Birma: skecze przeciw reżimowi junty [REPORTAŻ]

3 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

W birmańskim Mandalaj wciąż działa grupa kabaretowa, która drwiła z reżimu wojskowego. Za swoją działalność dwóch aktorów trafiło do obozów pracy. Teraz Wąsaci Bracia w skeczach opowiadają o tamtej rzeczywistości i przypominają, że armia wciąż ma dużą władzę.

„Pokażemy wam to, co się dzieje w Birmie, nie w Mjanmie, jak chcą władze” – zaczyna Lu Maw, podkręcając wąsa. Jest jednym z trzech aktorów kabaretowego tria Wąsatych Braci, którzy w czasie wojskowego reżimu krytykowali władze. Dwóch braci na sześć lat trafiło wtedy do więzienia.

„Wojskowi zmienili nazwę kraju, żeby mydlić ludziom oczy” – tłumaczy Lu Maw. Obie nazwy, „Bama” i „Mjanma”, funkcjonowały obok siebie od stuleci, lecz Birma oficjalnie stałą się Mjanmą dopiero w 1989 r. Nowa nazwa miała być ukłonem w stronę mniejszości etnicznych, bo „Birma” kojarzyła się z grupą zamieszkującą centrum kraju oraz brytyjskim kolonializmem.

„Tyle że od kilkudziesięciu lat mniejszości walczą z reżimem! Wojsko zwalczało np. Kaczinów, Szanów i innych” – tłumaczy komik. Podczas widowiska w garażu na 39 ulicy w mieście Mandalaj na północy Birmy Lu Maw pokazuje, gdzie mieszkają zbuntowane grupy etniczne. Tworzą półokrąg biegnący z zachodu, przez północ i na zachód kraju. W centrum władzę trzymają wojskowi.

„Podczas występów mówiliśmy o tym, co się dzieje w kraju, że chodzi wyłącznie o pieniądze i łapówki” – opowiada Lu Zaw. Kolejny z Wąsatych Braci ubrany jest w tradycyjny strój i zaraz ma wejść na scenę. Ściany garażu, w którym występuje trupa kabaretowa, pokrywają zdjęcia aktorów i ich gości. Na honorowym miejscu wiszą zdjęcia aktorów w towarzystwie Aung San Suu Kyi, liderki birmańskiego ruchu demokratycznego.

W 1996 r. grupa wystąpiła przed Aung San Suu Kyi w jej rezydencji w Rangunie, gdzie przebywała w areszcie domowym. Kilka dni później dwóch braci zostało aresztowanych i na sześć lat trafili do obozów pracy.

„Byłem sprytny, schowałem się za plecami braci, dlatego ominęła mnie odsiadka” – żartuje Lu Maw. W rzeczywistości Par Par Lay i Lu Zaw są rodzonymi braćmi, a Lu Maw ich kuzynem. „Par Par Lay jak wielu więźniów zatruł się ołowiem z farby, którą malowano zbiorniki na wodę” – tłumaczy Lu Maw.

Par Par Lay zmarł w 2013 r., ale grupa nie przerwała występów.

66-letni Lu Maw robi za konferansjera. Energicznie przemierza scenę i żartuje z siebie i swojej żony, która tańczy w przerwie między skeczami. „Wszyscy jesteśmy już starzy, ale rześcy” – podkreśla. Lu Zaw jest tylko o dwa lata młodszy od kuzyna.

„Nie wiedziałem, że tu jest taka grupa” – mówi Danny Li, właściciel kawiarni na tej samej ulicy. Nie może uwierzyć, że w czasie reżimu ktoś drwił z wojskowych. „Moje pokolenie może nie pamiętać Braci. Chyba są już tylko turystyczną atrakcją” – zastanawia się 30-latek.

„Cały występ jest trochę surrealistyczny” – ocenia brazylijski turysta Tom, dodając, że garaż jest małym muzeum upamiętniającym prześladowania junty. „Może brakuje tylko komentarza na współczesne tematy” – dodaje Lena z Brazylii.

Lu Maw wymijająco mówi, że komicy obserwują rzeczywistość. Na Aung San Suu Kyi, laureatkę Pokojowej Nagrody Nobla, spadła ostatnio krytyka za brak działań podczas kryzysu w zachodnim stanie Rakhine. Ponad 600 tys. ludzi z muzułmańskiej mniejszości Rohingja uciekło stamtąd do Bangladeszu.

„Po pierwsze, ufamy jej i wierzymy w to, co robi. Dajmy jej czas” – tłumaczy, dodając, że armia wciąż jest potężna i reżim może powrócić.

Birma: skecze przeciw reżimowi junty [REPORTAŻ]
6 (100%) 1 ocen.

Zobacz także
Wasze komentarze