Zdjęcie: o. Jacek Salij, OP

Polacy potrafią przebaczać. I robią to od wieków. Cykl na Święto Miłosierdzia, cz. 2

8 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Mówi się o nas, że skłóceni jesteśmy, że gdzie dwóch Polaków tam trzy opinie, że łączymy się tylko w obliczu zagrożenia. A okazuje się, co pokazał o. Jacek Salij OP*, że w polskiej tradycji, kulturze i literaturze sporo jest o przebaczaniu i o ludzkim miłosierdziu.  

Dziś, na dwa dni przed Świętem Miłosierdzia Bożego, czas na część drugą naszego cyklu. O przebaczeniu w polskich zwyczajach, kulturze, literaturze. „Podstawą jest – rzecz jasna – nauka Pana Jezusa” – mówił dominikanin, o. Jacek Salij na spotkaniu zorganizowanym przez Winnicę**. „Często jest tak, że zwyczaje tak mocno zakorzeniają się w naszej codzienności, że nawet z tego już później nie zdajemy sobie sprawy” mówi o. Jacek.

fot. facebook.com/winnicahalinow/

O. Salij rozpoczął spotkanie od szóstego rozdziału Ewangelii Łukasza. Przypomniał, że to, jak przebaczać, Jezus przekazywał nie tylko słowami, ale przede wszystkim Pokazywał rzecz można powiedzieć – najtrudniejszą, czyli postępowanie wobec własnych wrogów. W ostatnim momencie największym dowodem miłości wobec nieprzyjaciół jest Jego modlitwa na krzyżu. Modlił się za morderców w momencie, gdy był zabijany, gdy doznawał największych cierpień. „W tych słowach nie było żadnego udawania. Tę modlitwę na krzyżu powtarzamy w znanej wszystkim Modlitwie Pańskiej” przypominał o. Salij

i odpuść nam nasze winy jako i my odpuszczamy naszym winowajcom” 

Zwrócił uwagę, że tę modlitwę można by nieco zmienić i ten fragment wyglądałby tak: „I nie odpuszczaj moich win, tak jak ja ich nie odpuszczam moim przyjaciołom”. Czy wtedy nie zwrócilibyśmy na to baczniejszej uwagi?  

Jak Jezusowe zachowanie zastosować u siebie

Ojciec Jacek przypomniał też inną biblijną scenę, gdy Jezus został spoliczkowany przez Malchusa. Chrystus nie nadstawił wtedy drugiego policzka, ale z godnością pytał, dlaczego go bije. „Mój znajomy lekarz tak to mi wytłumaczył. Gdy jesteśmy zagrożeni, to organizm wydziela adrenalinę. W naszej głowie powstają alternatywy: poddam się albo uciekam. A do jednego i drugiego potrzebna jest adrenalina” tłumaczył o. Jacek. A Jezus podpowiada: „niech adrenalina nie będzie kierownikiem twojego postępowania. Postępuj w sytuacjach trudnych zgodnie z zasadami miłości i solidarności”.

fot. pixabay

Można to robić także z humorem, jak „wielki jałmużnik Warszawy”, którego historię przywołał o. Jacek. To ks. Gabriel Piotr Baudouin, Francuz z pochodzenia, jałmużnik na rzecz ubogich. Gdy przechadzał się po kolejnych piwiarniach i karczmach, gdzie m.in. grano w karty, jeden mężczyzna mocno zirytował się jego prośbami o datki. Przy wszystkich go spoliczkował, a jałmużnik odpowiedział: „To było dla mnie, a teraz coś dla moich ubogich”.  

