fot. Anna Gorzelana/misyjne.pl
Półtora roku po powodzi. Kłodzko wciąż żyje w prowizorce [REPORTAŻ]
Mija półtora roku od powodzi, które we wrześniu 2024 dotknęła południowo-zachodnią część Polski. Jednym z najbardziej poszkodowanych miast jest Kłodzko, w którym woda zrujnowała dobytek setek ludzi. Ucierpiał także franciszkański klasztor i kościół, w którym woda osiągnęła wysokość trzech metrów. Odwiedziliśmy te miejsca na początku października 2024 roku, a teraz wracamy do nich w marcu 2026.
Powódź, która uderzyła w Kłodzko we wrześniu 2024 roku, pozostawiła po sobie nie tylko zniszczone budynki, ale także długotrwały kryzys organizacyjny i społeczny. Szczególnie dotkliwie ucierpiały franciszkańskie Klasztor i Kościół pw. Matki Bożej Różańcowej, położone w najniższej części miasta. Zniszczone zostały wszystkie ołtarze, zrujnowane zostały także pomieszczenia parafialne, kaplica z konfesjonałami oraz zaplecze duszpasterskie. Dziś liturgia trwa, wierni przychodzą, wspólnota działa, ale jest to funkcjonowanie na gruzach dawnego porządku.

Fala pomocy
W pierwszych dniach i tygodniach po powodzi ogromną rolę odegrali wolontariusze, parafianie i Caritas. – Każdy, kto miał chęci i czas, przychodził pomagać. Na początku było po prostu sprzątanie, potem doszły kolejne zadania: rozładunek darów, segregowanie żywności, organizowanie punktu pomocowego – wspomina pierwsze chwile powodzi parafianka Marta. Dary przyjeżdżały tirami. Czasem nie wiedzieliśmy nawet, co dokładnie przyjedzie, po prostu trzeba było to przyjąć, rozładować i zorganizować – dopowiada.
– Największym przedsięwzięciem było zabezpieczenie tego, co dało się jeszcze uratować. To się udało i dzięki temu dziś mogą trwać prace konserwatorskie – tłumaczy o. Savio Sitarczyk OFM, wikariusz posługujący już wtedy w Kłodzku. Parter klasztoru do dziś nie nadaje się do normalnego użytkowania, a wiele pomieszczeń zostało zniszczonych całkowicie.


Do Kłodzka przyjeżdżali ludzie z całej Polski, m.in. harcerze ze Zwiazku Harcerstwa Rzeczypospolitej. Gdy jednak weszły ekipy wojskowe i specjalistyczne, zakres możliwej pomocy wolontariackiej stopniowo malał. – Najintensywniejsza pomoc trwała kilka tygodni, a szerzej rozumiane zaangażowanie wolontariuszy około trzech, może czterech miesięcy. Później coraz więcej prac wymagało już fachowców – opowiada jedna z parafianek zaangażowana w pomoc.
Na początku 2025 roku wiele osób nadal deklarowało gotowość przyjazdu, ale brakowało już prac, które mogłyby wykonywać osoby bez fachowych kompetencji. Skala potrzeb jest nadal ogromna. Jak podkreślają zakonnicy, nawet milionowe dotacje okazują się jedynie ułamkiem kosztów.
>>> Jak Kościół pomaga powodzianom?


Kancelaria i sakramenty „na gruzach”
Jednocześnie świątynia franciszkańska jest miejscem żywego duszpasterstwa. Msze święte i nabożeństwa są sprawowane, po powodzi odbywały się już także śluby i chrzty. Kościół funkcjonuje, choć w warunkach dalekich od dawnej normalności. – Musieliśmy bardzo szybko przeorganizować życie klasztoru i parafii. Zagospodarowaliśmy wyższe kondygnacje, urządziliśmy salkę spotkań i prowizoryczne miejsce do spowiedzi – mówi o. Savio. – To funkcjonuje, ale wciąż jest prowizorką. Osobom starszym trudno wejść na drugie piętro, a przecież właśnie tam przenieśliśmy znaczną część życia parafialnego – dopowiada wikariusz.
Franciszkanie podkreślają, że powódź wymusiła również zmianę myślenia o przyszłości klasztoru. Nie chodzi tylko o odbudowę tego, co było, ale o dostosowanie budynku do nowych realiów: mniejszej wspólnoty zakonnej, starzejącej się prowincji i zagrożenia kolejnym zalaniem. Niektóre z pomieszczeń, jak kuchnię czy codzienne zaplecze wspólnoty, przeniesiono już na stałe na wyższe kondygnacje. Problemem jest to, że każda większa zmiana musi być uzgadniana z konserwatorem zabytków, bo chodzi o obiekt mający około 300 lat.


