia za wszelką cenę lub to życie – na życzenie umierającego lub rodziny – się skraca. Jednocześnie ucieka się od towarzyszenia samemu procesowi umierania. To swoisty paradoks. Większość z nas – w badaniach – deklaruje, że „chcielibyśmy umierać w domu, w swoim naturalnym prywatnym otoczeniu”. Jednak coraz więcej z nas umiera w szpitalach, domach dla ludzi starszych lub w hospicjach. Dawniej rodziny zmarłego były wspierane przez znajomych, sąsiadów, dziś częściej żałobę i czas pogrzebu muszą przeżywać same. Profesor Anna E. Kubiak ocenia, że największe zmiany zaszły po 1989 r.

fot. pixabay

Obcowanie ze śmiercią
Jak to jest u innych? Profesor Anna E. Kubiak podaje przykład dwóch państw zachodnich. Amerykańska kultura idzie w skrajne zaprzeczenie śmierci i nieuchronnie z nią związanego rozpadu ciała. Nietrudno dojść do wniosku, że Amerykanie starają się zepchnąć śmierć z widocznego planu. Zdarza się, że na pogrzebie najlepiej wygląda… właśnie zmarły. – To higieniczne, protestanckie podejście do ciała zmarłego, którego fetoru się boimy, zostało doprowadzone do ekstremum – mówi profesor.. We Francji jest już nieco inaczej. Tam popularne jest balsamowanie. Jest bardziej dyskretne, a to amerykańskie to głęboka ingerencja w ciało zmarłego. W ten sposób chce się ukryć trudną, często brzydszą stronę śmierci. A nawet samą śmierć. Jak jest w Polsce? – W pół drogi – uważa pani profesor. W Polsce cały czas dba się o integralność zmarłego, nienaruszalność jego ciała. Myjemy zwłoki, odświętnie je ubieramy. Z drugiej strony coraz rzadziej zajmuje się tym rodzina, a częściej zakłady pogrzebowe.

Pogańskie zwyczaje
Obcowanie ze śmiercią to domena przede wszystkim małych miasteczek, głównie wsi. Ono pomaga oswoić się ze śmiercią: nie „uśpić” myśl o niej, ale otworzyć swoje serce na jej znaczenie. Tylko bardziej mobilizuje, by o śmierci pomyśleć. Także swojej, nie tylko tego, kto właśnie od nas odchodzi. Obcowanie ze śmiercią jest ważne dla „obu stron”, także dla tych, którzy zostają. To po to, by o tego zmarłego zadbać, pożegnać się z nim i oswoić się ze stratą. Stosunek Polaków do śmierci to mieszanka kilku spraw: wierzeń słowiańskich, wiary katolickiej i nowoczesnych zwyczajów. Nadal też (choć w mniejszości) istnieją wierzenia związane z magią. – W kulturze ludowej trup jest groźny – mówi profesor i tłumaczy to zjawisko: – Nadal silne bywa wierzenie, że dusza bardzo długo utrzymuje kontakt z ciałem zmarłego i może pociągnąć krewnych za sobą. By tego uniknąć, stosuje się kilka metod: przewraca się krzesła (żeby duszą nie zasiedziała się w mieszkaniu), zasłania się lustra (by zmarły nie mógł się w nim przejrzeć). Do trumny wkłada się książeczkę do nabożeństwa otwartą na stronę ze słowem „amen” – tak, by duszę czymś zająć. Część z nas może znać zwyczaj sypania maku. To po to, by zmarły liczył ziarenka i także nie myślał o powrocie do świata żywych.

Zdjęcie: okładka książki prof. Anny E. Kubiak

Śmierć częścią życia
W książce „Pogrzeby to nasze życie” możemy przeczytać o mało znanych, ale za to wiele mówiących i momentami wzruszających zwyczajach, jak te z Suwalszczyzny. Grób kopali tam sąsiedzi rodziny zmarłego. Wymagało to sporego wysiłku, ale był to też gest wsparcia dla rodziny żałobników. To wszystko jednak powoli zanika, bo również ludzie ze wsi i małych miasteczek zderzają się z kulturą mieszczańską i z czasem ulegają jej trendom. Co ważne i interesujące, wiele zwyczajów praktykowanych przez katolików i w czasie katolickich pogrzebów ma podłoże pogańskie. Wymieniłem je wyżej, ale też znany zwyczaj wkładania rzeczy osobistych do trumien bynajmniej nie ma podstaw w wierze katolickiej.

Kremacja – zmiana podejścia
Profesor Anna E. Kubiak opisuje też zmianę podejścia Polaków (także Kościoła w Polsce) do kremacji ciała zmarłego. Proces zmian zachodził od lat osiemdziesiątych a środowiska, które o to zabiegały, istniały już przed II wojną światową. Po wojnie krematoria nie mogły się rozwijać, ciążyło na nich odium Zagłady. Pierwsze krematorium w Polsce powstało w 1993 r. w Poznaniu. Co ciekawe, Watykan przyzwolił na kremację już wcześniej. W 1963 r. pozwolił na nią papież Paweł VI. Wydał zgodę na uznanie, że Kościół katolicki dopuszcza kremację. Polscy biskupi głos w tej sprawie zabrali dopiero w… 2011 r. Episkopat wydał wówczas list, w którym wypowiedział się na temat kremacji i to z licznymi zastrzeżeniami. Profesor widzi takie powolne zmiany przede wszystkim w liturgii Kościoła katolickiego.

Gdy profesor Anna E. Kubiak zostaje zapyta o to, jak „polski pogrzeb” będzie wyglądać za 20 lat to mimo tego, że opisała wiele zmian w zwyczajach i tradycjach, które się u nas dokonały, odpowiada: – Mniej więcej tak samo. Przewiduje, że pewnie więcej będzie kremacji, więcej też pogrzebów tematycznych, ale największe zmiany, które miały się dokonać, już się dokonały. – Przynajmniej na najbliższe 50 lat  dodaje.

Oceń ten artykuł

Zobacz także
Wasze komentarze