Kultura i zwyczaj przebaczenia, pojednania  

Przejdźmy do czasów nam bliższych. Jak zasada przebaczenia, miłości nieprzyjaciół odzwierciedla się w naszych zwyczajach? „W młodości bardzo mocno przeżyłem zgiełk reżimu komunistycznego, jaki powstał przeciwko biskupom, którzy wydali orędzie do biskupów niemieckich” wspomina o. Salij. To – można powiedzieć – wielka polityka. A obyczaje? Na myśl przyjdzie nam pewnie dzielenie się opłatkiem. To kanon wzajemnych przeprosin i momentu przebaczenia obecny w naszej tradycji już od wielu lat. Jednak takich momentów jest więcej, pielęgnowanych w obyczajach.  

Przed spowiedzią, w czasie pogrzebu  

Kiedyś, gdy szło się do spowiedzi (a zdarzało się to o wiele rzadziej niż teraz, niekiedy raz na rok), trzeba było przeprosić się z najbliższymi. Taki zwyczaj był obecny również przed pójściem na pielgrzymkę, o czym możemy przeczytać w „Chłopach” Reymonta. Teraz do spowiedzi chodzimy częściej (przynajmniej tak być powinno), jednak ten zwyczaj nie jest już zupełnie „na wymarciu”. Ważnym zwyczajem było też pojednanie się na łożu śmierci, oczywiście nie dane wszystkim.  

O. Salij przejrzał „Dzieła wszystkie” Oskara Kolberga – encyklopedysty i Przyjrzał się dokładniej tomom poświęconym Mazowszu. Znalazł tam świadectwo o tym, jak wyglądały pogrzeby w dawnych czasach. Kiedy kondukt żałobny zmierzał na cmentarz, a przechodził obok krzyża, wszyscy zatrzymywali się i wtedy ktoś w imieniu zmarłego (najczęściej z jego rodziny) przepraszał wszystkich uczestników żałobnej procesji. Przepraszał za zmarłego: „jeśli on w czymkolwiek przeciwko komukolwiek zawinił, to przebaczcie”. W zwyczaju było tak, że wszyscy odpowiadali: „nic podobnego, żadnych pretensji nie mamy, niech spoczywa w pokoju” – pisał Kolberg. Ludzie, najczęściej mieszkańcy tej samej wsi, wręcz się w tych deklaracjach przekrzykiwali.

Zdjęcie: Oskar Kolberger, fot. Muzeum Ziemi Radomskiej

Ojciec przywołał też pewne osobiste przeżycie związane z tym tematem. Pewnego razu odprawiał pogrzeb pewnej artystki… „Przy trumnie zmarłej wspomniałem o tym obyczaju ziemi mazowieckiej i powiedziałem, że jeżeli ktoś ma jakieś pretensje do zmarłej albo też jeśli mają jakiekolwiek wzajemne pretensje między sobą, to przekażemy sobie znak pokoju, znak w postawie prawdziwego przebaczenia” – wspomina o. Jacek i mówi: „Nie przyszło mi do głowy, że te słowa spowoduje takie trzęsienie ziemi”. Przyznaje z uśmiechem na twarzy, że z artystami często tak bywa, że są oryginalni w swoich zachowaniach. Podczas tej uroczystości było wiele aktów pojednania, niekiedy dokonywanych po latach różnych animozji i braku porozumienia.

Przykłady przebaczenia. Niekiedy heroicznego 

Gość spotkania przypomniał dramatyczną historię powstania listopadowego i postać Rafała Krajewskiego, w sierpniu 1964 r. powieszonego razem z Romualdem Trauguttem. Przed wykonaniem wyroku został zapytany o ostatnie życzenie. Do rosyjskiego żołnierza powiedział: „Moim ostatnim życzeniem jest pana pocałować, wyrazić mój szacunek dla narodu rosyjskiego”. Sołdaci płakali podczas wykonywania wyroku…

Zdjęcie: Leonia Jabłonkówna


Najbardziej poruszającym przykładem jest chyba „Modlitwa”, To wiersz z 1943 r., jego autorką jest Leonia Jabłonkówna, młoda Żydówka, gorąca katoliczka. Mimo że była świadkiem potwornej zbrodni Niemców, szczególnie tej z kwietnia 1943 r. w Warszawie, publicznych egzekucji, to napisała tak:  

Za ugór ojczysty rozdarty, 

Za fali wiślanej płacz krwawy, 

Za Tatry skalane i Bałtyk, 

Za wrzesień śmiertelny Warszawy; 

Za grób, co słabnącym jak ulga 

Pokusą w męczeńskich dniach świeci – 

– Zbaw, Panie, kobiety i dzieci 

Z płonących pożarów Hamburga. 