Jak jest teraz?
Dziś kościół franciszkański w sensie liturgicznym funkcjonuje normalnie. Odprawiane są msze święte i nabożeństwa, odbywają się śluby i chrzty. W niedzielę uczestniczy w liturgii około 800-900 osób. Jednak stan budynku nadal daleki jest od dawnej normalności. Część prac wykonano, ale wiele pozostaje w stadium prowizorki lub zabezpieczenia.
Parafia otrzymała pięć pierwszych dotacji, wszystkie możliwe na tym etapie, a później także kolejne dwie. Dzięki nim udało się wykonać część prac przy elewacji i przeprowadzić konserwację techniczną ołtarzy. Nie chodzi jeszcze o pełne odnowienie, ale o oczyszczenie z mułu, sklejenie elementów i odtworzenie ich układu na podstawie zdjęć. W planach są dalsze prace zewnętrzne i wewnętrzne, między innymi przy cennych malowidłach.
Nawet duże dotacje stanowią jednak niewielką część kwoty potrzebnej do zrealizowania wszystkich prac. Odbudowa to nie kwestia miesięcy ani kilku lat. Skala zniszczeń i kosztów jest tak duża, że nikt dziś nie potrafi odpowiedzialnie powiedzieć, kiedy cały obiekt zostanie przywrócony do pełnego użytkowania.

Życie w ciągłej tymczasowości
W rozmowie z franciszkanami oraz parafianami mocno wybrzmiewa, że po powodzi życie toczy się w warunkach ciągłej tymczasowości. Przykładem są spotkania z młodzieżą czy kandydatami do bierzmowania. Każde spóźnienie oznacza dodatkowe schodzenie i wchodzenie po schodach, co w praktyce komplikuje zwykłą pracę duszpasterską.
Podobnie jest z przestrzenią wspólnotową. Dawniej były duże sale i stoły dla większej liczby osób. Dziś codzienne życie toczy się przy niewielkim stole i w zwyczajnej kuchni urządzonej na piętrze, bardziej przypominającej dom jednorodzinny niż klasztorne zaplecze. Zakonnicy po prostu przystosowali się do sytuacji, ale jest jasne, że to funkcjonowanie zastępcze, a nie docelowe. Powódź zbiegła się też z inną zmianą: zmniejszeniem liczby zakonników mieszkających w klasztorze. Jeszcze krótko przed powodzią wspólnota liczyła szesnaście osób, dziś zakonników jest tylko pięciu. Starsi i chorzy bracia nie mogli dalej mieszkać w miejscu, w którym trwają prace budowlane i gdzie codzienność stała się tak wymagająca.
Oznacza to, że odbudowa musi uwzględniać nie tylko skutki żywiołu, ale również nową rzeczywistość wspólnoty. Nie ma już sensu odtwarzać wszystkiego dokładnie w dawnym kształcie. Trzeba szukać rozwiązań dostosowanych do mniejszej liczby zakonników i zmienionych realiów życia klasztornego.


Parafia i parafianie
Powódź odcisnęła też silne piętno na samych mieszkańcach parafii i Kłodzka. Część mieszkańców nadal nie wróciła do swoich mieszkań. Dotyczy to szczególnie lokatorów mieszkań komunalnych, którzy czekają na remonty. Są też przypadki osób, które wyremontowały mieszkania szybko, ale dziś muszą remontować je po raz drugi, bo budynki nie zostały odpowiednio osuszone i pojawił się grzyb. Nie brakuje również osób, które po traumie powodzi postanowiły wyprowadzić się z Kłodzka na stałe.
Dużą rolę w pomocy parafianom odegrała diecezjalna Caritas. Pojawiły się programy kart pomocowych dla powodzian, wsparcie dla rodzin i osób starszych, a także propozycje wyjazdów wypoczynkowych i regeneracyjnych. Organizowano wyjazdy dla matek z dziećmi, rodzin oraz osób opiekujących się seniorami dotkniętymi skutkami powodzi. Były też propozycje wyjazdów do Barda, Polanicy czy Zakrzowa. Tego typu pomoc polegała już nie tyle na pracy fizycznej na miejscu, co na wspieraniu ludzi w powrocie do życia po katastrofie.