Za krzyż znieważony w kaplicach, 

Za krzywdę cmentarnych popiołów – 

– Zachowaj we wrażych stolicach 

Strzeliste gotyckie kościoły. 

O Panie przez znak Twój na wieżach, 

Przez drzewo Twej męki i chwały, 

Prosimy Cię szeptem pacierza, 

Błagamy Cię burzą chorału. 

W godzinach tryumfu nad klęską, 

Gdy w gniewie się Twoim objawisz, 

Daj siłę, daj radość zwycięska, 

A wyrwij nam z duszy nienawiść.  

W pożarze piorunów, co walą 

W ostatnie bastiony i tamy, 

Daj sercom, niech z gruzów ocalą 

Twój święty na wieki Testament.  

(Warszawa 1943)

Imię moje chrześcijanin, nazwisko katolik 

Na koniec spotkania o. Salij wyszedł nieco szerzej poza polską historię, kulturę, literaturę. Przypomniał słowa papieża Benedykta XV z czasów I wojny światowej. W encyklice z 1914 r. zwracał uwagę na to, by katolicy nie dopuszczali do tego, by dzielić się na przeciwstawne obozy. „Mówił to sto lat temu, a ten apel nadal jest bardzo aktualny. Także dla nas, polskich katolików” podkreśla o. Salij. Bendykt XV zaznaczał wtedy, by unikać odróżniania katolików od katolików, dzielenia się na grupy i partie. „Siła i natura wiary katolickiej jest taka, że nic jej ani ująć, ani dodać nie można. Nie trzeba dodatków do wyznania: Imię moje chrześcijanin, nazwisko katolik. Niech każdy będzie tym, kim się nazywa” mówił wtedy papież.

Zdjęcie: Benedykt XV

Na koniec przypomniał słowa Matki Teresy: „Gdy szukasz pojednania, to staraj się sam nawrócić i być blisko Jezusa. Wtedy duch pojednania będzie szedł dalej!”  

*Ojciec Jacek Salij to profesor nauk teologicznych, pisarz, publicysta. Urodził w Budach na Wołyniu, na chrzcie otrzymał imię Eugeniusz, obecne przyjął w zakonie. W latach 1960–1967 odbył studia teologiczne w Kolegium Filozoficzno-Teologicznym Ojców Dominikanów w Krakowie, które kontynuował w Akademii Teologii Katolickiej w Warszawie. W 1971 uzyskał doktorat, w 1979 habilitację, a w 1992 profesurę. W latach 1971–1983 był duszpasterzem sekcji kultury Klubu Inteligencji Katolickiej w Warszawie. W 1973 został współpracownikiem miesięcznika „W Drodze”. W latach 70. i 80. publikował w niezależnych pismach, m.in. w „Zapisie” i „Aneksie”. W latach 1982–1989 działał w podziemnej Radzie Edukacji Narodowej. W 1988 został członkiem Komitetu Obywatelskiego przy Przewodniczącym NSZZ „Solidarność”. W latach 1993–1996 był członkiem Rady Głównej Szkolnictwa Wyższego.

fot. dominikanie.pl

**Winnica to cykl konferencji poświęconych zagadnieniom z zakresu teologii, zagrożeń duchowych, stosunków międzyludzkich oraz chrześcijańskiego lifestyle’u. Spotkania odbywają się w parafii Najświętszej Maryi Panny w Halinowie. 

Zobacz także
Wasze komentarze