Nawet jeśli ktoś otrzymał pomoc, w praktyce bardzo szybko okazywało się, że to nie wystarcza. Ceny robót i materiałów są dziś tak wysokie, że skala potrzeb natychmiast przerasta początkowe wsparcie. Jak w rozmowie zaznacza zaangażowana w pomoc parafianka, były też firmy i fundacje, które bardzo konkretnie pomagały, czasem przekazując usługi lub sprzęt za darmo.
Niektórzy wyprowadzili się na stałe, zwłaszcza z najbardziej zalanych ulic. Są budynki przeznaczone do rozbiórki albo takie, do których nie wolno wchodzić. Procedury administracyjne w wielu przypadkach ciągną się miesiącami, a nawet dłużej. Pojawiają się historie ludzi, którzy dostali nowe mieszkania, ale musieli do nich dopłacić. Albo też otrzymywali lokale w stanie praktycznie surowym, bez podstawowego wykończenia.

Kłodzko znów pod wodą
Kłodzko od wieków doświadczało powodzi – szczególnie pamiętna jest ta z 1997 roku. Powódź z 2024 r. miała inny charakter i przyniosła inne zniszczenia – jak tłumaczą w rozmowie franciszkanie, było m.in. więcej mułu.
Jednym z problemów w społeczeństwie jest niezrozumienie skali problemu przez osoby z zewnątrz. Ludziom często wydaje się, że powódź to kwestia osuszenia ścian, pomalowania i powrotu do normalności. – Skutki takiej katastrofy rozciągają się na lata – tłumaczy o. Fabian Kaltbach OFM, gwardian franciszkańskiego klasztoru. Jak przyznaje, dziś nikt nie potrafi odpowiedzialnie oszacować, ile potrwa pełna renowacja klasztoru i kościoła.
Z kolei wikariusz, o. Savio Sitarczyk OFM, wspomina pytania parafian podczas tegorocznej kolędy. Pytali, czy w kościele wróciły już wszystkie msze święte i „normalność”. Nawet część mieszkańców Kłodzka nie ma świadomości, jak długo trwa odbudowa po takiej katastrofie i jak wiele rzeczy nadal pozostaje niewidocznych dla oka. – Jeśli ktoś nie przeżył powodzi, zwykle nie ma świadomości, ile badań, formalności i kosztów wiąże się z przywracaniem budynku do życia – mówi parafianka Marta.


Mimo wszystkich trudności udało się przywrócić pewne elementy dawnego życia parafii. Jednym z widocznych znaków było przygotowanie szopki bożonarodzeniowej, której wcześniej nie można było ustawić ze względu na trwające osuszanie ścian i zamontowane maty. Takie drobne powroty do zwyczajnych parafialnych znaków są dla ludzi ważne, bo pokazują, że wspólnota jednak żyje i nie zatrzymała się po katastrofie. Do normalności próbuje też wrócić już miasto, choć powódź odbiła na nim swoje piętno. Co najlepiej zrobić, by pomóc Kłodzku i jego okolicom? Teraz to najlepiej po prostu tam przybyć – ruch turystyczny napędza ten teren. Dzięki niemu miejscowi ludzie mają pracę i środki do odbudowy swojego życia. Skutki powodzi będą odczuwalne jednak jeszcze przez długie lata – zarówno dla klasztoru, jak i dla mieszkańców Kłodzka, a także wszystkich terenów dotkniętych powodzią w 2024 r.
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!
Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.
Wybrane dla Ciebie
Czytałeś? Wesprzyj nas!
Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!
| Zobacz także |
| Wasze komentarze |
Ziemia Kłodzka wciąż pamięta o powodzi [KOMENTARZ]
Kłodzko: odpust w oczyszczonym po powodzi kościele franciszkańskim [FOTOREPORTAŻ]
Turystyka powodziowa. W pewnych warunkach mogłaby mieć sens [KOMENTARZ]





Wiadomości
Wideo
Modlitwy
Sklep
Kalendarz liturgiczny